Wietnam

sajgonki na bis! – Wietnam, akt II: Sa Pa

Chociaż nie była to najlepsza pora roku na odwiedziny wietnamskich gór, będąc w Hanoi nie mogłam sobie odmówić tych ‚kilku’ kroków więcej, aby zobaczyć niedzielny Bac Ha market, który, spośród wielu atrakcji zrobionych typowo dla turystów, wciąż wydaje się możliwie autentyczny. O samym markecie jednak później.

Aby dostać się w okolicę, wzięliśmy nocny pociąg z Hanoi do SaPa (Lao Cai). Dziennie dostępne są maksymalnie 2 połączenia na tej trasie: rano i wieczorem. Podróż trwa około 9-10h. Miejsc w pociągu od wyboru do koloru, zaczynając od drewnianych ławek (najtańsze), przez miękkie ławki (coś jak skórzane fotele w polskich przewozach regionalnych) i zwykłe kuszetki, na całkiem ‚luksusowych’ wagonach sypialnych kończąc. Te ostatnie zwykle należą do biur podróży i są oferowane zagramanicznym turystom za krocie. (Z tego co widziałam później, od zwykłych kuszetek różnią się grubością materaca, kolorem pościeli, obecnością stylowej lampki nocnej i butelkami wody dla podróżnych.) Postanowiliśmy zaryzykować standardową kuszetkę, za rozsądniejsze pieniądze. O dziwo, dogadanie się w okienku kasowym poszło całkiem płynnie (nie licząc, że po odstaniu w jednej kolejce zostałam odesłana do innej, gdzie już na szczęście był angielsko-ogarniający człowiek).

Ahoj przygodo, o 20.00 byliśmy już na dworcu. Jak się okazuje, wiele pociągów odjeżdża o podobnej godzinie wieczorem. Nie mieliśmy jednak trudności w odnalezieniu naszego składu. Lokomotywa już nas wypatrywała.

Wietnam, Hanoi, dworzec kolejowy

Wietnam, Hanoi, dworzec kolejowy

Wietnam, Hanoi, dworzec kolejowy

Wietnam, Hanoi, dworzec kolejowy

Wietnam, Hanoi, dworzec kolejowy

Wietnam, Hanoi, dworzec kolejowy

Wnętrze zaskoczyło, całkiem pozytywnie, bo spodziewaliśmy się czegoś gorszego. Nie wiem jak wyglądają takie wagony w obecnych czasach pociągów pendolino w Polsce, ale kilka lat wstecz podobne warunki oferowały polskie koleje, czyli szału nie ma, dramatu też nie. Przedział z 4 pryczami dzieliliśmy ze starszą od nas parą Japończyków. Pociąg swą zawrotną prędkością (wątpię czy było to chociaż 40km/h) skutecznie bujał nas do snu pod poliestrową pościelą.

Wietnam, Hanoi-Lao Cai, wnętrze pociągu

Wietnam, Hanoi-Lao Cai, wnętrze pociągu

Wietnam, Hanoi-Lao Cai, wnętrze pociągu

Wietnam, Hanoi-Lao Cai, wnętrze pociągu

Wietnam, Hanoi-Lao Cai, wnętrze pociągu

Wietnam, Hanoi-Lao Cai, wnętrze pociągu

Skoro świt (jakaś 5.00), gdy tylko dojechaliśmy do Lao Cai,  musieliśmy wzbić się na wyżyny intelektualne i skutecznie odganiać natrętnych panów kierowców, którzy za jedynie 4-krotnie większą niż normalnie stawkę oferowali zawieźć nas do Sa Pa (Sa Pa to górska miejscowość położona jakieś 30 km od Lao Cai, z racji wysokości, pociąg tam nie dojeżdża). Po pozbyciu się dość opryskliwego naganiacza, który oznajmiał, że nikt inny nas nie zabierze i autobus też nie przyjedzie, udaliśmy się w głąb parkingu, gdzie (zgodnie z tym co mówił wcześniej internet) znalazł się uczciwy przewoźnik. Za normalna cenę, kilkadziesiąt serpentyn przy pustym żołądku później,  znaleźliśmy się na miejscu.

