zwiedzanie

błotniste ujście – Malezja, Kuala Lumpur

Tak jak wspomniałam w poprzedniej notce, przedostatni marcowy weekend spędziliśmy w Kuala Lumpur, stolicy Malezji, której nazwę podobno tłumaczy się jako błotniste ujście. Oczywiście pozostajemy zwolennikami taniego podróżowania, zamiast samolotu wybieramy więc nocny autokar. Takie autokary z Singapuru do Malezji odjeżdżają praktycznie przez cały dzień, wielu różnych przewoźników je oferuje. W ogóle komunikacja autobusowa jest wciąż bardzo popularna w tej części świata. I co najważniejsze – tańsza niż samoloty :). Teoretycznie autokar do Kuala Lumpur jedzie 6h, wyjeżdżaliśmy 5 minut przed północą w nocy z piątku na sobotę. Sprytnie obliczyliśmy, że będziemy koło 6 rano na miejscu, a że przystanek autobusowy (bo miejsce, w którym nas wysadzili dworcem nazwać nie sposób) jest kawałek od centrum, to spokojnym krokiem dojdziemy pod Petronas Towers, pierwszej atrakcji którą chcieliśmy zwiedzić, ustawić się w ogonek po bilety. Niestety, kierowca z ciężką nogą, dotarł na miejsce koło 5.00. Jeszcze nie świta, przystanek w środku nieciekawej dzielnicy, co druga latarnia uliczna się świeci, trochę ludzi podejrzanie wałęsa się po okolicy lub śpi na kartonach. Nie chcieliśmy igrać z losem, zwłaszcza że nawet z nosem w mapie można się zgubić, po za tym siły wyższe wzywały do znalezienia ustronnego miejsca. I o to, kilkadziesiąt metrów od przystanku pojawia się wybawienie – 24h McDonalds :D Tak się składa, że to nie pierwszy raz Makuś daje nam schronienie w podróży. Postanowiliśmy przeczekać godzinkę do świtu.
Malezja, Kuala Lumpur, Petronas Towers, 7.00 rano

Malezja, Kuala Lumpur, Petronas Towers, 7.00 rano

Petronas Towers to najwyższe obecnie bliźniacze wieże (a do 2004 roku w ogóle najwyższe budynki) na świecie. 452 metry, 88 pięter, połączone mostem na wysokości 170 metrów (między 41. a 42. piętrem). Dla porównania najwyższa, póki co, budowla w Polsce, oczywiście Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, ma zaledwie 237 metrów i 42 piętra. Rekordzista w tej kwestii to dubajski Burj Khalifa (826 m, 206 pięter). Wróćmy jednak do malezyjskich gigantów.

Malezja, Kuala Lumpur, Petronas Towers połączone Sky Bridge'm

Malezja, Kuala Lumpur, Petronas Towers połączone Sky Bridge’m

Dlaczego powinno się tam być już wcześnie rano? Otóż bilety pozwalające odwiedzić Skybridge i wjechać na górny taras widokowy są ograniczone. Wizyty od 9.00-21.00, cały tydzień oprócz poniedziałku, odbywają się z „przewodnikiem” w grupach 10-15 osób co 15 minut. Weekend, który wybraliśmy na odwiedzenie KL okazał się dniami, w których odbywały się zawody Formuły 1. Niestety nie ogarnęliśmy tego wcześniej i czas nie pozwolił nam zostać (bo ceny biletów nie były takie najgorsze). W każdym razie, w związku z tym miasto było pełne turystów. Ostatecznie dotarliśmy pod wieże koło 8.30, a ogonek przed nami liczył już +/- 50 osób.

Malezja, Kuala Lumpur, bilety wstępu na Petronas Towers

Malezja, Kuala Lumpur, bilety wstępu na Petronas Towers

Przed wejściem do windy przywitał nas hologram informujący o historii powstania budynku i oczywiście zasadach bezpieczeństwa podczas wizyty.

Malezja, Kuala Lumpur, Petronas Towers, hologram opowiadający historię budynku

Malezja, Kuala Lumpur, Petronas Towers, hologram opowiadający historię budynku

Później już tylko czas na przyjemności, winda pokonująca 1 piętro na sekundę, 15 minutowy spacer po Skybridge..

Malezja, Kuala Lumpur, Petronas Towers, widok ze Sky Bridge

Malezja, Kuala Lumpur, Petronas Towers, widok ze Sky Bridge

 .. i wisienka na torcie – taras widokowy na wysokości 86. piętra. Czy trzeba mówić, że widok jest niesamowity?
Malezja, Kuala Lumpur, Petronas Towers, 86 (!) piętro

Malezja, Kuala Lumpur, Petronas Towers, 86 (!) piętro

Malezja, Kuala Lumpur, Petronas Towers, widok na miasto z 86. piętra

Malezja, Kuala Lumpur, Petronas Towers, widok na miasto z 86. piętra

Malezja, Kuala Lumpur, Petronas Towers, widok na miasto z 86. piętra

Malezja, Kuala Lumpur, Petronas Towers, widok na miasto z 86. piętra

Pod wieże wróciliśmy też po zmroku, zobaczyć moc świetlistych wież.

