Azja

las w sercu miejskiej dżungli – Singapur, Central Catchment Nature Reserve (MacRitchie), TreeTop Walk

Trochę wstyd, że zajęło mi prawie 7 lat, żeby wybrać się do największego lasu deszczowego w Singapurze. Kiedy ktoś w pracy rzucił hasło MacRitchie, szybko zebrała się zainteresowana grupka, a mi skończyły się wymówki – idziemy. Naszym celem był TreeTop Walk, czyli most wiszący, łączący dwa najwyższe wzgórza tego rezerwatu przyrody: Bukit Peirce i Bukit Kalang. Wesoła wycieczka wyruszyła (dość późno, więc było już gorąco) od strony parkingu przy Venus Drive, pomarańczowym szlakiem nr 6 (Venus Link) przez Windsor Nature Park i robiąc kółeczko przez TreeTop Walk, wróciła po śladach.

TreeTop_Walk_01

Singapur, mapa Central Catchment Nature Reserve, część nieopodal zbiornika wodnego MacRitchie

Chwilę zajęło mi ogarnięcie, jak ten obszar jest sklasyfikowany. Zwyczajowo używa się terminu MacRitchie, ale tak właściwie to odnosi się on tylko do wycinka tego zielonego obszaru. Zacząć trzeba chyba od Water Catchment, czyli Zlewisko Wody, które mimo dość dziwnego tłumaczenia, dobrze opisuje swoją rolę obszaru, który poprzez ukształtowanie terenu zatrzymuje wodę (głównie deszczową), chroniąc jej zapasy i wspomagając efektywną gospodarkę wodną. Central Water Catchment to rejon w sercu Singapuru, posiadający 4 zbiorniki zaporowe: MacRitchie Reservoir, Upper Peirce Reservoir, Lower Peirce Reservoir i Upper Seletar Reservoir. Ich umiejscowienie jest nieprzypadkowe, bo wyznaczone tu ponad 2 tysiące hektarów rezerwatu przyrody Central Catchment Nature Reserve, wraz z parkami, pokrywa praktycznie cały Central Water Catchment (mapa). Mimo sporej ingerencji człowieka, w sercu rezerwatu znajduje się mały obszar lasu pierwotnego (primary forest) i pierwotnego lasu bagiennego (primary freshwater swamp forest).

TreeTop_Walk_02_50_size_watermark

Singapur, Central Catchment Nature Reserve (MacRitchie), na trasie 6 (Route 6, Venus Link)

Dlaczego więc MacRitchie? Bo część, w której znajduje się ten najstarszy zbiornik wodny, jest najbardziej przystosowana dla odwiedzających. Nie zapominajmy, że to las tropikalny, tutaj bez maczety raczej ciężko się poruszać po za wyznaczonymi ścieżkami. Przygotowanych jest kilka tras o różnej długości i trudności. Od północy obszar oddzielony jest bazą wojskową, zbiornikiem Upper Peirce Reservoir, polem golfowym należącym do Singapore Island Country Club oraz otwartym w 2017 roku, 75-hektarowym Windsor Nature Park. W ostatnich latach dookoła Central Catchment Nature Reserve zaczęto tworzyć takie małe parki, jako strefy buforowe między rezerwatem a miejskim zgiełkiem i jego negatywnym wpływem na ekosystem. Wracając do nazwy, zbiornik został przechrzczony z Impounding Reservoir, używanej naprzemiennie z Thomson Reservoir (od nazwiska jego projektanta), na MacRitchie (od nazwiska głównego inżyniera do spraw komunalnych, który nadzorował jego rozbudowę) pod koniec XIX wieku.

