pustynia Thar

I niech nam curry lekkim będzie! – Indie, Jaisalmer: part II

Właśnie skończyliśmy zwiedzać Złote Miasto, wracamy do zaprzyjaźnionej restauracji odebrać nasze bagaże i czekać na transport na pustynię. Kilka tygodni wcześniej, planując całą wyprawę, do ostatniej chwili zastanawialiśmy się, czy aby na pewno opłaca nam się odbijać na zachód Radżastanu, jednak perspektywa nocy na pustyni zwyciężyła zdrowy rozsądek. Pustynia Thar – Wielka Pustynia Indyjska to ponad 200 tys kilometrów kwadratowych ciemnożółtego piachu. Większość obozów, które udostępniane są turystom, znajduje się ok 40km od Jaisalmer, w wydmowej części pustyni, zwanej Sam Sand Dunes. Przeszukując różne oferty w internecie, zdecydowaliśmy się na obóz Spirit Desert Camp. W cenie 5000 rupii (~280PLN, ~105SGD) mamy dwuosobowy namiot z kolacją i śniadaniem dla dwóch osób, wieczorny program kulturalny i przejażdżkę wielbłądem w duecie o zachodzie słońca. Dodatkowe 1500 rupii (~85PLN, ~32SGD) dopłaciliśmy za podwózkę do obozu i wcześniejsze zwiedzanie miasta.

Oczekiwanie na białego SUV-a ciągnie się w nieskończoność. Mieliśmy nadzieję chwilę odpocząć w obozie zanim zaczną się pustynne atrakcje. W końcu wyjeżdżamy i obraz za oknem szybko się zmienia – znikają żółtawe budynki Jaisalmer i jak okiem sięgnął.. piaskownica. Zanim dojedziemy na miejsce jeszcze nie raz zachwyt zastąpią zamknięte oczy i głowa oparta o szybę – nieprzespana noc daje o sobie znać.

Indie, pustynia Thar, Sam Sand Dunes, obóz Spirit Desert Camp

Na horyzoncie widać skupiska białych namiotów – jesteśmy na miejscu! Jest całkiem przestronnie i wygodnie, każdy namiot ma nawet łazienkę do połowy murowaną i kafelkowaną! W końcu możemy zmyć z siebie koszmarny, nocny autobus!

Indie, pustynia Thar, Sam Sand Dunes, obóz Spirit Desert Camp

Indie, pustynia Thar, Sam Sand Dunes, w namiocie obozu Spirit Desert Camp

Indie, pustynia Thar, Sam Sand Dunes, łazienka w namiocie obozu Spirit Desert Camp

Nie ma jednak czasu na drzemkę, bo dostojnym krokiem podchodzi nasz.. wielbłąd. Niezdarnie ładuję się na grzbiet zwierza i próbuję nie spaść kiedy staje na nogi. Po chwili oswajam się z bujaniem i mogę spojrzeć przed siebie – widok jest niesamowity, góry piachu jak okiem sięgnął! Co i rusz są też wielbłądy i wielbłądzie wozy. Nie jedzie się w grupie, ale ludzi jest całkiem sporo – na dalsze wycieczki, gdzie można liczyć na więcej samotności z naturą, trzeba mieć więcej czasu.

Indie, pustynia Thar, Sam Sand Dunes, na wielbłądzie

Siadamy na wydmie, słońce zachodzi pięknymi kolorami, znikąd przychodzi grajek i wygrywa przed nami niesamowite melodie (oczywiście za drobny datek). Nie wiemy kiedy ostatnie promienie chowają się za horyzont i czas wracać do obozu. Ostatnie metry nasz środek transportu pokonuje truchtem, a moje serce przenosi się gdzieś do gardła – chyba jazda wielbłądem nie należy do moich ulubionych atrakcji.

Zanim puste już brzuchy zostaną napełnione zdrową porcją hinduskiej kuchni, przed nami jeszcze wieczór kulturalny. Siedzimy na planie okręgu, ze sceną dookoła paleniska. Jest ciemno, nie licząc kilku reflektorów, którym zdarzyło się zgasnąć kilka razy, płonie ogień, zespół gra lokalną muzykę, są tańce i pokazy niemal akrobatyczne – sielanka! Cały region pustynny słynie ze swego orientalnego dorobku artystycznego, który jest całkiem przyjemny dla ucha i oka. Po zakończeniu głównej części, dołączamy do wykonawców i pląsamy razem z nimi i innymi obozowiczami wokół ogniska.

Indie, pustynia Thar, Sam Sand Dunes, bindi (święte kropki) były częścią wieczoru kulturalnego w obozie Spirit Desert Camp

Baterie w naszych organizmach zdecydowanie się wyczerpały, już na pokazie czasem przymknęło mi się oko, więc po sytej kolacji nie ma już siły na nic więcej niż sen. Chwilę jeszcze podziwiamy czerń nieba i zamykamy płachtę namiotu. Dobrze, że wcześniej wzięliśmy prysznic – jest już dosyć chłodno, a woda w kranie lodowata! Gdy gasną światła obozu robi się cicho i ciemno, wręcz magicznie.

Indie, pustynia Thar, Sam Sand Dunes, zachód słońca w obozie Spirit Desert Camp

Budzimy się przed świtem. Niestety nie doczekamy śniadania, bo jedziemy dalej – 0 6.30 wynajęty samochód zabiera nas do Jodphuru, ponad 300km dalej, skąd łapiemy samolot najpierw do Delhi a później do Aurangabad – naszego przedostatniego celu podróży.