Miesiąc: Wrzesień 2014

co powie ryba? – Singapur, SEA Aquarium

Aż do końca marca 2014 singapurskie S.E.A. Aquarium, będące częścią Marina Life Park, było największym akwarium na świecie. Obecnie tytuł ten dzierży Chime-Long Ocean Kingdom w Chinach, co nie zmienia faktu, że to singapurskie robi ogromne wrażenie i wręcz przytłacza ilością wody i pływających w niej stworzeń. Pod koniec sierpnia udało mi się je odwiedzić.
Rybek nigdy osobiście nie hodowałam, meduz się boję, więc nie podchodziłam z jakimś wielkim entuzjazmem – ot raczej zwyczajna atrakcja. Życie szybko zweryfikowało moją początkową opinię, umieszczając oceanarium w pierwszej dziesiątce mojej nieistniejącej listy „must-see in Singapore”. I nie chodzi w sumie tylko o kolorowe rybki i inne stwory, ale o projekt budynku. Singapur jest absolutnie mistrzem w dbaniu o detale. Podobnie jest i tutaj. W wielu miejscach można znaleźć „ukryte” ławeczki, usiąść na nich jak na parapecie koło wielkiego okna, zignorować tłum przesuwający się za plecami i uspokoić myśli wpatrując się w pływające cudactwa. Jeśli już się tam wybrać, to właśnie tak na spokojnie, usiąść, podumać i nie dać się spłoszyć wycieczkom ze smartfonami.
Na dzień dobry przechodzi się tunelem, który stawia człowieka „na dnie” akwarium, a później coraz więcej i więcej, mniejszych i zupełnie ogromnych zbiorników pojawia się wzdłuż ścieżki.
Singapur, SEA Aquarium, wejście

Singapur, SEA Aquarium, wejście

Singapur, SEA Aquarium, jestem na dnie..

Singapur, SEA Aquarium, jestem na dnie..

Singapur, SEA Aquarium, lepsze niż największy telewizor

Singapur, SEA Aquarium, lepsze niż największy telewizor

Singapur, SEA Aquarium, w promieniach słońca

Singapur, SEA Aquarium, w promieniach słońca

Singapur, SEA Aquarium, rozdwojenie ogona

Singapur, SEA Aquarium, rozdwojenie ogona

Singapur, SEA Aquarium, rozgwiazdy

Singapur, SEA Aquarium, rozgwiazdy

Singapur, SEA Aquarium, mam na Ciebie oko (?)

Singapur, SEA Aquarium, mam na Ciebie oko (?)

Moimi absolutnie ulubionymi stworzeniami jednogłośnie zostały płaszczki. A meduzy w szklanych pojemnikach wyglądają fascynująco i jakby mniej przerażająco.
Singapur, SEA Aquarium, pocieszna płaszczka

Singapur, SEA Aquarium, pocieszna płaszczka

Singapur, SEA Aquarium, smutna płaszczka

Singapur, SEA Aquarium, smutna płaszczka

Singapur, SEA Aquarium, meduzy

Singapur, SEA Aquarium, meduzy

Singapur, SEA Aquarium, więcej meduz

Singapur, SEA Aquarium, więcej meduz

Singapur, SEA Aquarium, meduzy z długaśnymi parzydełkami

Singapur, SEA Aquarium, meduzy z długaśnymi parzydełkami

Singapur, SEA Aquarium, meduzy przerażają, ale wyglądają niesamowicie

Singapur, SEA Aquarium, meduzy przerażają, ale wyglądają niesamowicie

Postrach mórz, oceanów, filmów i bajek – rekin, ryba-piła i ryba-młot, budzą respekt.

Singapur, SEA Aquarium, ryba-młot

Singapur, SEA Aquarium, ryba-młot

Singapur, SEA Aquarium, ryba-piła

Singapur, SEA Aquarium, ryba-piła

Singapur, SEA Aquarium, rekinek!

Singapur, SEA Aquarium, rekinek!

Zdajecie sobie sprawę, że to wszystko pływa i żyje gdzieś tam w tych wielkich wodach? Brrrr..

