Azja

piekło-niebo – Japonia, wyspa Kiusiu, akt II: Beppu

Przyszedł czas na wyjaśnienie skąd to „piekło” w tytule. Tym mianem określane są gorące źródła znajdujące się w Beppu i jego okolicy, które ukazują całą gamę kolorów, od niebiańskiej wręcz bieli i lazurów, po złowieszcze pomarańczowe i ognisto-czerwone odcienie. Łączy je piekielnie wysoka temperatura. Okolica pełna jest z resztą onsenów – tradycyjnych, japońskich łaźni, budowanych właśnie przy gorących źródłach. Mam nadzieję, że kontrolują w nich temperaturę, aby nie ugotować swoich klientów.

Parę minut po 8 rano ruszyłyśmy znanym nam już pociągiem Sonic Limited Express ze stacji Hakata w Fukuoce, by po nieco ponad 2 godzinach znaleźć się w Beppu. Wychodząc za bramki, na wprost, tuż przy zaczynającej się strefie sklepów na dworcu, znalazłyśmy informację, która obsługuje również po angielsku i ma w sprzedaży wszelakie bilety. Za 900 jenów (~31 PLN, ~11 SGD) kupiłyśmy całodzienny bilet autobusowy (My Beppu Free 1Day Mini Pass), obowiązujący w rejonie wyznaczonym na mapce w środku – są też bilety na większy obszar jeśli planuje się wycieczki „za miasto”. Wysupłałyśmy też kolejne 1800 jenów na bilet upoważniający do wejścia na teren wszystkich gorących źródeł w ramach Piekieł Beppu (można też kupić bilety na pojedyncze piekła, na miejscu bilet na wszystkie kosztuje 200 jenów więcej).

Za wyjściem zachodnim (West Exit) kierujemy się na lewo, skąd odjeżdżają autobusy. Mijamy przy tym dość ciekawy pomnik, ubrany w sportowy strój.  „Błyszczący wujek”, Kumahachi Aburaya, to ważna postać, której wysiłki przyczyniły się w dużej mierze do rozwoju turystyki wokół gorących źródeł w tym rejonie. Był też wielkim przyjacielem dzieci, stwarzając im możliwości rozwoju niezależnie od statusu materialnego, dlatego pewnie jedno z nich trzyma się płaszcza jego figury. Rzeźba zdaje się być ubierana w stroje nawiązujące do aktualnych wydarzeń w mieście.

JP_II_01_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, pomnik Kumahachi Aburaya przed główną stacją kolejową

Beppu Jigoku, czyli Piekła Beppu, to trasa zwiedzania prowadząca przez 7 lokalizacji (niektóre strony mówią o 8 piekłach, ale nie wiem do końca, gdzie oni liczą to ósme). Broszurka dla zwiedzających informuje, że już w antycznych czasach pojawiły się zapiski opisujące ten rejon jako dom dymiących gazów, wrzącej wody i bulgoczącego błota – przeklętego miejsca, do którego nie bez przyczyny przylgnęło miano piekła.

Zaczęłyśmy od dwóch gorących źródeł położonych najdalej na północ, do których dojechałyśmy autobusem nr 2 (nie była to chyba najkrótsza możliwa trasa, ale akurat taki podjechał na peron). Numerem 1 oznaczone jest Umi-Jigoku, jednak na wejście czekał spory ogonek, dlatego poszłyśmy obok, gdzie bez czekania weszłyśmy na teren „numeru 2” Oniishibozu-Jigoku, którego miano łączy nazwę regionu Oniishi, w którym się znajdujemy, z ogoloną głową mnichów, bo takie skojarzenie budzą szare, błotne bąble, widziane na powierzchni źródeł.

JP_II_02_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), wejście przy Oniishibozu-Jigoku, do piekła w prawo!