Malezja, Kuala Lumpur, Petronas Towers nocą

Malezja, Kuala Lumpur, Petronas Towers nocą

Malezja, Kuala Lumpur, kolorowe fontanny przed Petronas Towers

Malezja, Kuala Lumpur, kolorowe fontanny przed Petronas Towers

W międzyczasie dotarliśmy do naszego hotelu (czysto, bez robaków i blisko centrum w przyzwoitej cenie!), podziwialiśmy świniaka wywieszonego na haku w miejscu, w którym powinna znajdować się witryna sklepowa (a także stojącego za nim pana rzeźnika, który odkrawał kawałki tego, wywieszonego w 33 stopniowym upale, mięsa – za pewne pyszności..), znalazły się nawet miejsca, w których mężczyźni mogą zostać ogoleni brzytwą, a także budynek Bangunan Sultan Abdul Samad, była siedziba Sądu Najwyższego Malezji, w okolicy której odbywał się festyn.
Malezja, Kuala Lumpur, Bangunan Sultan Abdul Samad

Malezja, Kuala Lumpur, Bangunan Sultan Abdul Samad

Malezja, Kuala Lumpur, Bangunan Sultan Abdul Samad

Malezja, Kuala Lumpur, Bangunan Sultan Abdul Samad

Malezja, Kuala Lumpur, zachód słońca nad Bangunan Sultan Abdul Samad

Malezja, Kuala Lumpur, zachód słońca nad Bangunan Sultan Abdul Samad

Droga powrotna spod Petronas Tower przypomniała nam o poranku. Mapa absolutnie nie pokaże, że budynki wzdłuż drogi są raczej opuszczone. Z naszym szczęściem oczywiście takie ulice udało nam się wybrać, więc uważając na ludzi śpiących czasem gdzieś pod murem budynku i karaluszki przebiegające tuż przed nogami (o zgrozo, byłam w japonkach..) wróciliśmy do hotelu. Pokazało to straszny kontrast miasta – z jednej strony bogate centrum z drapaczami chmur, a tuż obok zapomniane dzielnice.
Malezja, Kuala Lumpur, opuszczone budynki niedaleko centrum

Malezja, Kuala Lumpur, opuszczone budynki niedaleko centrum

Malezja, Kuala Lumpur, zamknięte sklepy o zmroku

Malezja, Kuala Lumpur, zamknięte sklepy o zmroku

W niedzielę postanowiliśmy wybrać się do Batu Caves, hinduskich świątyń znajdujących się pod Kuala Lumpur, do których można szybko dojechać szynobusem. Malezja w dużej mierze jest krajem muzułmańskim, co można obserwować zarówno na straganach jak i w transporcie publicznym.
Malezja, Kuala Lumpur, stragan na dworcu oferujący hidżaby, nikaby i burki

Malezja, Kuala Lumpur, stragan na dworcu oferujący hidżaby, nikaby i burki

Malezja, Kuala Lumpur, przedział tylko dla kobiet

Malezja, Kuala Lumpur, przedział tylko dla kobiet

Malezja, Kuala Lumpur, zakazy między innymi całowania się (nieobyczajnego zachowania)

Malezja, Kuala Lumpur, zakazy między innymi całowania się (nieobyczajnego zachowania)

Dojazd do Batu Caves jest bardzo dobry, stacja znajduje się u podnóża jaskiń, wystarczy dotrzeć na dworzec w Kuala Lumpur.. W tej kwestii znów mapa wzięła górę nad nami i trochę nakombinowaliśmy, żeby tam dotrzeć, bo szkoda nam się było tłuc autobusem, które nota bene absolutnie nie posiadają tłumików, robiąc hałas gorszy niż zapadły pekaes pod górkę.
Cały kompleks rozpoczyna się figurą Hanumana (zielony pomnik po lewej) i Entrance Shrine (świątynia wejściowa?).
Malezja, okolice Kuala Lumpur, Batu Caves

Malezja, okolice Kuala Lumpur, Batu Caves

Do głównej Jaskini Katedralnej prowadzą 272 całkiem wysokie schody, a u podnóża stoi 43 metrowa, złota statua hinduskiego boga wojny Murugana. Co roku odbywa się tutaj festiwal Thaipusam, związany z narodzinami tegoż boga, przyciągający tysiące wyznawców.
Malezja, okolice Kuala Lumpur, Batu Caves - jaskinie Batu, statua Murugana

Malezja, okolice Kuala Lumpur, Batu Caves – jaskinie Batu, statua Murugana

Kiedy już udało nam się pozbierać nogi po tej wspinaczce (niech żyje brak kondycji) weszliśmy do środka jaskini, w której znajduje się ołtarz, mnóstwo figur i malowideł. Przyznaję, że ze względu na wszechobecne zwierzęta (głównie małpy – makaki), które z toalet nie korzystają, wewnątrz trochę śmierdzi i trzeba uważać pod nogi, ale mimo wszystko warto się tam wdrapać. Na pewno dużo okazalej wygląda ta świątynia podczas święta, kiedy ilość dekoracji i kwiatów jest przeogromna.

