wyspa

esy-floresy, fantasmagorie – Indonezja, wyspa Flores: akt II

Flaszeczka z kuzynem poszerzyła uśmiech na twarzy naszego kierowcy, myślałyśmy więc, że czas odstawić nas do ośrodka, bo sam pewnie chętnie wróciłby do domu (lub do kuzyna na kolejną butelkę). Jednak Jef miał w zanadrzu jeszcze kilka atrakcji. Podjechaliśmy do Lepo Lorun, w dosłownym tłumaczeniu z języka sikka (lokalnego dialektu okolicy o tej samej nazwie) to dom tkacki. Założony z pasji do lokalnego wzornictwa i kunsztu wytwarzania materiałów nazywanych Tenun Ikat, w celu zachowania każdego etapu tej tradycyjnej sztuki, od naturalnego barwienia surowców, aż po piękne tkaniny. Zyski ze sprzedaży i prowadzonych pokazów wspomagają też niezależność finansową kobiet zaangażowanych w projekt. Tkalnia znajduje się we wiosce Nita, rzut beretem od głównej drogi.

Flores_II_01_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, Lepo Lorun (Dom Tkacki)

Niestety nie było tam nikogo, ale Jef pozwolił nam przejść się po chatkach-pracowniach. Rzemieślnictwo jest prawdziwą sztuką, widać ją tu w każdym zakamarku – kosze pełne naturalnych produktów na barwniki, suszące się kolorowe włókna i krosno, z na wpół-gotową, czarno-czerwoną tkaniną. Jako wujek i znajomy wszystkich i wszystkiego, nasz kierowca miał też dostęp do magazynku gotowych materiałów na sprzedaż. Niektóre wzory naprawdę kusiły, ale z braku perspektyw na ich wykorzystanie, nie skusiłyśmy się. Cenowo było adekwatne do wysiłku włożonego w produkcję (ponad milion rupii).

Flores_II_02_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, Lepo Lorun (Dom Tkacki), surowe materiały

Flores_II_03_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, Lepo Lorun (Dom Tkacki), barwnik w przygotowaniu

Flores_II_04_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, Lepo Lorun (Dom Tkacki), świeżo barwione włókna

Flores_II_05_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, Lepo Lorun (Dom Tkacki), naturalny składnik barwnika

Flores_II_06_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, Lepo Lorun (Dom Tkacki), krosno

Tuż za bramą, Jef zwrócił naszą uwagę na drzewo.. kakaowca. Jego sproszkowany owoc kojarzy się raczej z Wybrzeżem Kości Słoniowej albo Ghaną, ale to Indonezja jest trzecim największym producentem kakao na świecie, a 1/10 upraw na Flores dedykowana jest temu składnikowi słodyczy.

Flores_II_07_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, Lepo Lorun (Dom Tkacki), kakaowiec

Główna droga prowadziła nas w kierunku Maumere, ale kierowca odbił w lewo raz jeszcze. 5km dalej zatrzymujemy się na początku.. drogi krzyżowej, która prowadzi na wzgórze Gereja Katolik Maria Bunda Segala Bangsa – kościoła katolickiego Marii Pani Wszystkich Narodów. Samego budynku kościoła nie widziałyśmy, może jest u podnóża? Do dziś myślałam, że po za rzeźbami i kaplicą na świeżym powietrzu pod statuą nic więcej tam nie ma.

Flores_II_08_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, droga krzyżowa przy Gereja Katolik Maria Bunda Segala Bangsa – kościele katolickim Marii Pani Wszystkich Narodów, stacja 3, Jezus zdradzony przez Judasza

Flores_II_09_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, figura Maryi na wzgórzu Gereja Katolik Maria Bunda Segala Bangsa – kościoła katolickiego Marii Pani Wszystkich Narodów

Flores_II_10_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, droga krzyżowa przy Gereja Katolik Maria Bunda Segala Bangsa – kościele katolickim Marii Pani Wszystkich Narodów, modlitwa Jezusa w Ogrójcu

Figury otoczone są zadbanym ogrodem, rozpościera się też piękny widok na Maumere. Spokojne, przyjemne miejsce, wstęp darmowy.