 

JP_II_03_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), Oniishibozu-Jigoku

 

JP_II_04_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), Oniishibozu-Jigoku

 

JP_II_05_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), gorące kamienie nieopodal Oniishibozu-Jigoku

Wracamy pod Umi-Jigoku, gdzie tłum już zelżał i po przyjemnym spacerze wzdłuż całkiem normalnego stawu naszym oczom ukazuje się wściekle dymiąca, lazurowa tafla. Powstały w wyniku wybuchu wulkanu ponad 1200 lat temu, ten już mniej typowy staw, został nazwany oceanem (Umi). Kąpiel jest zdecydowanie nie wskazana, bo temperatura wody to średnio 98°C. Nieopodal głównego zbiornika znajduje się szintoistyczna kapliczka do której prowadzą charakterystyczne, czerwone torii (bramy). Piekielny odcień przybrał też mały zbiornik na tyłach, ale ten kolor wody jeszcze przyjdzie nam podziwiać.

JP_II_06_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), Umi-Jigoku

 

JP_II_07_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), Umi-Jigoku

 

JP_II_08_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), źródło nieopodal Umi-Jigoku

Dziewczyny podjęły wyzwanie zanurzenia się w onsenie przynależącym do szarego piekła, dla mnie nie był to jednak odpowiedni moment w miesiącu. By nie kwitnąć na parkingu, postanowiłam poczekać na nie w następnym piekle, do którego można dostać się krótkim spacerem. Kamado Jigoku swoją nazwę (tłumaczoną na „garnek”) zawdzięcza legendom o zwyczaju gotowania ryżu na oparach ze źródła i ofiarowaniu go Ujigami (bóg-opiekun) podczas festiwalu religijnego Kamado Hachimangu Shrine Festival. Obecnie bardziej popularne są jajka gotowane w wodach piekieł. Gorące źródła przybierają tu różne formy.  Na lewo od wejścia wita 90°C prychającego błota, które powstaje z rozpuszczających się pod wpływem podziemnej energii geotermalnej, różnych gatunków gumowatej gliny. Dalej podziwiać można i te dymiące lazurowe i lekko czerwone, prychające wodą błękitne oraz bulgoczące błotne. Gdybym miała możliwość odwiedzenia tylko jednego piekła wybrałabym Kamado bo posiada chyba największą różnorodność.  

JP_II_09_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), Kamado-Jigoku

 

JP_II_10_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), Kamado-Jigoku

 

JP_II_11_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), Kamado-Jigoku

 

JP_II_12_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), Kamado-Jigoku

 

JP_II_13_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), Kamado-Jigoku

W oczekiwaniu na Magdę i Justynę zanurzyłam stopy w jednym z wyznaczonych do tego zbiorników (podobno takie darmowe kąpiele dla stóp dostępne są w większości piekieł, ale ja dojrzałam je dopiero tutaj) – nie mam zbyt dobrej odporności na gorącą wodę (podobno zwykle ustawiam temperaturę wody pod prysznicem odpowiadającą wodzie z jeziora i następna osoba jest niemile zimno zaskoczona, jeśli od razu nie przekręci wajchy) więc chwilę mi zajęło przyzwyczajenie nóg i zamoczenie ich tak jak na zdjęciu. Na miejscu można kupić mały ręcznik jeśli ma się taką potrzebę. Nieopodal są też wystające ze ściany rury, pozwalające zaaplikować sobie kąpiel parową na twarz.

JP_II_14_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), kąpiel dla stóp w gorącym źródle Kamado-Jigoku

W pobliżu, na przeciwko siebie znajdują się dwa kolejne piekła: Oniyama-Jiguku, nazwane od dystryktu Oniyama w którym się znajduje; i Shiraike-Jigoku – biały staw. Ten pierwszy służy od dziesięcioleci jako hodowla krokodyli. Ciepło źródeł zdecydowanie im służy, nie jestem jednak przekonana co do warunków w jakich żyją – przeważający beton kiepsko wpisuje się w raczej zielony wygląd pozostałych miejsc. Bogate w kwas borowy Shiraike-Jigoku, swój jasnobłękitno-biały kolor zawdzięcza zmianie temperatury i ciśnienia, które działa gdy bezbarwna woda wystrzeliwana ze źródła zderzy się z powierzchnią stawu. Na terenie znajdują się też stawy z ciepłolubnymi rybami, wliczając sympatyczne piranie.

