góry

Góry i doliny – Chiny, Xi’an: part II – Hua Shan

Kolejny dzień w Xi’an zaplanowaliśmy poza miastem. 120km na wschód, na terenie Parku Narodowego Huashan (Huashan National Park) w prowincji Shaanxi, znajduje się góra Hua Shan (pisana również Huashan) – jedna ze Świętych Gór Chińskich, należąca do Pięciu Wielkich Gór Taoizmu. Zgodnie z mitologią chińską, góry te reprezentują głowę i kończyny stworzyciela świata, Pangu. Są miejscem pielgrzymek taoistów, a od wczesnych lat przed naszą erą na ich zboczach wybudowano wiele świątyń i klasztorów.

Góra Huashan posiada 5 szczytów, a sławę w dzisiejszych czasach zawdzięcza nie ludziom oddanym religii, a uznawanym za skrajnie niebezpieczny, szlakiem między wschodnim a południowym szczytem. To w tym miejscu przemieszcza się równolegle względem skały, po wiszących nad przepaścią deskach o szerokości buta, trzymając się łańcuchów. Studząc emocje – nie wybraliśmy się tam. Najpierw obawiałam się mojej kondycji fizycznej, a ostatecznie zniechęciły mnie zdjęcia takie jak tutaj. Na miejscu obowiązkowo wypożycza się uprząż, po czym, ślimaczym tempem, przesuwa nogę za nogą w sznurze turystów, próbujących przedrzeć się w obie strony. Kiedy przyjechaliśmy sezon był w pełni – obrazek był zapewne podobny. Zamiast tego, postanowiliśmy zdobyć jeden ze szczytów pieszo – wysiłku i atrakcji zdecydowanie nie zabrakło.

Do podnóża góry Huashan można dostać się pociągiem z północnej stacji kolejowej Xi’an (Xi’an North Station), o 10:25 odjeżdżał pociąg numer G2006 ze stacją końcową Zhengzhou. Bilet można kupić jedynie w okienku – wymagany jest paszport do jego zakupu. Biletomaty obsługują jedynie chińskie dowody osobiste. Koszt biletu w jedną stronę to 54,5 juana (~11SGD, ~30PLN), a podróż do stacji docelowej Huashan North zajmuje jakieś 35-40 minut – pociąg ekspresowy.

Chiny, w pociągu z Xi’an do Huashan

Chiny, stacja kolejowa Huashan North

Wspinaczkę na szczyt północny rozpoczyna się przy świątyni Yuquan Temple, jakieś 7km od stacji. Nie jeździł tam żaden autobus, dlatego po wczesnym obiedzie koło stacji, wzięliśmy taksówkę – jak w wielu miejscach Azji – cenę trzeba ugadać, zanim usadzimy szanowną na tylnej kanapie. 25 juanów później (~5SGD, ~13,65PLN) byliśmy na miejscu.

Chiny, Huashan, początek szlaku na szczyt północny góry Hua Shan

Do kasy nie było kolejek, szybko wyskoczyliśmy ze 180 juanów każdy (~36SGD, ~98 PLN) i można było zaczynać. Wejściówka ważna jest na 2 dni. Początek szlaku zupełnie nie zapowiadał tego, co będzie później. Lekko wznoszące się, brukowane ścieżki, przecinane co jakiś czas schodami, nie przypominały może spaceru przez park, ale nie wyciskały siódmych potów z mojego, zakonserwowanego siedzącym trybem życia, ciała. Prawdziwe schody zaczęły się niedługo później.

Chiny, Huashan, podnóże szczytu północnego góry Hua Shan

Chiny, Huashan, światynia na szlaku na północny szczyt góry Hua Shan

Chiny, Huashan, gdzie strumyk płynie z wolna

Chiny, Huashan, ogromne skały na szlaku na północny szczyt góry Hua Shan

Relatywnie płaskich odcinków było jak na lekarstwo, stopnie prowadziły praktycznie pionowo w górę. W wielu miejscach szłam na czworaka, bo inaczej nie dałabym rady się wspiąć. Stopnie były wąskie, nawet nie na szerokość stopy, często mokre i śliskie. W niektórych miejsca wspinaczkę wspomagają łańcuchy.

Chiny, Huashan, szlak na północny szczyt góry Hua Shan, schody – poziom: początkujący

Chiny, Huashan, szlak na północny szczyt góry Hua Shan, schody – poziom: ekspert

Chiny, Huashan, szlak na północny szczyt góry Hua Shan, schody – poziom: ekspert – wciągam się!