Miasteczko jest bardzo małe, nie sposób się tam zgubić. Stanowi doskonałą bazę wypadową w góry, a wiosną i latem okolica zachwyca polami ryżowymi. Dla nas pozostał niestety widok znany z Hanoi: zimnawo i mgła. Nie poddaliśmy się jednak, zgarnęliśmy z informacji turystycznej mapę okolicznych gór, zarezerwowaliśmy przejazd na market na dzień następny i wynajęliśmy podstawową jednostkę przemieszczania się każdego Wietnamczyka, czyli skuter.

Wietnam, Sa Pa, spokojne, górskie miasteczko

Wietnam, Sa Pa, spokojne, górskie miasteczko

Sa Pa, podobnie jak cała górska okolica, zamieszkana jest przez mniejszości etniczne. Kilkanaście grup, różniących się strojem i zwyczajami, które wciąż żyją podobnie jak ich przodkowie sprzed wieków, tworzą niesamowity i kolorowy obraz. Ciekawostka dla tych, którzy oglądali film Gran Torino: sąsiedzi głównego bohatera wywodzili się z ludu Hmong, który zamieszkuje właśnie okolice Sa Pa.

Wietnam, SaPa, kobiety z ludu Hmong

Wietnam, SaPa, kobiety z ludu Hmong

Srebrny wodospad (Silver Waterfall) schował się za mgłą, nawet z odległości 2 metrów było go kiepsko widać. Poszczęściło nam się bardziej przy wodospadzie miłości (Love Waterfall) (na całe 10 min – kilka zdjęć i mgła wróciła). Udało nam się też nawiązać kontakt z lokalnym zwierzem.

Wietnam, okolice Sa Pa, darmowy internet przy wodospadzie

Wietnam, okolice Sa Pa, darmowy internet przy wodospadzie

Wietnam, okolice Sa Pa, Srebrny Wodospad (Silver Waterfall - Thác Bạc)

Wietnam, okolice Sa Pa, Srebrny Wodospad (Silver Waterfall – Thác Bạc)

Wietnam, okolice Sa Pa, Wodospad Miłości (Love Waterfall - Thác Tình Yêu)

Wietnam, okolice Sa Pa, Wodospad Miłości (Love Waterfall – Thác Tình Yêu)

Wietnam, okolice Sa Pa, most nieopodal Wodospadu Miłości

Wietnam, okolice Sa Pa, most nieopodal Wodospadu Miłości

Wietnam, okolice Sa Pa, bawół

Wietnam, okolice Sa Pa, bawół

Chwilami mgła odpuszczała chociaż odrobinę i mogliśmy podziwiać zbocza tarasów ryżowych. Latem to miejsce musi wyglądać fantastycznie!

Wietnam, okolice Sa Pa, tarasy ryżowe

Wietnam, okolice Sa Pa, tarasy ryżowe

Grząski i śliski grunt pokrzyżował nasze plany odwiedzenia jaskini Ta Phin, zawróciliśmy więc do miasteczka na kolację i nocleg – pobudka wcześnie rano, by na market być na czas! O tym jednak innym razem.

sajgonki na bis! – Wietnam, akt I: Hanoi

Wietnam ma w sobie swoisty magnes, który niesamowicie mnie przyciąga. Do tego stopnia, że odwiedziłam ten kraj ponownie, zaledwie kilka miesięcy po pierwszej wizycie i właściwie znów zastanawiam się czy by tam nie pojechać w niedalekiej przyszłości (trochę powstrzymuje mnie koszmarnie droga wiza, ale świnka-skarbonka już nad tym pracuje).

Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że lwią część naszego grudniowego wyjazdu na północ tego kraju spowijały mgły, smogi (smoki) i siąpiący deszcz, a ja i tak cieszę się jak głupi do sera na samo wspomnienie. Hanoi przywitało nas zimowymi odcieniami szarości. Nie, śniegu nie było, bo nie ma on w zwyczaju padać w wietnamskiej stolicy, ale klimat późnej jesieni nieustannie nam towarzyszył.