JP_II_15_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), krokodyl w Oniyama-Jigoku

 

JP_II_16_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), krokodyl w Oniyama-Jigoku

 

JP_II_17_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), zbiorniki dla krokodyli w Oniyama-Jigoku

 

JP_II_18_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), Shirake-Jigoku

Krótkim spacerem od Shirake-Jigoku znajdujemy się w Kannawa Bus Terminal, z którego łapiemy autobus do pozostałych, oddalonych o około 3km piekieł. Docieramy najpierw do piekielnego zarówno z wyglądu jak i z nazwy Chinoike-Jigoku – Krwawy Staw. Jest najstarszym naturalnym Jigoku w całej Japonii. Czerwona glina znajdująca się w tym rejonie miesza się z podziemnym wrzątkiem, nadając intensywny kolor wodzie, a nawet delikatnie barwiąc na różowawo-czerwony opary unoszące się nad powierzchnią. Unikalna mieszanka tlenków żelaza, magnezu, wapnia i kwasu krzemowego pozyskiwana ze stawu wykorzystywana jest do barwienia tkanin oraz przypisuje się jej właściwości lecznicze w problemach skórnych. Krwawy dodatek do kąpieli można zakupić w sklepiku z pamiątkami.

JP_II_19_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), Chinoike-Jigoku

 

JP_II_20_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), Chinoike-Jigoku

 

JP_II_21_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), dodatek do kąpieli z czerwoną gliną Chinoike-Jigoku

Zwykle tłum przy danej atrakcji sprawia, że mam ochotę od razu zawrócić. Jednak w przypadku ostatniego piekła Tatsumaki-Jigoku był to dobry znak. Tatsumaki to gejzer, który cyklicznie i dość dynamicznie wystrzeliwuje sporą ilość wody na powierzchnię. Jest znany z dość krótkich interwałów między kolejnymi tryśnięciami, ale to wciąż może oznaczać 30-40 minut czekania na kilkuminutowe widowisko.  Magia dzieje się ponad 50 metrów pod ziemią, gdzie gorąca już woda jest podgrzewana przez energię geotermalną, aż zamieni się w parę i wypchnie znajdującą się w kanalikach wodę wprost na powierzchnię i dobre 30 metrów nad nią (dla bezpieczeństwa strumień gejzera został ograniczony od góry).  Dużo ilość ludzi sugerowała, że już trochę minęło od ostatniego widowiska i następne powinno nastąpić wkróce. Faktycznie, po kilku minutach gejzer wystrzelił. Nawet 600 metrów sześciennych wody w kilka minut – natura jest niesamowita.

JP_II_22_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, Piekła Beppu (Beppu Jigoku), Tatsumaki-Jigoku

Spędziłyśmy w piekłach dobre blisko 5h, zwiedzałyśmy raczej na spokojnie, ale dodatkowa godzinka by nie zaszkodziła – niestety otwarte były tylko do 17:00 (zacząć można już od 8:00). Wiele atrakcji Beppu zamyka się wczesnym wieczorem, dlatego nie zdążyłyśmy do onsenu na plaży, który miałyśmy w planie (zamiast wchodzić do wody, zakopują cię w gorącym piasku!).

Jeszcze tylko kolacja w Toyotsune, tuż nad zatoką Beppu i wracałyśmy do naszej bazy wypadowej – Fukuoki. Zanim jednak położymy się spać, zachwycimy się kolejnym automatem, które w Japonii sprzedają wszystko, nawet Pepsi czyli Colę, oraz wstąpimy jeszcze do osiedlowego sklepu, w którym z łatwością można kupić na przykład świeżą koszulę.

