Singapur

naturalna mieszanka chińsko-japońska – Singapur, Chinese and Japanese Garden

Przebywanie w miejskiej dżungli i kursowanie głównie między biurem a domem sprawia, że jednak tęskni się za naturą. I chociaż przeprowadziłam się (tak, znowu..) tuż koło parku, to jakoś nie zdarzyło mi się jeszcze do niego wejść. Singapur, jak się okazuje, jest nie tylko swoistą mieszanką kulturową pod względem ludzi, ale także zieleni. Jednymi z tematycznych roślinnie parków, są Chinese and Japanese Garden – chińskie i japońskie ogrody w zachodniej części Singapuru.
Zaczęłyśmy od chińskiego, do którego wchodzi się przy stacji metra o takiej samej nazwie. A że na stacji znajduje się MrBean – lokalna sieć gastronomiczna, serwująca głównie mleko sojowe, naleśniki na mleku sojowym i lody sojowe, to właśnie te ostatnie umilały nam pierwsze minuty w parku.
Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - taaaakie dobre!

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – taaaakie dobre!

Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - to co właściwie wolno?!

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – to co właściwie wolno?!

Jeśli Chiny to na pewno pagoda – tradycyjna wieża, która w buddyzmie służy często do przechowywania relikwii. Ta w chińskim ogrodzie ma 7 pięter, a wskrobać można się aż na samą górę i podziwiać panoramę.

Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - 7-piętrowa pagoda

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – 7-piętrowa pagoda

Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - widok z 7-mego piętra pagody

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – widok z 7-mego piętra pagody

Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - widok z 7-mego piętra pagody na most do japońskiego ogrodu

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – widok z 7-mego piętra pagody na most do japońskiego ogrodu

Tuż obok stoją posągi 8 legendarnych, chińskich bohaterów. Dwie postacie były mi znane, jedna z nich w sumie mnie zaskoczyła.

Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - posąg Konfucjusza

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – posąg Konfucjusza

Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - posąg Mulan! Bajka nie była więc historyjką wyssaną z palca

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – posąg Mulan! Bajka nie była więc historyjką wyssaną z palca

Na tej 7-piętrowej pagody się nie kończą, mniejsze, 3-piętrowe Twin Pagodas stoją tuż nad brzegiem Jurong River.
Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - Twin Pagodas (Pagody Bliźniacze)

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – Twin Pagodas (Pagody Bliźniacze)

Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - puk, puk!

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – puk, puk!

Lokalni mieszkańcy wyszli nam na powitanie gdy zmierzałyśmy do ogrodu drzewek bonsai.

Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - siema!

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – siema!

Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - zjem Cię!

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – zjem Cię!

Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - ławeczka dla pokłóconych

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – ławeczka dla pokłóconych

Później już tylko drzewka bonsai, wśród których można sobie usiąść i odpocząć. Bonsai, to nie tylko roślinka sama w sobie. To cała sztuka miniaturyzowania drzewek, wywodząca się z Chin, kultywowana także w Japonii.
Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - drzewka bonsai

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – drzewka bonsai

Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - więcej drzewek bonsai

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – więcej drzewek bonsai

Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - mini-wodospad w ogrodzie bonsai

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – mini-wodospad w ogrodzie bonsai

Zanim dotarłyśmy do mostku, przeszłyśmy jeszcze przez park zodiaków i drzewek granatu. Owoców na drzewach nie widziałam, muszę sprawdzić kiedy się pojawiają i wtedy podjechać. A zodiaki to nie nasze typowe Wagi, Panny i Skorpiony. Tutaj obowiązuje chiński kalendarz, a więc Szczur, Koza czy Tygrys, zależne od roku urodzenia, a nie dnia i miesiąca.

Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - urodzona w roku Węża

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – urodzona w roku Węża

Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - betonowe kury też można karmić

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – betonowe kury też można karmić

Pierwsze krople deszcze próbowały nas przegonić, ale zaryzykowałyśmy jeszcze odwiedzenie japońskiego ogrodu – na całe szczęście!

Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - japońskie latarenki

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – japońskie latarenki

Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - japońskie latarenki

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – japońskie latarenki

Singapur, Chinese and Japanese Garden - Ogród Chiński i Japoński - domek gościnny w stylu japońskim

Singapur, Chinese and Japanese Garden – Ogród Chiński i Japoński – domek gościnny w stylu japońskim

Później już nie było się co oglądać, pomiędzy kroplami dotarłyśmy do stacji metra, a gdy tylko wagonik ruszył z peronu, tradycyjna, singapurska ściana wody przesłoniła ostatni widok na ogrody.

