Pacanowo w wersji singapurskiej – Singapur, Farmart Centre

Chociaż nowy weekend właśnie się dla mnie zaczyna, to wrócę jednak do poprzedniego. Firma, dla której pracuję dba o kwestie integracyjno-rekreacyjne pracowników. W ramach tego, w zeszłą sobotę wszyscy chętni mogli pojechać na wycieczkę na farmę. Singapur, z racji bycia państwem-miastem wsi nie posiada, domków jednorodzinnych niewiele, pól uprawnych czy gospodarstw rolnych również. Pan przewodnik z radością w głosie opowiadał, że Singapur ma ok 200 (raczej mniejszych niż większych) farm. Szaleństwo, co? Mimo, że całe swoje dotychczasowe życie mieszkam w miastach, to jednak dzieckiem będąc, chyba większość ze znanych mi osób, podobnie jak ja, kontakt z kurą, krową i zbożem miała. Pojechałam więc zobaczyć, ile zachodu kosztuje Singapurczyków pokazanie dzieciom (takowe można było z sobą zabrać), a może i samemu zobaczyć pierwszy raz w życiu, uprawy roślinne czy zwierzęta gospodarskie. Firmowy autobus zabrał nas pod główną bramę farmy. Wycieczka obejmowała kozią farmę, farmę z kiełkami i grzybami oraz farmę warzywną. Każda z nich była w odległościach ok. 1km od siebie. Powierzchnią przypominały raczej średniej wielkości przydomowe gospodarstwo w Polsce niż faktycznie farmę produkująca dobra na skalę przemysłową. Wcale nie dziwi więc, że Singapur importuje wszelakie produkty spożywcze, głównie z Malezji i Australii.
Po powitaniu przez Uncle Williama, naszego przewodnika po farmie, ruszyliśmy zobaczyć hodowlę kóz, kiełków, grzybów, aloesów i warzyw przeróżnych. Gdzieś tam w klatce razem z papugopodobnymi ptaszkami błąkały się dwie kury. Odbył się nawet pokaz instruktażowy ‚jak obsługiwać kaktusa i aloes’.

Singapur, Farmart Centre, baby kózka

Singapur, Farmart Centre, trawa zbożowa

Singapur, Farmart Centre, trawa zbożowa

Singapur, Farmart Centre, hodowla grzybów (bo lasów ni ma)

Singapur, Farmart Centre, hodowla grzybów (bo lasów ni ma)

Singapur, Farmart Centre, dragonfruity/pitachaye

Singapur, Farmart Centre, dragonfruity/pitachaye

Singapur, Farmart Centre, aloes

Singapur, Farmart Centre, aloes

Singapur, Farmart Centre, ptaszek z irokezem

Singapur, Farmart Centre, ptaszek z irokezem

Na każdej z małych farm był oczywiście sklepik, a nasza wycieczka obejmowała także suweniry w postaci próbek mniej lub bardziej przetworzonych płodów rolnych z farmy (nie, nie było mięsa z kóz, dostaliśmy kozie mleko o smaku czekoladowym..). Rozdali też każdemu po opakowaniu jajek, więc obstawiam że te dwie sztuki kur w klatce były tylko na pokaz, a gdzieś dalej był większy kurnik ;) Na farmie grzybowo-kiełkowej można było degustować grzyby na różne sposoby, owsiankę z trawą zbożową, o kolorze wściekłej zieleni (przyznaję, że mnie skusili tą degustacją i zakupiłam opakowanie, podobno jest bardzo zdrowa dzięki tej trawie, a przede wszystkim całkiem smakowita) czy galaretkę ziołową (fuuuuj, nigdy więcej!). Jeszcze zanim pojechałam na farmę, w jednym ze sklepów moją uwagę przyciągnęły mikrobananki. Nie wiedziałam jednak czy to po prostu niewyrośnięte klasyczne banany czy może jakiś inny gatunek. Po wyjaśnieniach otrzymanych od pana farmera owe bananki wylądowały w moim koszyku. Faktycznie są inne – mają bardziej intensywny smak, są słodsze i zostawiają dosyć cierpki posmak w ustach – generalnie na plus!
Singapur, Farmart Centre, trzcina cukrowa (jakoś inaczej ją sobie wyobrażałam)