JP_II_23_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Beppu, japońska Cola czyli Pepsi

 

JP_II_24_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Fukuoka, ubrania na sprzedaż w sklepie w stylu Żabki

piekło-niebo – Japonia, wyspa Kiusiu, akt I: Fukuoka i Kawachi

Jednym z problemów emigracji na przysłowiowy drugi kraniec świata, jest oczywiście ta fizyczna odległość od rodziny i znajomych, która nie pozwala spędzać zbyt wiele czasu razem. Kiedy więc ktoś wybiera się do Azji i nie będzie zahaczał o Singapur, staramy się umówić „po drodze”. Z Justyną udało mi się to już drugi raz – za pierwszym razem zwiedziłyśmy razem malezyjskie pola herbaty, a później odwiedziła mnie w państwie-mieście Merliona. Gdy organizowała swoją podróż do Japonii, nie musiała długo mnie namawiać, byśmy spotkały się na przysłowiową kawę właśnie tam. Wraz z Magdą wyruszyłyśmy więc ostatniego dnia kwietnia (2019), z przesiadką w Kuala Lumpur, do Fukuoki – głównego miasta wyspy Kiusiu, trzeciej pod względem wielkości w archipelagu Wysp Japońskich.

Wczesnym rankiem pierwszego dnia nowej ery japońskiego kalendarza – Reiwa (Piękna Harmonia), wylądowałyśmy na międzynarodowym lotnisku w Fukuoce. Wieczorem naszą uwagę zwróciły jakieś dekoracje na ulicach, porozstawiane barierki, głośniki, ale aż do teraz nie miałam świadomości, że dotarłyśmy tam w dniu, w którym panowanie obejmował cesarz Naruhito, w wyniku abdykacji swojego ojca Akihito dzień wcześniej.

JP_I_01_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Fukuoka, doleciały!

Dosyć sprawnie zlokalizowałyśmy przystanek autobusowy przy terminalu i bez problemu udało nam się w automacie kupić bilet (260 jenów, ~9 PLN, ~3 SGD – w automacie można wybrać język angielski) na autobus do głównego dworca kolejowego Hakata Station. Tę stację będziemy odwiedzać codziennie, na początek by zostawić tam bagaże (duża szafka w przechowalni bagażu, których pełno na dworcu, kosztowała 700 jenów (~24 PLN, ~8.5 SGD) za całą dobę). Tam też spotykamy się z Justyną. Zwarte i gotowe wyruszamy na.. śniadanie! Było dość wcześnie i wiele restauracji przy dworcu wyglądało na zamknięte, ale zachęcił nas ogonek stojący przed Tanya Hakata. Rosół, ryż, ozory wołowe, a dla spragnionych poranne piwo!

JP_I_02_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Fukuoka, poranne piwko? Dlaczego nie!

JP_I_03_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Fukuoka, na śniadanie rosół i stek z ryżem, wersja japońska

Fukuoka jest ogromnym miastem biznesowym, które nie serwuje spektakularnych atrakcji turystycznych, dlatego na rzucenie okiem na jej ofertę przeznaczyłyśmy jedynie środowe przedpołudnie. Aby nie marnować czasu przejechałyśmy jeden przystanek metrem (pomarańczowa Kuko Lone) z Hakata Station do Gion Station (200 jenów, ~7PLN, ~2.5 SGD), nieopodal której znajduje się mnóstwo świątyń. Poruszanie się komunikacją miejską nie przysparza większy problemów, wszystko jest dobrze oznaczone, tablice informacyjne po angielsku widziałam znacznie częściej niż podczas poprzedniej wizyty w Kraju Kwitnącej Wiśni. Może to już pokłosie przygotowań do Olimpiady?