TreeTop_Walk_03_50_size_watermark

Singapur, Central Catchment Nature Reserve (MacRitchie), tablica jak postępować przy spotkaniu z dzikiem

TreeTop_Walk_04_50_size_watermark

Singapur, Central Catchment Nature Reserve (MacRitchie), makaki długoogoniaste (nazywane też krabożerne), Macaca fascicularis

TreeTop_Walk_05_50_size_watermark

Singapur, Central Catchment Nature Reserve (MacRitchie), trwożnica Wagnera (Tropidolaemus wagleri)

Spotkanie zwierząt takich jak dziki, małpy czy węże, nie należy do rzadkości. Na szlakach znajduje się mnóstwo tablic jak postępować w przypadku napotkanie różnych stworzeń, gdyby zawiódł nas zdrowy rozsądek, który powinien podpowiadać, aby nie karmić, nie drażnić, nie podchodzić i nie błyskać fleszem po oczach.

TreeTop_Walk_06_50_size_watermark

Singapur, Central Catchment Nature Reserve (MacRitchie), TreeTop Walk

TreeTop_Walk_07_50_size_watermark

Singapur, Central Catchment Nature Reserve (MacRitchie), widok z TreeTop Walk

Upoceni dotarliśmy w końcu do celu. Wybudowany w 2004 roku, 250 metrowy most pozwala dobrze rozejrzeć się po okolicy (w najwyższym punkcie znajduje się 25 metrów nad ziemią) i jest swoistą nagrodą za ukończenie trasy (a właściwie połowy, bo przecież trzeba się stąd jeszcze wydostać) przez bardzo wilgotny las deszczowy. Warto zwrócić uwagę, że ruch na nim odbywa się tylko w jedną stronę – wchodzi się od Peirce Track i zawraca (tudzież idzie dalej) przez Petaling Boardwalk. My pomarańczową trasą udaliśmy się z powrotem na Venus Drive – uff, jak gorąco!

Obecnie TreeTop Walk, wraz z Peirce Track i Petaling Boardwalk są zamknięty z uwagi na trwające od sierpnia 2020 prace konserwatorskie i ma zostać otwarty ponownie w 3. kwartale 2021 => ostatecznie stało się to w grudniu 2021.

TreeTop_Walk_08_50_size_watermark

Singapur, Central Catchment Nature Reserve (MacRitchie), TreeTop Walk

Majtki na pokład! – rejs: Singapur, Malezja, Tajlandia, akt II – wyspa Penang (Malezja) i wyspa Phuket (Tajlandia)

Niecałe 24 godz po wypłynięciu z Singapuru zakończyła się odprawa statku w porcie Swettenham w George Town na malezyjskiej wyspie Penang. Na zwiedzanie było tylko ok. 5h, odliczając już niecałą godzinkę na zejście i ponowne wejście na statek (ostatecznie te przebiegały bardzo sprawnie). Miałam to szczęście, że już tam byłam, dokładnie 2 lata wcześniej, o czym pisałam tutaj, tutaj i tu – to pomogło szybko się zorganizować i pokazać mamie kwintesencję miasta.

Spod przystani wzięłyśmy Graba (azjatycka konkurencja Ubera, która ostatecznie przejęła jego oddziały) do podnóża Penang Hill, by kolejką wjechać na szczyt Western Hill (833 m.n.p.m) i popodziwiać widok na miasto. Już sam przejazd funikularem jest atrakcją samą w sobie. Na szczęście późnym, piątkowym popołudniem nie musiałyśmy czekać zbyt długo w ogonku. Szybki spacer ścieżkami po okolicy, dla ochłody sok ze stoiska z bardzo obrazkowym menu (wciąż nie wiem czy takie przedstawienie oferty bardziej mnie zachęca czy odpycha..) i zbierałyśmy się z powrotem.

rejs_II_01_50_size_watermark

Malezja, wyspa Penang, George Town, widok z Penang Hill (wzgórze Penang)

 

rejs_II_02_50_size_watermark

Malezja, wyspa Penang, George Town, menu w kawiarni na Penang Hill (wzgórzu Penang)