Singapur, Farmart Centre, trzcina cukrowa (jakoś inaczej ją sobie wyobrażałam)

Singapur, Farmart Centre, kozie mleko, taaakie dobre

Singapur, Farmart Centre, kozie mleko, taaakie dobre

Singapur, Farmart Centre, mikrobananek

Singapur, Farmart Centre, mikrobananek

Na ‚do widzenia’ ugościli nas lunchem, jakieś standardowe azjatyckie jedzenie, czytaj ryż, makaron, kurczak, curry i bliżej nieokreślone warzywa. Jako dodatek do posiłku każdy otrzymał pieczoną.. przepiórkę, taki farmowy przysmak. Ze względu na dużą ilość chrupkiej panierki smak mięsa pozostaje dla mnie wciąż bliżej nieodgadnięty, było trochę jak bardziej miękki i delikatniejszy kurczak.
Singapur, Farmart Centre, przepiórka

Singapur, Farmart Centre, przepiórka

Jako że wycieczka zakończyła się koło 16.00, razem z resztą ludzi z mojego teamu, postanowiliśmy po powrocie pójść jeszcze na spacer i drinka. Za cel obraliśmy Orchard Road, z tego co mi się zdaje, to jedna z główniejszych ulic Singapuru. Wysiadając na stacji Orchard Road i idąc prawą stroną w kierunku Sommerset, w jednej z galerii handlowych można wjechać za darmo do ogrodu na dachu i podziwiać panoramę Singapuru.
Singapur, Orchard Road, panorama

Singapur, Orchard Road, panorama

Na facebooku, jakoś w zeszłym tygodniu, sygnalizowałam znalezienie w Singapurze wódki Wyborowej. Poniżej cennik. Dodam tylko, że pub w którym byliśmy to żadna luksusowa knajpa, ot taka zwyczajna.
Singapur, butelka Wyborowej w cenie Finlandii?! Ale jakiej cenie..

Singapur, butelka Wyborowej w cenie Finlandii?! Ale jakiej cenie..

Tak. 220 S$. Przy obecnym kursie to jakieś.. 570 złotych polskich.. Wieczorem odwiedziliśmy szwajcarską knajpkę z jedzeniem, w której nie ma menu, a na wejściu dostaje się kartę jak do bankomatu, chodzi się po ‚stoiskach’ restauracji, przygląda co oferują, a po wybraniu można obserwować jak jedzenie jest przygotowywane. Jeśli nie chce się czekać i patrzeć to wręczają pager i można iść usiąść. Kiedy posiłek będzie gotowy to pager zapika. W ten sprytny sposób omijają znany z wielu miejsc (mi szczególnie kojarzy się z jednym, szczególnym bufetem) krzyk pań bufetowych: ‚Boloński prooooszę!’, ‚Drugie danie proszę odebrać!!!’. Każdy zakup nabijany jest na otrzymaną kartę. Po całym tygodniu ryżu, kurczaka i innych azjatyckich kulinariów, z radością wchłonęłam makaron zapiekany z szynką i serem. Odkryłam też nowy napój, który z miejsca plasuje się wysoko w rankingu ulubionych – świeżo wyciskany sok pomarańczowy z bazylią, rewelacja! Szkoda tylko, że ceny jakieś takie, niestudenckie.. A sama płatność na koniec przy wyjściu wygląda jak spłacanie ‚karty kredytowej’, XXI wiek normalnie.
Singapur, restauracja Marche, jest szansa, że z głodu nie padnę!

Singapur, restauracja Marche, jest szansa, że z głodu nie padnę!

Reklamy

4 comments

  1. Magda W: Sonia, proste! Sprzedaj płynne złoto – zawsze trochę grosza. Nie wiem co prawda czy 220 S$ to dużo czy mało ale zawsze coś :)

    Polubienie

  2. Z kontem mam podobnie… na szczęście się pokapowałam że to, do którego mam dostęp on-line ma trochę inny numer, niż mi podali na początku (a zarazem ten, który wysłałam do biura erasmusa i w kilka innych miejsc). Zdążyli mi je przywrócić przed nadejściem stypendium, aczkolwiek 300 euro które wpłaciłam sama sobie w placówce banku 2 tygodnie temu jeszcze się nie pojawiło na koncie :|

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s