Zajrzałyśmy najpierw, zupełnie przypadkowo, do świątyni Tochoji, należącej do buddyjskiego nurtu Shingon. Ufundowana w IX wieku uznawana jest za najstarszy dla tego nurtu obiekt na wyspie Kiusiu. Oryginalnie znajdowała się jednak bliżej linii brzegowej, gdzie spłonęła w XVI wieku, po czym została usytuowana w obecnym miejscu. Wnętrza można zobaczyć jedynie w konkretne dni lub święta, dlatego pozostało nam rzucenie okiem na budynki z zewnątrz (chociaż do sali Wielkiego Buddy – z jego ogromną statuą, można wejść również w zwykłe dni, ale tam nie zawędrowałyśmy). Pod dachem, na wejściu do głównego z nich, zawieszony jest sporych rozmiarów buddyjski różaniec. Wzrok przykuwa też  czerwona pagoda (Gojunoto).

JP_I_04_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Fukuoka, główny budynek świątyni Tochoji (Tochoji Temple)

JP_I_05_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Fukuoka, 5-cio piętrowa pagoda (Gojunoto) na terenie świątyni Tochoji (Tochoji Temple)

Spacerem udałyśmy się do Shofukuji – najstarszej świątyni buddyjskiego nurtu Zen w Japonii. Podobnie jak w Tochoji, większość budynków otwarta jest tylko w wybrane święta, jednak nawet bez wchodzenia do środka daje się tu poczuć medytacyjną (sielankową!) atmosferę, z którą nurt ten jest głównie kojarzony. Uwagę zwraca Sanmon, najważniejsza brama/wrota świątyni Zen. Co ciekawe, sanmon bardzo często nie jest bramą/wrotami wejściową/ymi (nie jest tą pierwszą, którą się przekracza). Zarówno Tochoji jak i Shofukuji można zwiedzić za darmo.

JP_I_06_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Fukuoka, najważniejsza brama/wrota (sanmon) świątyni Shofukuji (Shofukuji Temple)

Postanowiłyśmy zrezygnować z zaplanowanej jeszcze świątyni szintoistycznej Kushida, aby na czas wrócić na dworzec kolejowy Hakata i udać się w naszą pierwszą podróż pociągiem. Zanim jednak wsiądziemy do Sonic Limited Express, kursującego na trasie Oita – lotnisko Miyazaki, odbieramy nasz bilet okresowy na przejazdy kolejowe (Japan Rail Pass). Tym razem można było zarezerwować go online bez pośredników i samodzielnie odebrać. Istnieją różne warianty JR Pass, nas w pełni satysfakcjonował 5-dniowy Northern Kyushu Area JR Kyushu Rail Pass, ważny w pociągach północnej części wyspy Kiusiu (10 000 jenów, ~340 PLN, ~120 SGD). Podróżując, trzeba okazać bilet w okienku – nie odbija się go w żaden sposób na bramkach. Upoważnia on też do zarezerwowania określonej ilości miejscówek, i można to zrobić zaraz przy odbiorze. Ma to dużo sensu, zwłaszcza jeśli odwiedza się Japonię w środku tzw Złotego Tygodnia, kiedy przypada sporo świąt państwowych i wielu Japończyków podróżuje po kraju. Większość interesujących nas pociągów jeździła jednak dość często i uznałyśmy, że skorzystamy z rezerwacji jeśli pojawią się problemy ze skorzystaniem z 2-3 pod rząd (tak się jednak nie stało i zawsze znalazło się miejsce w wybranym przez nas pociągu).

JP_I_07_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Fukuoka, tablice informacyjna na pociągu

Wagony dla podróżnych bez rezerwacji oznaczone są jak powyżej. Najpierw nieco ponad 40 minut z Hakata do Kokura, kolejne 20 minut pociągiem Kagoshima Line z Kokura do Yahata i przed nami jedyne pół godziny w autobusie wahadłowym (shuttle bus) do Kawachi. Taka kombinacja wyszła nam najszybciej, nie uwzględniając opcji z Shinkansenem, którego bilet okresowy nie obejmuje. Przystanek autobusowy znajduje się po lewej stronie od wyjścia ze stacji, jest darmowy dla posiadaczy biletu do Wisteria Kawachi Garden i odjeżdża średnio co pół godziny.