księżycowa kuchnia – Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów

Zanim jednak Chiny, moje kroki zawędrowały do kuchni. Bynajmniej nie po to by podjadać. Za pomocą Grouponu udało mi się kupić w korzystnej cenie.. 2-godzinny kurs robienia mooncake’ów (ciastek księżycowych). Czym są te ciastka pisałam już w październiku zeszłego roku. Zbliża się mid-autumn festival, czyli święto, któremu wg mojego rozumienia, najbliżej do polskich dożynek. Mooncakes są tradycyjnymi ciastkami jedzonymi w tym okresie. Jest nawet legenda tłumacząca ich obecność, ale nie jest ona dla mnie do końca jasna (polecam wujka Google jeśli ktoś ciekawy). Ciastka istnieją w dwóch podstawowych wersjach: pieczone i wyrabiane (snow skin mooncake – o śnieżnej skórce). Wraz z Delwyn, koleżanką z pracy, we wtorek wieczorem udałyśmy się więc do szkoły gotowania. Nasza obecność tam intrygowała uczestników, szczególnie panią, która z córką dzieliły z nami stolik. Była szczerze zdziwiona obecnością „białasek”. Dopytywała nawet czy wiemy co w ogóle pieczemy.
Zabawy było oczywiście co nie miara. Mam też przepis, ale przygotowanie ich po za Azją wydaje się bardzo trudne, główne składniki są ciężko dostępne (mogę jednak udostępnić, gdyby ktoś chciał). Podstawę skórki stanowi specjalna smażona (!) mąka ryżowa. Nadzienie zwykle kupuje się gotowe, więc nie było mi dane poznać jak powstaje. Nasze zadanie polegało na wyrobieniu skórki, przygotowaniu nadzienia, zgrabnego ich połączenia i wyciśnięciu w odpowiedniej foremce. Największa trudność leży w szybkości, skórka nie może być długo wyrabiana, bo straci na smaku i konsystencji.
Naszym zadaniem było przygotować po dwa mooncakes z pandanem (roślina o której już kiedyś pisałam) oraz z czarnym sezamem. Cały proces uwieczniłyśmy oczywiście na zdjęciach. Gotowa, wyrobiona już skórka (jeśli nie była wyrabiana za długo to nie powinna sprężynować – wgnieciona palcem nie powinna wracać):
Singapur, warsztaty robienia Mooncake'ów, gotowa skórka pandanowa i sezamowa

Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów, gotowa skórka pandanowa i sezamowa

Następnie przygotowanie nadzienia – trzeba wyrobić takie błyszczące kulki:

Singapur, warsztaty wyrabianie nadzienia z czarnego sezamu

Singapur, warsztaty wyrabianie nadzienia z czarnego sezamu

Singapur, warsztaty robienia Mooncake'ów, gotowe kulki z nadzienia

Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów, gotowe kulki z nadzienia

Punkt kulminacyjny – połączenie nadzienia i skórki, trzeba tak jakby oplatać nadzienie tą skórką, instruktorka mówiła żeby masę pchać na dół, a skórkę do góry:
Singapur, warsztaty robienia Mooncake'ów, jednocześnie w górę i w dół?!

Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów, jednocześnie w górę i w dół?!

Na koniec trzeba nadać ciastku odpowiedni wygląd, na przykład taką foremką.

Singapur, warsztaty robienia Mooncake'ów, profesjonalna foremka

Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów, profesjonalna foremka

Singapur, warsztaty robienia Mooncake'ów, wyciskanie..

Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów, wyciskanie..

.. i gotowe!

Singapur, warsztaty robienia Mooncake'ów, kwadratowy mooncake pandanowy

Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów, kwadratowy mooncake pandanowy

Singapur, warsztaty robienia Mooncake'ów, okrągły mooncake z czarnego sezamu

Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów, okrągły mooncake z czarnego sezamu

Singapur, warsztaty robienia Mooncake'ów, moje wyroby

Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów, moje wyroby

W środku masa rozłożyła mi się „prawie” równomiernie (wierzcie lub nie, ale ten rozkrojony mooncake któremu zrobiłam zdjęcie miał najgorzej ułożone nadzienie, reszta wyglądała lepiej!). Oryginalne mooncakes w założeniu mają w ogóle dużo cieńszą skórkę, ale instruktorka słusznie przewidziała jej więcej, żebyśmy w ogóle dali radę zmieścić nadzienie w środku.
Singapur, warsztaty robienia Mooncake'ów, dół nie wyszedł zbyt perfekcyjnie, ale góra - idealnie!

Singapur, warsztaty robienia Mooncake’ów, dół nie wyszedł zbyt perfekcyjnie, ale góra – idealnie!

Okazały się być nie tylko źródłem zabawy podczas produkcji, ale też całkiem smaczne! Mooncake są jednak strasznie zapychające, sama dałam radę zjeść pół w domu po zajęciach. Reszta w mgnieniu oka rozeszła się wśród mojego teamu następnego dnia w pracy. Wszyscy przeżyli, nikt nie zachorował :)