księżycowa kuchnia – Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów

Zanim jednak Chiny, moje kroki zawędrowały do kuchni. Bynajmniej nie po to by podjadać. Za pomocą Grouponu udało mi się kupić w korzystnej cenie.. 2-godzinny kurs robienia mooncake’ów (ciastek księżycowych). Czym są te ciastka pisałam już w październiku zeszłego roku. Zbliża się mid-autumn festival, czyli święto, któremu wg mojego rozumienia, najbliżej do polskich dożynek. Mooncakes są tradycyjnymi ciastkami jedzonymi w tym okresie. Jest nawet legenda tłumacząca ich obecność, ale nie jest ona dla mnie do końca jasna (polecam wujka Google jeśli ktoś ciekawy). Ciastka istnieją w dwóch podstawowych wersjach: pieczone i wyrabiane (snow skin mooncake – o śnieżnej skórce). Wraz z Delwyn, koleżanką z pracy, we wtorek wieczorem udałyśmy się więc do szkoły gotowania. Nasza obecność tam intrygowała uczestników, szczególnie panią, która z córką dzieliły z nami stolik. Była szczerze zdziwiona obecnością „białasek”. Dopytywała nawet czy wiemy co w ogóle pieczemy.
Zabawy było oczywiście co nie miara. Mam też przepis, ale przygotowanie ich po za Azją wydaje się bardzo trudne, główne składniki są ciężko dostępne (mogę jednak udostępnić, gdyby ktoś chciał). Podstawę skórki stanowi specjalna smażona (!) mąka ryżowa. Nadzienie zwykle kupuje się gotowe, więc nie było mi dane poznać jak powstaje. Nasze zadanie polegało na wyrobieniu skórki, przygotowaniu nadzienia, zgrabnego ich połączenia i wyciśnięciu w odpowiedniej foremce. Największa trudność leży w szybkości, skórka nie może być długo wyrabiana, bo straci na smaku i konsystencji.
Naszym zadaniem było przygotować po dwa mooncakes z pandanem (roślina o której już kiedyś pisałam) oraz z czarnym sezamem. Cały proces uwieczniłyśmy oczywiście na zdjęciach. Gotowa, wyrobiona już skórka (jeśli nie była wyrabiana za długo to nie powinna sprężynować – wgnieciona palcem nie powinna wracać):
Singapur, warsztaty robienia Mooncake'ów, gotowa skórka pandanowa i sezamowa

Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów, gotowa skórka pandanowa i sezamowa

Następnie przygotowanie nadzienia – trzeba wyrobić takie błyszczące kulki:

Singapur, warsztaty wyrabianie nadzienia z czarnego sezamu

Singapur, warsztaty wyrabianie nadzienia z czarnego sezamu

Singapur, warsztaty robienia Mooncake'ów, gotowe kulki z nadzienia

Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów, gotowe kulki z nadzienia

Punkt kulminacyjny – połączenie nadzienia i skórki, trzeba tak jakby oplatać nadzienie tą skórką, instruktorka mówiła żeby masę pchać na dół, a skórkę do góry:
Singapur, warsztaty robienia Mooncake'ów, jednocześnie w górę i w dół?!

Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów, jednocześnie w górę i w dół?!

Na koniec trzeba nadać ciastku odpowiedni wygląd, na przykład taką foremką.

Singapur, warsztaty robienia Mooncake'ów, profesjonalna foremka

Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów, profesjonalna foremka

Singapur, warsztaty robienia Mooncake'ów, wyciskanie..

Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów, wyciskanie..

.. i gotowe!

Singapur, warsztaty robienia Mooncake'ów, kwadratowy mooncake pandanowy

Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów, kwadratowy mooncake pandanowy

Singapur, warsztaty robienia Mooncake'ów, okrągły mooncake z czarnego sezamu

Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów, okrągły mooncake z czarnego sezamu

Singapur, warsztaty robienia Mooncake'ów, moje wyroby

Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów, moje wyroby

W środku masa rozłożyła mi się „prawie” równomiernie (wierzcie lub nie, ale ten rozkrojony mooncake któremu zrobiłam zdjęcie miał najgorzej ułożone nadzienie, reszta wyglądała lepiej!). Oryginalne mooncakes w założeniu mają w ogóle dużo cieńszą skórkę, ale instruktorka słusznie przewidziała jej więcej, żebyśmy w ogóle dali radę zmieścić nadzienie w środku.
Singapur, warsztaty robienia Mooncake'ów, dół nie wyszedł zbyt perfekcyjnie, ale góra - idealnie!

Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów, dół nie wyszedł zbyt perfekcyjnie, ale góra – idealnie!