Tyle zachodu, żeby pojechać do ogrodu?! Oczywiście! Jak to czasem ze mną bywa, jedno zdjęcie w otchłani Internetu wystarczy, by zaplanować podróż. Te fascynujące tunele fioletowych kwiatów wyglądały magicznie już na zdjęciach, więc koniecznie chciałam zobaczyć je na własne oczy.

JP_I_08_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Kitakiusiu, Ogród Wisterii Kawachi (Kawachi Wisteria Garden)

JP_I_09_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Kitakiusiu, Ogród Wisterii Kawachi (Kawachi Wisteria Garden)

JP_I_10_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Kitakiusiu, Ogród Wisterii Kawachi (Kawachi Wisteria Garden)

Wisteria, po polsku nazywana również glicynia lub słodlin, a właściwie jej 22 rodzaje, kwitną tutaj od końca kwietnia do początku maja (!). Ogród otwarty jest jedynie 2-3 tygodnie w roku i miałyśmy szczęście załapać się na ten okres. Przez internet udało nam się kupić bilety – obowiązują one na określony przedział czasowy i umożliwiają pobyt w parku przez 2 godziny. Co ciekawe, ten bilet-rezerwacja kosztuje 500 jenów od osoby (~17 PLN, ~6 SGD), ale możliwe, że na miejscu będzie trzeba dopłacić nawet 1000 jenów – cena zależna jest od stopnia rozkwitu wisterii, im piękniejszy widok tym drożej. Od nas nie zawołali dodatkowej opłaty, co sugerowało, że nie jesteśmy tam w optymalnym momencie, ale i tak było magicznie!

JP_I_11_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Kitakiusiu, w Ogrodzie Wisterii Kawachi (Kawachi Wisteria Garden)

JP_I_12_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Kitakiusiu, Ogród Wisterii Kawachi (Kawachi Wisteria Garden)

JP_I_13_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Kitakiusiu, Ogród Wisterii Kawachi (Kawachi Wisteria Garden)

Skąd właściwie wziął się ten ogród? Jest spełnieniem chłopięcego marzenia Masao Higuchi, zwykłego Japończyka, który na zboczu góry Gongen w Kawachi, rejonie jednej z dzielnic (kiedyś wioski), Yahatahigashi, miasta Kitakiasiu, rozpoczął pod koniec lat 70. kultywację wisterii i tworzenie tuneli. Obecnie kolejne już pokolenie dba o rośliny. W okolicy można pochodzić sobie po niskich górach lub wybrać się na tamę, my jednak wracałyśmy prosto do Fukuoki.

JP_I_14_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Kitakiusiu, klony japońskie w Ogród Wisterii Kawachi (Kawachi Wisteria Garden)

Ulokowałyśmy się w końcu w hostelu i po krótkiej przerwie na odświeżenie, wyruszyłyśmy jeszcze na miasto. Naszym celem były Yatai – budki z jedzeniem, znajdujące się wzdłuż rzeki, które są swego rodzaju symbolem miasta. Budka nie jest też doskonałym określeniem, bo to takie mikro-restauracje na świeżym powietrzu, dookoła każdej z nich można usiąść „przy barze” i cieszyć się jedzeniem. Ślinka ciekła na sam widok niektórych specjałów, ale miejsce pełne było klienteli, zarówno konsumującej jak i czekającej. Nam burczało w brzuchach zdecydowanie za głośno, żeby czekać, więc odbiłyśmy z promenady i nieopodal uraczyłyśmy się ramenem i piwem w bardziej klasycznej, malutkiej japońskiej baro-restauracji Mendokoro Kyoya.

JP_I_15_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Fukuoka, Mendokoro Kyoya, Nakasu ramen!

JP_I_16_50_size_watermark

Japonia, wyspa Kiusi, Fukuoka, wejście do Mendokoro Kyoya

Czasu na sen nie zostało zbyt wiele, bo następnego dnia rano czekał na nas kolejny epizod o trzech takich, co jeździły po Japonii koleją. Gdzie to piekło, wyjaśni się następnym razem.