HANOI, SAPA, BAC HA, HALONG BAY

AKT I – Hanoi

Wietnam ma w sobie swoisty magnes, który niesamowicie mnie przyciąga. Do tego stopnia, że odwiedziłam ten kraj ponownie, zaledwie kilka miesięcy po pierwszej wizycie i właściwie znów zastanawiam się czy by tam nie pojechać w niedalekiej przyszłości (Trochę powstrzymuje mnie koszmarnie droga wiza, ale świnka-skarbonka już nad tym pracuje).

Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że lwią część naszego grudniowego wyjazdu na północ tego kraju spowijały mgły, smogi (smoki) i siąpiący deszcz, a ja i tak cieszę się jak głupi do sera na samo wspomnienie. Hanoi przywitało nas zimowymi odcieniami szarości. Nie, śniegu nie było, bo nie ma on w zwyczaju padać w wietnamskiej stolicy, ale klimat późnej jesieni nieustannie nam towarzyszył.

Pierwszą przygodę zaczęliśmy od hotelu, (…) czytaj dalej..

Zobacz zdjęcia w galerii!

AKT II – Sa Pa

Chociaż nie była to najlepsza pora roku na odwiedziny wietnamskich gór, będąc w Hanoi nie mogłam sobie odmówić tych ‚kilku’ kroków więcej, aby zobaczyć niedzielny Bac Ha market, który, spośród wielu atrakcji zrobionych typowo dla turystów, wciąż wydaje się możliwie autentyczny. O samym markecie jednak później.

Aby dostać się w okolicę, wzięliśmy nocny pociąg z Hanoi do SaPa (Lao Cai). Dziennie dostępne są maksymalnie 2 połączenia na tej trasie: rano i wieczorem. Podróż trwa około 9-10h. Miejsc w pociągu od wyboru do koloru, zaczynając od drewnianych ławek (najtańsze), przez miękkie ławki (coś jak skórzane fotele w polskich przewozach regionalnych) i zwykłe kuszetki, na całkiem ‚luksusowych’ wagonach sypialnych kończąc. Te ostatnie zwykle należą do biur podróży i są oferowane zagramanicznym turystom za krocie. (Z tego co widziałam później, od zwykłych kuszetek różnią się grubością materaca, kolorem pościeli, obecnością stylowej lampki nocnej i butelkami wody dla podróżnych.) Postanowiliśmy zaryzykować standardową kuszetkę czytaj dalej..

AKT III – Bac Ha

W każdą niedzielę w Bac Ha, na północny wschód od Sa Pa, odbywa się wielkie targowisko. Przedstawiciele najróżniejszych ludów zamieszkujących na co dzień małe osady wysoko w górach, spotykają się w jednym miejscu, aby uzupełnić zapasy i sprzedać swoje dobra. Chociaż między straganami widać wdzierającą się już produkcję made in China, to wiele z nich zachowało swą autentyczność i daje obraz jak wygląda codzienność lokalnych ludzi. Są więc wnyki i miski zrobione ze starych opon, mikrostragany z warzywami z małego ogródka i rozbebeszony świniak, z którego czytaj dalej..

AKT IV – Halong Bay

Kiedy używa się słowa wakacje, to zwykle na myśl przychodzi odpoczynek. Nie ważne czy w domu czy na wyjeździe, relaks jest bardziej niż wskazany. Stety-niestety mi osobiście rzadko kiedy się to udaje. Zwykle moje wyjazdy są zapakowane do ostatniej sekundy (bo co jeśli już nigdy tu nie wrócę?) i nie ma/szkoda czasu na robienie czegoś spokojnie. Oryginalnie ostatni, pełny dzień przed powrotem do Singapuru mieliśmy spędzić w Hanoi. Ale jak tu siedzieć w mieście, skoro jedyne 150 kilometrów dalej znajduje się absolutnie niesamowite czytaj dalej..

Reklamy