Okazały się być nie tylko źródłem zabawy podczas produkcji, ale też całkiem smaczne! Mooncake są jednak strasznie zapychające, sama dałam radę zjeść pół w domu po zajęciach. Reszta w mgnieniu oka rozeszła się wśród mojego teamu następnego dnia w pracy. Wszyscy przeżyli, nikt nie zachorował :)

dzielnica motylkowa – Singapur, okolice Pandan Valley

Mówią, że lepiej późno niż wcale. Do mojego obecnego mieszkania wprowadziłam się w grudniu, za miesiąc się wyprowadzam, więc rzutem na taśmę zdążyłam jeszcze obfotografować okolicę, bo jest dosyć niezwykła. Osiedle, na którym znajduje się mój blok, nazywa się Pandan Valley, od pandanu – roślina, która wchodzi w skład moich ulubionych lokalnych deserów.
Singapur, Pandan Valley

Singapur, Pandan Valley

Idąc dalej, a właściwie bliżej, mieszkam w bloku numer 4 o swojsko brzmiącej nazwie „Eugenia”.
Singapur, Pandan Valley, siema Gienia!

Singapur, Pandan Valley, siema Gienia!

Wiecie, że nie lubię wind, prawda? Nadal nie lubię, ale muszę przyznać, że ta w moim bloku jest stylowa – przypomina mi widziane na filmach bogate hotele 50-60 lat wstecz.

Singapur, Pandan Valley, selfie w windzie

Singapur, Pandan Valley, selfie w windzie

Najciekawsze jednak zaczyna się tuż za osiedlem. Mniejsze osiedla, domki i domeczki stoją w dzielnicy motylkowej. Nie wiem jaka jest historia, dlaczego motylki, a nie na przykład kwiatki, nie mniej jednak robi wrażenie. Każdy chodnik, zamiast szarawego betonu pomalowany jest na żółto, z kolorowymi motylami. Podobnie na znakach informacyjnych z nazwami ulic przysiadły ten sympatyczne owady.

Singapur, okolice Pandan Valley, motyle na chodnikach

Singapur, okolice Pandan Valley, motyle na chodnikach

Singapur, okolice Pandan Valley, motyle na chodnikach

Singapur, okolice Pandan Valley, motyle na chodnikach

Singapur, okolice Pandan Valley, motyl na znaku

Singapur, okolice Pandan Valley, motyl na znaku

Singapur, okolice Pandan Valley, motyle na skrzyżowaniu

Singapur, okolice Pandan Valley, motyle na skrzyżowaniu

Na końcu motylkowej dzielnicy znajduje się Ghim Moh market, czyli zwyczajny targ. Są warzywa i owoce w normalnych cenach (nie to co w markecie), odzież made in China i małe budki oferujące mydło i powidło.
Singapur, Ghim Moh market

Singapur, Ghim Moh market

Singapur, Ghim Moh market

Singapur, Ghim Moh market

Singapur, Ghim Moh market

Singapur, Ghim Moh market

Singapur, Ghim Moh market, śmierdzące duriany

Singapur, Ghim Moh market, śmierdzące duriany

Po przeciwnej stronie dzielnicy znajduje się jeden z lokalnych supermarketów sieci Cold Storage. Ten koło mnie nosi wdzięczną nazwę..
Singapur, okolice Pandan Valley, Colod Storage Jelita

Singapur, okolice Pandan Valley, Colod Storage Jelita

.. Jelita. Więc swojsko odmieniam sobie, że idę na zakupy do Jelit albo ze jestem w Jelitach po zakupy.

Singapur szykuje się na swój National Day, który przypada w drugim tygodniu sierpnia. Można się poczuć trochę jak w Polsce, barwy te same, tylko ktoś odwrotnie te flagi pozawieszał i jakieś białe mazgaje na czerwonej części się pojawiły.
Singapur, okolice Ghim Moh market, bloki przystrojone flagami

Singapur, okolice Ghim Moh market, bloki przystrojone flagami

Singapur, okolice Ghim Moh market, dekoracje na święto niepodległości

Singapur, okolice Ghim Moh market, dekoracje na święto niepodległości

Singapur, okolice Ghim Moh market, typowe, singapurskie blokowisko

Singapur, okolice Ghim Moh market, typowe, singapurskie blokowisko

Z okazji National Day jest parada i pokazy, ale dostępne tylko dla Singapurczyków, którzy muszą kilka miesięcy wcześniej zgłosić się na loterię, żeby mieć szansę w ogóle dostać bilet na trybuny tego wydarzenia. Kilka tygodni wcześniej zaczynają się próby, na które też losowane są bilety. Nic jednak dostępnego dla przyziemnego emigranta, podobno z daleka coś widać, więc może w przyszłym tygodniu podjadę zobaczyć.
W dniu finalnego wydarzenia nie będzie mnie w Singapurze, nie będzie mnie też dzień wcześniej, kiedy przypada święto państwowe z okazji ostatniego dnia ramadanu, podobnie jak w weekend przypadający później. I tutaj wyjaśnia się zagadka migracji mojego paszportu z portfela.
Chiny, Pekin - już za półtorej tygodnia!

Chiny, Pekin – już za półtorej tygodnia!

Wizę przyznano, przewodnik jest, Pekinie – przybywam! :)