blog podróżniczy

Dziękuję, do widzenia. Dzień dobry!

Dziękuję, do widzenia.
Na wszystko przychodzi czas. To już grubo ponad rok, odkąd mój blog www.wherever-it-leads.blogspot.com zamilkł. Na początku powód był najzupełniej błahy – wszechobecny brak czasu. Później zaczęłam zastanawiać się nad jego treścią i formą.
Kiedy zaczynałam powyższego bloga, ponad 4 lata temu, był on swego rodzaju sposobem na oswojenie myśli, że ja, dziewczyna z małego miasta, porywam się z motyką na słońce, pakuję życie w walizkę oraz kilka brązowych kartonów i przeprowadzam się sama na przysłowiowy koniec świata. Czytając teraz te wpisy, uśmiecham się pod nosem – tak, zdecydowanie był to niezapomniany okres w moim życiu. Wielu bliższych i dalszych znajomych wspierało mnie w tej decyzji, dlatego, gdy już tu dotarłam, blog pomagał pokonać różnicę czasu i położenia i wielu osobom na raz powiedzieć: jestem, żyję, pracuję, radzę sobie, a tak oto wygląda drugi koniec świata.

Po prawie 4 latach pozostało już tylko to ostatnie. Wciąż lubię pisać o podróżach i wiem, że wciąż są tacy, którzy lubią o nich czytać. Co do reszty – już nie trzeba. Przeżyłam, wciąż lubię swoją pracę, radzę sobie, a kontakty, które miały się utrzymać, wciąż się utrzymują na bardziej prywatnych platformach komunikacyjnych (nie licząc tego, że podsłuchuje nas pewnie kontrwywiad USA i co tylko).

Wherever it leads, czyli jak będzie tak będzie – już chyba wiem.
Dlatego czas na zmianę, moje zapiski z wyjazdów zmieniają adres.

Dzień dobry!

Podróżystka, pół podróżniczka, pół turystka

PS. Z biegiem czasu część notek ze starego bloga zostanie tu przeniesiona.

początek był rok temu.

Całą szkolną edukację tłuką nam do głowy: wstęp, rozwinięcie, zakończenie. Początek, środek, koniec. I nikt nie zwraca uwagi, że wstęp najłatwiej napisać, jak ma się już zakończenie. Później tylko ctrl+x, ctrl+v na górze strony i mamy kolejność jak Bóg przykazał. Nie o tym jednak chciałam, ale dzięki temu wprowadzenie spłodziło się samo.

Pierwszy, nazwijmy to, poważny pomysł by wyjechać wpadł do głowy równo rok temu i nie wypadł do teraz. Wyjazd, ale nie na wakacje. Minimum to pół roku. Im dalej tym lepiej. Rok temu miała być Szwecja lub Norwegia. Trochę odpuściłyśmy, wszystko utknęło gdzieś w elektronicznych papierach i rozeszło się po kościach.

Teraz idee były trzy, jedna z największą nadzieją na spełnienie: znany producent aparatów słuchowych z siedzibą w Singapurze. Praca/staż w dziale badań i rozwoju: akustyka, audiologia, aparaty słuchowe. CV wysłane do polskiej siedziby, przejrzane chyba przez tych z singapurskiej, bo w piątek chcą dzwonić i rozmawiać. W roli głównej mój przerywający telefon, jako sprzymierzeniec official English. Pełna obaw dam z siebie wszystko.

Zakończenie nastąpi z cytatem, który niezmiennie towarzyszy mi od lat najmłodszych, kiedy słowa te padły z moich ust: „i jak będzie tak będzie.”

Wracam na ziemię – 6:30 budzik do pracy. Dobranoc.