Drogę ozdabiają niezliczone czerwone wstążki i kłódki. Mija się jaskinie i świątynie. Choć bliżej szczytu praktycznie zanika roślinność, pozostawiając nagą skałę, to większość drogi odbywa się w cieniu.

Zdobyliśmy północny szczyt o wysokości 1614,9 m.n.p.m. w dobrym czasie około 4 godzin (różne przewodniki podają typowy czas 4-6 godzin). Po takim wysiłku ciało boleśnie wymusza obietnicę większej aktywności fizycznej po powrocie. Widoki po drodze wynagradzały jednak wszystko. Góry zawsze są magiczne! Na samym szczycie zostaliśmy jednak tylko przez niezbędne minimum czasu, by dać chwilę wytchnienia nogom i wypić ostatni łyk wody, którą oszczędzaliśmy na ostatnim odcinku. Na szlaku mijaliśmy sporo ludzi, ale nie było tłoku. Na szczycie było jak w kotle. Większość ludzi dociera tutaj kolejką linową w kilka minut.

Chiny, Huashan, szczyt północny góry Hua Shan, udało się!

Chiny, Huashan, szczyt północny góry Hua Shan, udało się!

Kilkanaście minut po 16:00 zdecydowaliśmy, że poprzestaniemy na szczycie północnym. Teoretycznie można „zaliczyć” wszystkie 5 szczytów w ciągu jednego dnia, zaczynając bardzo wcześnie rano, ale nam wystarczyło to co zdobyliśmy.

Wysupłaliśmy kolejne 80 juanów (~16SGD, ~43,70PLN) od osoby, by w dół zjechać kolejką. Widoki wciąż piękne, ale to już nie to samo co podczas podejścia w górę. Przy dolnej stacji kolejki wschodniej (jest też zachodnia, prowadząca na West Peak) znajduje się ogromny parking, z którego za 20 juanów (~4SGD, ~11PLN) można dostać się pod centrum turystyczne East Gate Visitor Centre, a stamtąd darmowym już, zielonym minibusem na stację kolejową.

Nie wiedząc jak sprawnie pójdzie nam trasa, po przyjeździe kupiliśmy bilety na pociąg powrotny G4017 dopiero o 19:36. Mieliśmy więc trochę czasu na posiłek (a głód był ogromny, przy takim wysiłku podczas wspinaczki ciężko było zmuszać się do batonów zbożowych, które mieliśmy w plecaku). Zamiast czekać na peronie, wszyscy podróżni czekają w poczekalni – wstęp tylko dla posiadaczy biletu. Na kilka minut przed przyjazdem pociągu ustawia się ogonek do wyjścia i po sprawdzeniu biletów można udać się dalej na peron. System trochę jak na lotniskach – raczej ciężko przesmyknąć się bez biletu gdyby ktoś próbował.

Jeszcze tylko metrem, spacer do hotelu i czas na zasłużony relaks – Chińskie góry, zaliczone!

Chiny, Xi’an, bajka Tom i Jerry w pociągu metra – świetny pomysł!

Chiny, Huashan, na szlaku na szczyt północny góry Hua Shan

Reklamy

zwierzaki i widoki – Australia, Sydney i okolice: part II

Mimo wczesnej pory buzia sama się uśmiechała na widok kosza wypełniającego się kolorowymi przyborami piknikowymi i pysznym jedzeniem. Piknik! I to nie byle gdzie, a w Blue Mountains (Niebieskich Górach), jakieś 120 kilometrów od Sydney.

Australia, Sydney, przygotowania do pikniku

Pożyczonym samochodem ruszyłyśmy więc w drogę po niesamowite widoki. Blue Mountains swoją nazwę zawdzięczają ciekawemu zjawisku. Cała okolica gęsto porośnięta jest drzewami eukaliptusa, które wydzielają specyficzny, chyba każdemu znany z zapachu/smaku, olejek. Atmosfera pełna jest drobniutkich, rozproszonych cząsteczek tegoż oleju, które w połączeniu z parą wodną i kurzem rozpraszają promienie światła o krótkiej długości fali, które są głównie w kolorze niebieskim.

Australia, Blue Mountains, niesamowite widoki

W Blue Mountains łatwo można spędzić godziny i dni, dużo jest też historii o ludziach, którzy zapuścili się w głąb i słuch po nich zaginął. Z racji braku czasu zminimalizowałyśmy górskie wędrówki, czyli poszłyśmy trochę na łatwiznę. Scenic World w Blue Mountains oferuje 3 kolejki, którymi z łatwością można dostać się do punktów widokowych. Na głównej stacji można kupić łączony bilet na wszystkie z nich.