Flores_II_11_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, widok ze wzgórza Gereja Katolik Maria Bunda Segala Bangsa – kościoła katolickiego Marii Pani Wszystkich Narodów

To był długi dzień, pełen atrakcji – czas odpocząć! Kierowca odstawił nas pod bramę ośrodka ok. 16:00, po 15-godzinnej wycieczce, wartej znacznie więcej niż zapłacone 800 tys rupii (~210 PLN, ~74 SGD) plus 100 tys rupii (~26 PLN, ~9 SGD) za obiad z alkoholem.

Flores_II_12_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, nakrapiane liście krocienia

Przy 4-dniowej wycieczce, gdzie pierwszy i ostatni dzień poświęcane są na dojazd i powrót, niewiele zostaje czasu na zwiedzanie i relaks. To drugie postanowiłyśmy uskutecznić aż do samego końca, zaczynając od zachodu słońca na plaży przed naszym ośrodkiem..

Flores_II_13_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, zatoka Maumere, plaża Waiara

.. przez jego wschód,..

Flores_II_14_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, zatoka Maumere, plaża Waiara

prażenie w jego południowym blasku i schładzanie się w wodzie..

Flores_II_15_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, zatoka Maumere, plaża Waiara

aż po kolejny zachód, obserwowany z plażowej restauracji, sącząc drinka, po ciemność kompletną, której nie rozjaśnia łuna od miasta.

Flores_II_16_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, zatoka Maumere, plaża Waiara

Flores_II_17_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, łódź z rybakami w zatoce Maumere

Flores_II_18_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, zatoka Maumere, plaża Waiara

Flores_II_19_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, zatoka Maumere, restauracja przy plaży Waiara, ośrodka Sea World Club Beach Resort

Flores_II_20_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, ośrodek Amrita Maumere Resort, jadalnia przy plaży, ciemność – widzę ciemność!

Nuda panie, nuda.. ale jaka odprężająca! Zwłaszcza, gdy w kieszeni miliony monet do wydania! Lata szalejącej inflacji i niestabilności waluty spowodowały ogromny spadek wartości rupii indonezyjskiej. Mimo, że w ostatnich latach osiągnęła pewną równowagę, milion rupii to wciąż niewiele ponad 250 złotych, ale bycia milionerką przez kilka dni nikt mi nie odbierze!

Flores_II_21_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, milionerka!

W krótkim czasie udało nam się zobaczyć Flores z góry (wulkan, wzgórze), na równi (plaże) i od dołu (pod wodą):

Czas do domu, po śladach, małym samolotem na Bali i stamtąd do Singapuru. Lotnictwo krajowe wewnątrz Indonezji nie jest szczególnie wysoko oceniane w kwestii bezpieczeństwa (chociaż w 2018 wszystkie indonezyjskie linie lotnicze zostały usunięte z czarnej listy bezpieczeństwa lotniczego w Unii Europejskiej). Czy to dlatego na pokładzie Nam Air po raz pierwszy spotkałam się z modlitwami kilku głównych religii drukowanymi w gazetce pokładowej? Chyba nie chcę wiedzieć.

Flores_II_22_50_size_watermark

nad Indonezją, modlitwy w gazetce pokładowej samolotu

 

Flores_II_23_50_size_watermark

nad Indonezją

esy-floresy, fantasmagorie – Indonezja, wyspa Flores: akt I

Wycieczka na Dzień Kobiet? Czemu nie! Tym bardziej, jeśli w podróż zabrać można najważniejszą kobietę na świecie – mamę! Wracając do Singapuru po urlopie w Polsce, zapakowałam ją ze sobą w samolot, by po kilku dniach polecieć jeszcze dalej. Kiedyś to ona z tatą pokazywali mi świat, ten bardziej lokalny, bo zagraniczne wojaże były po za naszym zasięgiem. Ziarnko ciekawości i radość z odkrywania zostały jednak zasiane. Cieszę się, że teraz to ja mogę pokazać jej te odleglejsze zakątki.

Flores_I_01_50_size_watermark

Singapur, płyta lotniska Changi, lecimy nie śpimy!