Singapur, SEA Aquarium, kolorowo

Singapur, SEA Aquarium, kolorowo

Singapur, SEA Aquarium, kolorowe akwarium

Singapur, SEA Aquarium, kolorowe akwarium

A ja wróciłam z Polski do Singapuru, odprawiłam gości do domu i wypatruję kolejnego długiego weekendu, bo żal byłoby nie wykorzystać, skoro tak w nie obrodziło w tym roku :) Tym bardziej, że prawie zbiega się z moimi urodzinami, a ćwierćwiecze wypadałoby jakoś uhonorować ;)

Reklamy

na tapczanie leży leń – Malezja, Port Dickson

Jeszcze przed chwilą był lipiec, a już za moment zawita październik. Czas przyspieszył jeszcze bardziej, a nie dalej jak 3 tygodnie temu minęły 2 lata odkąd mieszkam w Singapurze. Wciąż nie mogę w to uwierzyć.
Wracając jeszcze do lipca, tuż przed moim sierpniowym urlopem w Polsce, przypadał długi weekend. Do ostatniej chwili wydawało się, że spędzę go w domu, bo każdy wyjazd, który udało mi się wymyślić, nie mieścił się absolutnie w definicji słowa „tanio”. Miało być leniwie i za niewiele monet. Tak, ja która zazwyczaj zwiedza od świtu do zmierzchu, postanowiłam, chyba pierwszy raz w życiu, jechać gdzieś odpocząć. Nic nie robić, leżeć, czytać książkę, ewentualnie leniwie umoczyć szanowne cztery litery w jakimś zbiorniku wodnym. Przeszukując oferty międzynarodowych autokarów z Singapuru natrafiłam na Port Dickson w Malezji. Jak nazwa wskazuje, portowe miasteczko, całkiem niedaleko Kuala Lumpur, plaże, woda i praktycznie nic poza tym, nie licząc farmy strusi, w której można doświadczyć przejażdżki na strusiu.
Bilet i hotel idealnie zmieściły się w mój budżet, więc w sobotę rano zaczęła się moja kilkugodzinna przeprawa wzdłuż Malezji. Na miejscu próbowałam sobie udowodnić, że ja też potrafię nic nie robić. Krótki spacer po okolicy, gdzie nie było absolutnie niczego interesującego i wieczór spędzony na dachu hotelu z książką w ręku. Nuda i relaks. Plan na niedzielę zakładał podobny scenariusz, ale ciężko było usiedzieć, mimo że książka ciekawa. Tuż po obiedzie planowałam zobaczyć tę farmę strusi, która okazała się być zamieszkana również przez inne gatunki. Przypadkowo nie musiałam tam nawet jechać sama. Polacy są wszędzie, nawet w takim randomowym Port Dickson, o którym mało kto wcześniej słyszał. Tym sposobem poznałam Anię i razem pojechałyśmy do zwierzyńca.
Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, uwaga strusie!

Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, uwaga strusie!

Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, żarłoczny struś chwilę później ukradł mi całą torebkę :(

Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, żarłoczny struś chwilę później ukradł mi całą torebkę :(

Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, struś

Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, struś

Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, struś

Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, struś

Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, wymiana upierzenia?

Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, wymiana upierzenia?

Widząc kondycję niektórych strusi, właściwie i tak nie miałam zamiaru skorzystać z opcji jazdy nimi. Przynajmniej nie byłam zawiedziona gdy okazało się, że przejażdżki są tylko dla osób ważących poniżej 40kg :D
Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, udźwig strusia - 40kg

Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, udźwig strusia – 40kg

Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, szarża na strusiu

Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, szarża na strusiu

Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, siema

Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, siema

Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, ptaszor

Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, ptaszor

Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, indyk?

Malezja, Port Dickson, PD Ostrich Show Farm, indyk?

Na koniec znów trochę plaży, chociaż powietrze było dość zanieczyszczone i wszystko wydawało się przykurzone. Woda oczywiście cieplutka i nawet trochę się opaliłam, ale już dawno nie ma po tym śladu.
Malezja, Port Dickson, plaża Pantai Tanjung Gemok, woda, piasek, taak!

Malezja, Port Dickson, plaża Pantai Tanjung Gemok, woda, piasek, taak!

Malezja, Port Dickson, plaża Pantai Tanjung Gemok, Polacy są wszędzie, pozdrawiam Aniu!

Malezja, Port Dickson, plaża Pantai Tanjung Gemok, Polacy są wszędzie, pozdrawiam Aniu!

Powrót do Singapuru ciągnął się w nieskończoność – koniec długiego weekendu, przejście graniczne pękało w szwach, a kilometrowy most między Malezją a Singapurem pokonywaliśmy ponad półtorej godziny..

Okazało się, że można gdzieś jechać, nic nie robić i odpoczywać.. tylko po co?! ;)