Autobus 204 akurat zajechał, więc pod świątynię Kek Lok Si Temple ruszyłyśmy praktycznie od razu. To dokładnie ta sama trasa, którą obrałyśmy poprzednio z Magdą. Mimo, że ostatnio zwiedziłyśmy tę świątynię dość dokładnie, wciąż udało mi się znaleźć nowe zakamarki. Z mamą nakarmiłyśmy żółwie, wjechałyśmy windą w bok na sam szczyt, a w drodze powrotnej koniecznie zawiesić trzeba było wstążkę na drzewku życzeń – podobne zdjęcie mam tu z resztą sprzed 2 lat :)

rejs_II_03_50_size_watermark

Malezja, wyspa Penang, George Town, świątynia Kek Lok Si Temple

 

rejs_II_04_50_size_watermark

Malezja, wyspa Penang, George Town, świątynia Kek Lok Si Temple

 

rejs_II_05_50_size_watermark

Malezja, wyspa Penang, George Town, świątynia Kek Lok Si Temple, wieszając wstążkę na drzewku życzeń

Chociaż Penang to stolica kulinarna Malezji, my byłyśmy szczęśliwe.. nie jedząc. Zamiast tego kolejny kierowca Graba podrzucił nas z powrotem do centrum i rozpoczęłyśmy długi spacer wzdłuż ścian, szukając murali, które opanowały ulice Georgetown w wyniku konkursu lokalnych władz 10 lat wcześniej, a obecnie sztuka ta żyje własnym życiem, pokrywając coraz większą ilość ulic. Podczas gdy stare, pochodzące z początkowego okresu, powoli niszczeją, nowe zdają się pojawiać jak grzyby po deszczu. Coraz trudniej jest też wyśledzić, kto był ich autorem – pozostaje więc podziwiać, wchodzić w interakcje i pstrykać fotki dla utrwalenia. Podczas poprzedniej wizyty nie natrafiłam na poniższe:

rejs_II_06_50_size_watermark

Malezja, wyspa Penang, George Town, mural

 

rejs_II_07_50_size_watermark

Malezja, wyspa Penang, George Town, mural „Burning” (Płonie) autorstwa Cloakwork

 

rejs_II_08_50_size_watermark

Malezja, wyspa Penang, George Town, mural Old Lady Selling Soya Milk (Starsza kobieta sprzedająca mleko sojowe) autorstwa Louis’a Gan

 

rejs_II_09_50_size_watermark

Malezja, wyspa Penang, George Town, mural

Za to dzieła Ernesta Zacharevic’a, które widziałam już poprzednio, wciąż mają się nieźle, chociaż na przestrzeni 2 lat widać blaknięcie koloru, mniejsze i większe ubytki, niektóre z dosyć chaotycznie wyglądającymi próbami naprawy.

rejs_II_10_50_size_watermark

Malezja, wyspa Penang, George Town, E. Zacharevic: Little Boy with Pet Dinosaur (Mały chłopiec z dinozaurem)

 

rejs_II_11_50_size_watermark

Malezja, wyspa Penang, George Town, E. Zacharevic: Boy on Motorcycle (Chłopiec na motorze)

 

rejs_II_12_50_size_watermark

Malezja, wyspa Penang, George Town, L. Gan: Brother and Sister on Swing (Brat i Siostra na huśtawce)

Rzucając ostatnie spojrzenia na prawo i lewo, droga doprowadziła nas wprost do portu – idealnie na czas!

rejs_II_13_50_size_watermark

Malezja, wyspa Penang, George Town, kot z heterochromią

 