Wyspa Singapur „graniczy” z dwoma państwami: od północy z Malezją i od południa z Indonezją. Z tą pierwszą połączona jest dwoma mostami, co zdecydowanie ułatwia podróżowanie, a im więcej Malezji poznałam, tym chętniej i łatwiej było mi planować kolejne krótkie eskapady właśnie tam. Kilka lat temu, Indonezja witała podróżnych z polskim paszportem koniecznością opłacenia wizy. Co prawda można było ją załatwić od ręki na lotnisku, ale to zawsze dodatkowy wydatek, który w moim przypadku działał chyba na niekorzyść Indonezji. Wizy już nie ma, dlatego nadszedł czas „nadrobić zaległości” u południowego sąsiada.

Wybór padł na wyspę Flores, bo.. znów zobaczyłam jedno zdjęcie w otchłani Internetu. Tak jak tęczowe góry (o których pisałam tutaj) zadecydowały o wyjeździe do Chin, tak trójkolorowe jeziora w kraterach wulkanu Kelimutu zainspirowały do odwiedzenia tej indonezyjskiej wyspy. Większość turystów wybiera zachodni kraniec wyspy, lądując w Labuan Bajo i zatrzymując się w pobliskich ośrodkach, za główny cel obierając pobliską wyspę Komodo, zamieszkaną przez warany z Komodo, zwane smokami.

Mi jak zwykle nie po drodze z tłumami, a na te największe na świecie jaszczurki jeszcze przyjdzie czas, dlatego z przesiadką na Bali, wylądowałyśmy w Maumere – małej mieścinie w północno-środkowej części wyspy.

Flores_I_02_50_size_watermark

nad Indonezją, wulkan

Na balijskim lotnisku w Denpasar, terminal międzynarodowy i krajowy są od siebie dość oddalone, polecam zaplanować odpowiednią ilość czasu na przesiadkę, bo samymi korytarzami idzie się dobre 10-15 minut (są co prawda lotniskowe samochodziki, pewnie można załatwić sobie podwózkę). Nam wystarczyło czasu na kawę i śniadanie – Martabak Manis czyli nadziewane naleśniki na słodko, z.. tartym żółtym serem i posypką czekoladową.

Flores_I_03_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Bali, lotnisko Denpasar, Martabak Manis

Obecnie tylko 4 linie lotnicze obsługują małymi samolotami lotnisko Frans Xavier Seda Airport. Wysiada się wprost na płytę i spaceruje do terminala.

Flores_I_04_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, płyta lotniska w Maumere

 

Flores_I_05_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, płyta lotniska w Maumere, budynek lotniska

Zatrzymałyśmy się w ośrodku tuż nad brzegiem morza, z dala od miasta, którego ostatecznie nie było nam dane zobaczyć inaczej niż przez szybę samochodu. Amrita Maumere Resort to dokładnie taka sielanka, jakiej było nam potrzeba. Dotarłyśmy w sumie tuż przed sezonem, gości było niewiele, plaża pusta, pomocna obsługa i pyszne jedzenie! Od tego ostatniego zaczęłyśmy, bo przywitały nas strugi deszczu – ostatnie podrygi monsunu. Teh tarik do picia, gulai ayam hijau, rendang i micha ryżu, a później zębata ikan panggang.

Flores_I_06_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, teh tarik dla ochłody

 

Flores_I_07_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, omniom mniom mniom!

 

Flores_I_08_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, kto tu kogo będzie gryzł?!

W międzyczasie wpadli nas przywitać lokalni mieszkańcy.

Flores_I_09_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, witajcie w moich skromnych progach!

Na tarasie chatki w tropikalnym lesie, skąd słychać szum morza, opady pomogły nam odpocząć i zaplanować następny dzień, a właściwie to noc. Wschód słońca ze szczytu Kelimutu rozpoczynał się krótko przed 6:00, aby dojechać na czas i wspiąć się na górę, trzeba wyjechać już o 1:15. Jak w wielu miejscach Azji południowo-wschodniej, także tutaj, ciężko uświadczyć biuro wycieczek po okolicy i samemu coś zaplanować. Może w mieście była jakaś wypożyczalnia samochodów lub skuterów, ale ja bym się sama na indonezyjskie drogi w dzień nie wypuściła, a co dopiero w nocy. Przyjechał po nas Jef, najzwyklejszy właściciel samochodu, będący krewnym lub znajomym królika, czyli właściciela ośrodka, który pomógł nam wszystko zorganizować.