Pierwszą przygodę zaczęliśmy od hotelu, z którego ewakuowaliśmy się po niespełna 20 minutach pobytu, podbierając tylko trochę internetu (aby znaleźć i zarezerwować inny hotel). Nie jestem gościem bardzo wymagającym, ale zdecydowanie wolę pokoje, do których zimno nie wdziera się przez niedomykające się okna, w szafie nie ma bagażu (!) poprzednich lokatorów, a regulamin hotelu nie nakazuje zatrzymania mojego paszportu na czas pobytu. Niemniej jednak uprzejmość obsługi przy anulowaniu rezerwacji sprawiła, że poczułam się autentycznie głupio z moimi ciut większymi potrzebami niż oferowany przez nich standard (w cenie pokój był też prywatny taras, na którym królowały miotły, szmaty i.. buddyjska kapliczka!) Zmarnowaliśmy po kilkanaście dolarów, które trzeba było zapłacić za pierwszą noc, ale niewielka strata, bo drugi hotel okazał się strzałem w dziesiątkę (za podobną cenę). Co prawda okno w pokoju wychodziło na korytarz, ale przy wszechobecnym smogu i chłodzie, może to i lepiej.

Po szybkim prysznicu i nieco dłuższej drzemce, rzuciliśmy się w wieczorny wir skuterów, motorynek i motorków na rekonesans okolicy i polowanie na sajgonki, zupę Pho i wietnamskie piwo. Z pełnymi brzuchami zrobiliśmy sobie też spacer na stację kolejową, rozeznać się w godzinach i cenach pociągów do Lao Cai. Wisienką na torcie wieczoru była wizyta w teatrze lalek wodnych (Water Puppet Show in Thang Long Puppet Theatre), które widziałam już w Sajgonie. Zachwycają mnie niezmiennie!

Wietnam, Hanoi, wieczorna ulica

Wietnam, Hanoi, wieczorna ulica

Rankiem mgło-smog nie odpuszczał, ale przynajmniej nie padało. Zwiedzanie rozpoczęliśmy historycznie – od Maison Centrale – zwanego również Hoa Lo Prison. Więzienie, założone u schyłku XIXw, kiedy to Wietnam stanowił część Indochin Francuskich, było miejscem tortur i przesłuchań wietnamskich więźniów politycznych, którzy nagrabili sobie u francuskich kolonizatorów. W czasie wojny wietnamskiej zmienili się właściciele i więźniowie – w niewoli u Wietnamczyków z północy przetrzymywani byli tu zestrzeleni (ale nie zastrzeleni) piloci amerykańscy. Muzeum podzielone jest na dwie części, po jednej poświęconej każdemu z powyższych okresów. Oprócz obrazu nędznych warunków i dowodów okrucieństwa, jakie zdolny jest zadać człowiek drugiej istocie ludzkiej, tylko dlatego, że stanęła po innej stronie barykady, widoczny jest jeszcze jeden aspekt: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mam na myśli tutaj epizod z amerykańskimi pilotami, którzy notabene nazwali ten przybytek pieszczotliwie Hanoi Hilton. Podczas gdy międzynarodowe źródła (no dobra, Wikipedia, ale notka poparta źródłem) podają że:

The Hanoi Hilton was one site used by the North Vietnamese Army to house, torture and interrogate captured servicemen, mostly American pilots shot down during bombing raids.[15] Although North Vietnam was a signatory of the Third Geneva Convention of 1949,[15] which demanded „decent and humane treatment” of prisoners of war, severe torture methods were employed, such as rope bindings, irons, beatings, and prolonged solitary confinement.[8][15][16] The aim of the torture was usually not acquiring military information;[8] rather, it was to break the will of the prisoners, both individually and as a group.

W oficjalnej książeczce wręczonej w muzeum razem z biletem nie ma słowa o torturach, wyłania się za to obraz obozu wypoczynkowego dla amerykańskich pilotów w Wietnamie.

During the wartime in Vietnam when people faced numerous difficulties and shortages in their daily life, US prisoners of war including pilots were humanely treated by the Vietnamese Government which gave them the best possible living conditions. Captured American pilot in Hoa Lo Prison were given sufficient personal belongings including smallest things to meet their needs. In addition to treatment of their injuries, they were given periodical health check-ups and healthcare. In the prison, captured pilots were created favourable conditions for entertainment, cultural and sport activities (…)

Fakty są względne jak widać..

Wietnam, Hanoi, (Maison Centrale)

Wietnam, Hanoi, brama Hoa Lo Prison (Maison Centrale)

Wietnam, Hanoi, Hoa Lo Prison, ścięte głowy więźniów wystawione na widok publiczny

Wietnam, Hanoi, Hoa Lo Prison, ścięte głowy więźniów wystawione na widok publiczny

Po dawce ciężkiej historii udaliśmy się do Temple of Literature – Văn Miếu (świątyni literatury). Wybudowana w XI wieku świątynia poświęcona Konfucjuszowi, stała się kolebka wietnamskiego szkolnictwa wyższego, bo to właśnie w niej, otwarto pierwszy uniwersytet. Kompleks świątyń składa się z kilku dziedzińców poświęconych literaturze, literom, wychwalający wiedzę i edukację. Na końcu znajduje się sala poświęcona Konfucjuszowi i jego uczniom.

