PIERWSZE KROKI

mój pierwszy raz, czyli Singapur welcome to – Singapur, początek, akt I

Tych pierwszych razów w ciągu ostatnich 3 dni było co najmniej kilka. Ostatni dzień w Polsce to czwartek pełen biegania. Przez cały dzień i noc przed, nie miałam czasu nawet chwilę zastanowić się nad tym, co czeka mnie za kilka godzin. Na 5.00 zamówiona była taksówka, a ja do ostatniej minuty biegałam po domu, próbując ogarnąć, czego jeszcze potrzebuję. Praktycznie w biegu wychodziłam też z mieszkania, nie było nawet czasu zatrzymać się i pożegnać te mury, w których mieszkałam ostatnie 3 lata. Pierwsza refleksja nadeszła, gdy wpakowaliśmy się do taksówki. Ostatnie spojrzenie na Jackowskiego, Polną i Bukowską. Say goodbye to Jeżyce Pany.

Bagaż rejestrowany nadany, wagowo mogłam zaszaleć jeszcze 1,6kg. Chwilę później okazało się, że Czytaj dalej..

Ja stróż latarnik nadaję z mrówkowca. – Singapur, początek, akt II

Wtorek, dzień czwarty, przywitał mnie deszczem. Deszcz i chmury  to tutaj naturalne zjawisko, nikt się nie dziwi, że zaczęło padać. Szarej codzienności temu zjawisku dodaje fakt, że w Singapurze wiele chodników jest zadaszonych – tak, tak, i to nie tylko chodniki, które przebiegają tuż przy ścianie budynku, a daszek jest na niej zamontowany. Uzbrojona w pożyczony parasol wyruszyłam na stację MRT. Tu gdzie teraz czasowo mieszkam dosyć wyróżniam się z tłumu, bo nie jest to ścisłe centrum Singapuru, gdzie Europejczyka spotkać dużo łatwiej. Zachodnio-południowa część wyspy to raczej mieszanka lokalnych narodowości. Na stacji jest całkiem niezła piekarnia, zahaczyłam więc o nią, aby w ramach śniadania wrzucić coś do żołądka. Polskim zwyczajem, zaraz po wyjściu zaczęłam konsumować bułeczkę z pieczarkami. Gdy już byłam w połowie dopadło mnie olśnienie – Czytaj dalej..

tak zwane neighborhood – Singapur, początek, akt III

Wyniki badań medycznych dotarły do firmy (zdolna do pracy!), więc mogłam w końcu aplikować o długoterminowe pozwolenie o pracę czyli Employment Pass. Po wyżej wspomnianym lunchu wyrwałam się z pracy i podjechałam do Employment Pass Services Centre (EPSC, Singapurczycy lubują się w skrótach) – części Ministry of Manpower (MOM), odpowiedzialnej za wydawanie wyżej wymienionych kart. Nie mam jeszcze zbyt dużego doświadczenia z singapurskimi urzędami, ale ten działa nad wyraz sprawnie. Spotkania umówione są na konkretną godzinę (co 15 min), przy wejściu skanuje się w kiosku do check-in kod ze swojej aplikacji (za aplikowanie o moje pozwolenie odpowiedzialne były kadry mojej firmy, więc nie wiem do końca jak to przebiega, w każdym razie po zarejestrowaniu spotkania w EPSC drukuje się aplikację, którą trzeba dostarczyć). Na tych, którzy mogą sobie nie poradzić, w holu czekają pracownicy instruujący co do całej procedury. Siada się na fotelu i czeka aż numerek pojawi się na wyświetlaczu (mimo, że byłam ponad pół godziny przed umówionym spotkaniem to nie czekałam nawet 5 min). Pani w okienku sprawdziła wszystkie dokumenty, wgrała też do systemu zdjęcie mordercy (czytaj: zdjęcie paszportowe). Na koniec palec na szybkę, czyli zdjęcie odcisków palców, trzy stemple na aplikacji i zapraszamy za.. Czytaj dalej..

Reklamy