Niecałe 120km do podnóża wulkanu to praktycznie 4h jazdy – indonezyjskie drogi nie pozwalają rozwijać wysokich prędkości. Wiele jezdni za miastem jest nieoświetlonych, a ich krętość może przyprawić o mdłości nawet bez choroby lokomocyjnej i zmrużenie oka po drodze jest praktycznie niemożliwe. Dotarłyśmy na miejsce krótko po 5:00. Bilet do Parku Narodowego Kelimutu od poniedziałku do soboty to 150 tys rupii (~40 PLN, ~14 SGD) od osoby (w niedzielę jest podobno drożej), dodatkowo 10 tys rupii (~2,6 PLN, ~1 SGD) za parking.

Samo podejście jest dosyć łagodne i zajmuje góra pół godziny, jeśli nie pomyli się drogi. Z parkingu poszłyśmy schodami po lewej stronie, aż do tablicy pamiątkowej Parku. Tutaj zasugerowałyśmy się ludźmi i poszłyśmy w prawo, jednak droga prowadziła chyba z powrotem na parking, w każdym razie po chwili zawróciłyśmy, gdyż cały czas szło się w dół. Zatem pod tablicą również w lewo i na sam szczyt już prosto (prosto w górę). Byłyśmy idealnie, słońce właśnie wysuwało pierwsze promienie nad powierzchnię. Magia w najczystszej postaci.

Flores_I_10_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, wschód słońca nad dwoma jeziorami wulkanu Kelimutu: Tiwu Ata Polo (Bewitched or Enchanted Lake – Zaczarowane Jezioro) i Tiwu Ko’o Fai Nuwa Muri (Lake of Young Men and Maidens – Jezioro Młodych Mężczyzn i Dziewic)

 

Flores_I_11_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, wschód słońca nad wulkanem Kelimutu

Na szczycie można napić się kawy sprzedawanej przez lokalnych mieszkańców za 10 tys rupii (~2,6 PLN, ~1 SGD) od szklanki. Mama potwierdza, że na otwarcie oczu jak znalazł!

Flores_I_12_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, dwa jeziora wulkanu Kelimutu: Tiwu Ko’o Fai Nuwa Muri (Lake of Young Men and Maidens – Jezioro Młodych Mężczyzn i Dziewic) i Tiwu Ata Polo (Bewitched or Enchanted Lake – Zaczarowane Jezioro)

Jeziora znajdują się po różnych stronach szczytu, dlatego ująć je razem na zdjęciu można tylko z powietrza. Niestety nie udało nam się zaobserwować różnicy w kolorach, Tiwu Ko’o Fai Nuwa Muri (Lake of Young Men and Maidens – Jezioro Młodych Mężczyzn i Dziewic) i Tiwu Ata Polo (Bewitched or Enchanted Lake – Zaczarowane Jezioro) wyglądały całkiem podobnie, zaś Tiwu Ata Bupu (Lake of Old People – Jezioro Starych Ludzi) pokryła gęsta mgła, na której tworzyły się małe tęcze. Fenomen zmiany kolorów wody przypisuje się reakcjom redoks (chemia się kłania, czyżby szkoła miała się jednak przydać w dorosłym życiu?), którym płynna zawartość jezior ulega w zależności od stężenia wód opadowych i gazów wulkanicznych. Niezależność tego procesu w każdym z jezior przypisywana jest unikalnemu połączeniu z wnętrzem tego aktywnego (!) wulkanu, skutkując różnicami kolorystycznymi w tym samym czasie.

Flores_I_13_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, jezioro wulkanu Kelimutu: Tiwu Ata Bupu (Lake of Old People – Jezioro Starych Ludzi)

 

Flores_I_14_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, dwa jeziora wulkanu Kelimutu: Tiwu Ata Polo (Bewitched or Enchanted Lake – Zaczarowane Jezioro) i Tiwu Ko’o Fai Nuwa Muri (Lake of Young Men and Maidens – Jezioro Młodych Mężczyzn i Dziewic)

Chociaż nie udało się zaobserwować różnych kolorów, rozczarowania nie było, malownicze widoki są wspaniałością samą w sobie. Można cieszyć się nimi także po ruszeniu z parkingu – okolica pełna jest tarasów ryżowych.