Wietnam, Hanoi,

Wietnam, Hanoi, kwiaty na dziedzińcu Temple of Literature (Văn Miếu)

Wietnam, Hanoi, posąg na dziedzińcu Temple of Literature (Văn Miếu)

Wietnam, Hanoi, posążek na dziedzińcu Temple of Literature (Văn Miếu)

Wietnam, Hanoi, dziedziniec przed salą Konfucjusza, Temple of Literature (Văn Miếu)

Wietnam, Hanoi, dziedziniec przed salą Konfucjusza, Temple of Literature (Văn Miếu)

Wietnam, Hanoi, kadzidełka przed salą Konfucjusza, Temple of Literature (Văn Miếu)

Wietnam, Hanoi, kadzidełka przed salą Konfucjusza, Temple of Literature (Văn Miếu)

W drodze nad jezioro Hoan Kiem rzuciliśmy okiem na Flag Tower ( wieża flagowa) z XIX wieku, która przetrwała czas wojny. Jest jednym z symboli Hanoi, na szczycie którego nieustannie powiewa wietnamska flaga.

Wietnam, Hanoi, Flag Tower

Wietnam, Hanoi, Flag Tower

Już mieliśmy iść dalej, kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że podczas gdy my obserwowaliśmy wieżę i robiliśmy jej zdjęcia, naszym ruchom czujnie przyglądał się.. Vladimir!

Wietnam, Hanoi, pomnik Lenina

Wietnam, Hanoi, pomnik Lenina

Mgła i smog przybierały na sile, postanowiliśmy jednak zrobić sobie spacer dookoła jeziora (a właściwie pół-dookoła, później nasz wzrok przyciągnęły kolorowe sklepy, sklepiki, mydło i powidło po drugiej stronie ulicy, więc zamiast kontynuować rundkę udaliśmy się na pamiątkowe zakupy). Nieopodal jednego z brzegów znajduje się wysepka ze świątynią Ngoc Son, do której prowadzi piękny, czerwony most. Wystawa zmumifikowanych żółwi opleciona kadrami z historii Wietnamu nie przekonała nas do wejścia do środka.

Wietnam, Hanoi, most na wyspę ze świątynią Ngoc Son

Zanim pochłonęły nas stragany, nieopodal jeziora odwiedziliśmy jeszcze (a właściwie zobaczyliśmy tylko z zewnątrz, nie wiem w sumie czemu była zamknięta..) St. Joseph Cathedral (katedra świętego Józefa). Jedna z pierwszych budowli wzniesiona przez Francuzów w Indochinach Francuskich, wzoruje się (a jakże) na Notre Dame.

Wietnam, Hanoi, hanoiskie Notre Dame – St Joseph Catedral

Niemniej barwne niż powyższe atrakcje, są sceny z codziennego życia w Hanoi. Gdyby fotografować każdą nietypowa sytuację, mogłoby braknąć filmu w aparacie (no dobra, brakłoby miejsca na karcie pamięci..). Często wietnamska myśl techniczna wpisuje się idealnie w powiedzenie: każdy orze jak może.

Wietnam, Hanoi, tory przechodzące przez stragany

Wietnam, Hanoi, tory przechodzące przy stragany

Wietnam, Hanoi, znajdź rondo (na rondzie w prawo!)

Wietnam, Hanoi, znajdź rondo (na rondzie w prawo!)

Wietnam, Hanoi, obwoźny sprzedawca porcelany

Wietnam, Hanoi, obwoźny sprzedawca porcelany

Wietnam, Hanoi, dostawa we własnym zakresie

Wietnam, Hanoi, dostawa we własnym zakresie

Wietnam, Hanoi, gdy kończą się pieniądze, trzeba dorobić

Wietnam, Hanoi, gdy kończą się pieniądze, trzeba dorobić

Chociaż dzień się kończył, to dla nas kolejna przygoda właśnie się zaczynała. O dwojgu takich co jeździli wietnamska koleją przeczytasz w następnym odcinku.