Na pierwszy ogień poszła Scenic Skyway, która zabrała nas w pobliże punktu widokowego Echo Point. W czasie krótkiego przejazdu kolejka zatrzymuje się po środku by w spokoju nacieszyć się i zrobić zdjęcia wodospadowi Katoomba. Miejscami podłoga kolejki była przezroczysta, a w większości okien nie było szyb – widok zapierający dech w piersiach. Wraz z pasażerami do wagonika wsiada pracownik parku i ciekawie opowiada o okolicy.

Australia, Blue Mountains, Scenic Skyway

Echo Point swoją popularność zawdzięcza świetnemu widokowi na góry Trzech Sióstr (Three Sisters). Aborygeńska legenda głosi, że są to zaklęte w skały trzy siostry z plemienia Katoomba, które zakochały się w trzech braciach z plemienia Nepean. Niestety zgodnie z lokalny prawem, nie mogli wziąć ślubu, ale nieustraszeni młodzieńcy postanowili obejść je siłą. Przerodziło się to w potężną walkę między plemionami. Życie sióstr było zagrożone, dlatego czarownik zamienił je w skały, by bezpiecznie przetrwały niespokojny czas. Po bitwie miał je odczarować, niestety nie przewidział, że sam w niej zginie. Siostry zostały więc zaklęte na zawsze, bo tylko on mógł odczynić czar.

Australia, Blue Mountains, Three Sisters (Trzy Siostry)

Australia, Blue Mountains, Three Sisters (Trzy Siostry)

Wróciłyśmy kolejką na główną stację, by dać porwać się następnej – Scenic Railway będącej repliką Mountain Devil (Górski Diabeł), znajdującej się kiedyś w tym samym miejscu. Co w niej niezwykłego? Przede wszystkim to, że jest najbardziej stromym pociągiem pasażerskim na świecie. Nachylenie o skromnych 52 stopniach zdecydowanie zatrzymuje oddech. Kolejka ma nawet regulowane oparcie, aby dostosować sobie stromość wrażeń. Jazda w dół była super!!

Australia, Blue Mountains, Scenic Railway

Australia, Blue Mountains, Scenic Railway, trochę stromo..

Trasy spacerowe w okolicach kolejki dostosowane są do rodzin z dziećmi, są więc platformy, ułatwienia dla wózków, a nawet antypoślizgowe pokrycia. Zdecydowanie za dużo udogodnień jak na górską wycieczkę, więc po szybkim, 10-minutowym marszu uznałyśmy, że czas wracać. Scenic Cableway, ostatnia z kolejek, wciągnęła nas z powrotem do głównej stacji. Czas jechać na piknik!

Australia, Blue Mountains, co ja patrzę!

Wybrałyśmy odległe o jakieś 3,5km Leura Cascades Picnic Area. Zanim jednak przyszedł czas na posiłek, trzeba w końcu przejść się uczciwie po górach! Zaczynają się tam bowiem krótkie trasy na punkty widokowe Kiah, Bridal Veil i Copeland. Odległości są niewielkie, a widoki niesamowite. Polecam zdecydowanie tym, którzy mają mało czasu, ale chcieliby przejść się górską ścieżką, a nie drewnianą platformą.

Australia, Blue Mountains, przydrożne znaki

Australia, Blue Mountains, wodospady w drodze na Kiah Lookout

Australia, Blue Mountains, Bridal Veil Lookout

Australia, Blue Mountains, wodospad widziany z Kiah Lookout

Kiszki grały już marsza, a słońce planowało zakończyć wkrótce swe obowiązki na ten dzień. Piknik czas zacząć!

Australia, Blue Mountains, Leura Cascades Picnic Area, piknik!

Jeszcze tylko wizyta w pobliskim miasteczku Leura, które było tak sielankowe ze swoimi małymi sklepikami i niską zabudową, że aż trudno uwierzyć, i wracałyśmy do Sydney.

Australia, Leura

Australia, Leura

Wizyta w Australii zdecydowanie zaspokajała moje kubki smakowe. Odstawiłyśmy samochód i postanowiłyśmy spędzić wieczór w pobliskim (a jakże – dość hipsterskim!) barze. Serwowali wyśmienite steki, piwo z minibrowarów, a na scenie w kącie śpiewał i grał lokalny artysta. Błogość nie do opisania. Czas jednak na dobre zostawić duże miasto za sobą, o tym jednak w następnym odcinku.

Australia, Sydney, omnommnommnom!