Flores_I_15_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, droga na szczyt wulkanu Kelimutu

 

Flores_I_16_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, szałas w drodze na szczyt wulkanu Kelimutu

 

Flores_I_17_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, tarasy ryżowe nieopodal wulkanu Kelimutu

 

Flores_I_18_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, pola ryżowe nieopodal wulkanu Kelimutu

Nasz plan był bardzo prosty: wschód słońca na Kelimutu, a w drodze powrotnej niech kierowca zatrzyma się, jeśli jest coś godnego zobaczenia. Jef miał jednak zaplanowane dla nas całkiem nieprzypadkowe atrakcje i każdy postój miał w sobie element zaskoczenia. 2 godziny drogi na południowy wschód znajduje się bajkowa plaża Koka Beach, z bielutkim piaskiem, palmami i błękitną wodą, niczym z katalogów biur podróży. Niestety, tuż po skręcie z głównej drogi wylądowaliśmy w wielkich kałużach. Kierowca zatrzymał się, wziął skuter od jakiegoś nastolatka przy drodze (czy się znali, nie wiem) pojechał dalej i po chwili wrócił ze złą wiadomością: droga po porze deszczowej wciąż jest nieprzejezdna, może na nas poczekać, ale to 1,5km pieszo w jedną stronę. Mając piękną plażę przy ośrodku, darowałyśmy sobie spacer po kałużach.

Jef znalazł dla nas jednak alternatywę nieopodal. Z jakiegoś powodu wiele źródeł stosuje wymiennie nazwę plaży Koka i Paga. Jednak Paga Beach znajduje się bardziej na wschód. Dzięki uprzejmości właściciela prywatnej kwatery Inna’s Homestay, kuzyna Jefa, mogłyśmy skorzystać z „ich” plaży (plaża nie jest chyba prywatna, ale zejścia do niej są głównie przez prywatne posesje). Piasek nie jest bielutki, a w połowie plaży robi się czarny. Nie przypomina mułu, w dodatku zawiera całe mnóstwo drobinek odbijających światło niczym diamenty, hipnotyzująco.

Flores_I_19_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, plaża Paga, mieniący się, czarny piasek

Zrelaksowane pływaniem i spacerem po plaży z radością powitałyśmy pytanie czy chcemy zjeść obiad. Przytakując, że ryba może być, widziałyśmy już plecy kuzyna Jefa, który schodził na plażę i krzyczał coś w stronę łódki.

Flores_I_20_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, plaża Paga, połów ryb

Po chwili przypłynął z niej młody chłopak z rybami, które w całości trafiły w zaciskane, grillowe kratki, wprost nad betonowe palenisko, opalane kokosowymi łupinami. Nie wiem czy da się sprawić, aby ryba była jeszcze bardziej świeża.

Flores_I_21_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, plaża Paga, grillo-ognisko w kilka minut

 

Flores_I_22_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, plaża Paga, opiekane w całości ryby

Z ryżem i chilli wyszło pysznie! Na stole pojawiła się też nieoznakowana butelka. Moke (alternatywna nazwa w internetach to Tuak) zostało nam przedstawione jako tradycyjne wino palmowe z Flores, ale procentowo bliżej mu było do domowej roboty bimbru! Okazuje się, że ten alkohol jest szczególny dla mieszkańców wyspy, a jego serwowanie jest wyrazem gościnności i przyjaźni. Nie sposób było odmówić, byłyśmy z resztą ciekawe smaku, jednak dwa łyki ciepłego trunku w pełnym słońcu wystarczyły. Nasze żołądki przyjęły je bez późniejszych ekscesów, wzrok nie ucierpiał, a nasi gospodarze byli zadowoleni. O walorach smakowych ciężko mi cokolwiek powiedzieć, podobno nie one się liczą, a gdzie i z kim się pije.

Z pewnym niepokojem obserwowałyśmy jednak jak półlitrowa butelka znika w równym tempie pomiędzy naszym kierowcą a jego kuzynem. „Piłeś – nie jedź” chyba jest tutaj obce.

Jeszcze obowiązkowe zdjęcia z moją mamą, bo blond włosy to +150 do atrakcyjności i ruszaliśmy w dalszą drogę. O tym jednak w drugiej części.

Flores_I_23_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, plaża Paga, nie ma to jak zdjęcie z blondyną!

 

Flores_I_24_50_size_watermark

Indonezja, wyspa Flores, widok z wulkanu Kelimutu