rejs_II_14_50_size_watermark

Malezja, wyspa Penang, George Town, kolorowy bruk w jednej z bram

Następnego dnia rano statek wycieczkowy znalazł się nieopodal wyspy Phuket w Tajlandii i zacumował nieopodal brzegu. Do stałego lądu kursowały małe stateczki, trzeba było jednak poczekać na swoją kolej zgodnie z wyznaczonym numerem. Wysiadało się wprost na plaży. Patong Beach wpasowała się idealnie w moje wyobrażenie o tej tajskiej wyspie, będące jednym z powodów, dla którego Tajlandia jest raczej w ogonie moich preferencji podróżniczych – mnóstwo turystów, którzy naocznie i nausznie udowadniają skąd biorą się stereotypy o ich narodach, brudnawy piasek, woda daleka od czystości i mnóstwo lokalnych nagabywaczy sprzedających mydło i powidło. Podróżując po Azji i widząc biedę w praktycznie każdym jej rejonie, staram się być wyrozumiała dla takich sprzedawców, bo dla wielu ta sprzedana sukienka czy magnes to jedyna szansa na chleb (którego ekwiwalentem tutaj jest ryż), ale każda cierpliwość się kiedyś kończy, bo co to za relaks, gdy co 3-5 minut ktoś podchodzi i zawraca gitarę. Zazwyczaj i tak bym tego uniknęła, bo jak powtarzam wielokrotnie, plażowiczka ze mnie żadna i pewnie poszłabym w teren, ale mama zdecydowanie potrzebowała wygrzać kości, bo jeszcze kilka dni temu była w zimowej Polsce. 

rejs_II_15_50_size_watermark

Tajlandia, wyspa Phuket, Pa Tong, Patong Beach (plaża Patong)

 

rejs_II_16_50_size_watermark

Tajlandia, wyspa Phuket, Pa Tong, świeży kokos na Patong Beach (plaża Patong)

 

rejs_II_17_50_size_watermark

Tajlandia, wyspa Phuket, Pa Tong, Patong Beach (plaża Patong), piwko z widokiem na statek

Wystarczy tego, czas na masaż! Nie miałyśmy tego czasu jednak na tyle dużo, by szukać daleko – zdecydowałyśmy się na zadaszoną chatkę puchatkę tuż przy plaży, co miało odbicie w cenie. Patrząc przez pryzmat europejskich czy singapurskich stawek, te wciąż były całkiem przystępne, ale jak na Tajlandię to zapłaciłyśmy całkiem sporo (koniecznie trzeba ustalić cenę przed rozpoczęciem!).

Czy zamierzałyśmy się lenić cały dzień, co równie dobrze mogłybyśmy robić na statku? Nie! Te 2 godziny to tak na prawdę dla zabicia czasu, bo nasza główna atrakcja zaczynała się o 13:00. Zamiast w pędzie zwiedzać dość rozstrzelone atrakcje wyspy, postanowiłyśmy poznać lokalną kuchnię.. od kuchni! Kolejne 3,5h upłynęły nam na krojeniu, mieszaniu, smażeniu, gotowaniu i.. jedzeniu. Do szkółki kulinarnej, która była kuchnią letnią dobudowaną do czyjegoś domu, podrzucił nas również kierowca z Graba. Chel, która zdradzała nam sekrety każdej potrawy, posługiwała się całkiem zrozumiałym angielskim, a zajęcia były przeprowadzone bardzo obrazowo. Spod naszej ręki wyszły sajgonki, zupa Tom Yum, smażony makaron Pad Thai i zielone Curry z ryżem. Wyszło pysznie, tylko kto to zje?!

rejs_II_18_50_size_watermark

Tajlandia, wyspa Phuket, Karon, lekcja gotowania kuchni tajskiej

 

rejs_II_19_50_size_watermark

Tajlandia, wyspa Phuket, Karon, lekcja gotowania kuchni tajskiej

 

rejs_II_20_50_size_watermark

Tajlandia, wyspa Phuket, Karon, lekcja gotowania kuchni tajskiej

 

rejs_II_21_50_size_watermark

Tajlandia, wyspa Phuket, Karon, po lekcji gotowania kuchni tajskiej, z naszą nauczycielką Chel

Po zajęciach odwieźli nas na plażę, skąd mała łódka zabrała nas z powrotem na ogromny statek, pełen atrakcji i jedzenia. Lekcja gotowania była fantastyczna i pogłębiła moje uwielbienie dla tajskiej kuchni, ale ani Phuket, ani sama Tajlandia nie zyskały w moich oczach przy tej przelotniej wizycie. Może będzie trzeba spróbować jeszcze raz?