Malezja, okolice Kuala Lumpur, Batu Caves - jaskinie Batu, główna jaskinia

Malezja, okolice Kuala Lumpur, Batu Caves – jaskinie Batu, główna jaskinia

Malezja, okolice Kuala Lumpur, Batu Caves - jaskinie Batu, obrządek religijny w głównej świątyni

Malezja, okolice Kuala Lumpur, Batu Caves – jaskinie Batu, obrządek religijny w głównej świątyni

Malezja, okolice Kuala Lumpur, Batu Caves - jaskinie Batu, rzeźby w głównej jaskini

Malezja, okolice Kuala Lumpur, Batu Caves – jaskinie Batu, rzeźby w głównej jaskini

Malezja, okolice Kuala Lumpur, Batu Caves - jaskinie Batu, może papieroska?

Malezja, okolice Kuala Lumpur, Batu Caves – jaskinie Batu, może papieroska?

Malezja, okolice Kuala Lumpur, Batu Caves - jaskinie Batu, małpa jedząca na środku świątyni

Malezja, okolice Kuala Lumpur, Batu Caves – jaskinie Batu, małpa jedząca na środku świątyni

Można też zajrzeć tam do muzeum albo powspinać się po skałkach, ale na to już zabrakło nam czasu.
Na koniec naszej wycieczki, przejechaliśmy się jednoszynową kolejką pod Menara Tower, jedną z najwyższych wież telewizyjnych (421 m).
Malezja, Kuala Lumpur, Rapid KL - jednoszynowa kolejka

Malezja, Kuala Lumpur, Rapid KL – jednoszynowa kolejka

Malezja, Kuala Lumpur, bilet na Rapid KL w formie żetonu

Malezja, Kuala Lumpur, bilet na Rapid KL w formie żetonu

Malezja, Kuala Lumpur, Menara Tower

Malezja, Kuala Lumpur, Menara Tower

Na koniec krótkie zakupy – o taak, raj cenowy, nie tylko w stosunku do cen singapurskich, ale do polskich też. W centrum handlowym udało nam się znaleźć outlet markowych rzeczy, w którym na przykład tradycyjne modele trampków Convers chodziły po +/- 100 zł. Nie ma to jak zakupy u źródła. W końcu wiele marek szyje się w południowo-wschodniej Azji.
Wieczorem byliśmy z powrotem w Singapurze.
Moim zdaniem 2 dni w zupełności wystarczą, żeby zwiedzić Kuala Lumpur. Oczywiście pominęliśmy kilka atrakcji, bo na 3h zatrzymał nas deszcz, ale nie była to duża strata. Najważniejsze to i tak Petronas Towers i Batu Caves. Już samo spacerowanie oraz zakupy i jedzenie w lokalnych miejscach pokazują wystarczająco odmienność i charakter tego miasta i kraju. A, i nie jest wcale tak źle jak straszą internety, podstawowa ostrożność w miejscach publicznych i pamiętanie, że europejskie żołądki są wrażliwsze niż lokalne. Lepiej, żeby nie piliło do toalety, kiedy znamienita większość wygląda tak:
Malezja, Kuala Lumpur, typowa toaleta w Malezji

Malezja, Kuala Lumpur, typowa toaleta w Malezji

A zamiast papieru mamy węża z wodą (zwykliśmy nazywać go swojsko: szlauchem :D ). Na szczęście większość miejsc, obok takich przybytków, posiada te „standardowe” muszle, ale papieru i tak nie ma ;)

Malezja, Kuala Lumpur, reklama operacji plastycznych na dworcu kolejowym

Malezja, Kuala Lumpur, reklama operacji plastycznych na dworcu kolejowym

Malezja, okolice Kuala Lumpur, zakaz plucia w świątyni w Batu Caves

Malezja, okolice Kuala Lumpur, zakaz plucia w świątyni w Batu Caves

Malezja, Kuala Lumpur, ciekawa jestem, które z tych słów tłumaczy się na "pijak" ;)

Malezja, Kuala Lumpur, ciekawa jestem, które z tych słów tłumaczy się na „pijak” ;)

święta, święta? – Tajlandia, Krabi

Tak się złożyło, że o powrocie do Polski na Święta nie było mowy. Jakkolwiek jest się religijnym lub nie, Boże Narodzenie to przede wszystkim tradycja. Choinka, zima, opłatek, 3 dni jedzenia, rodzinka i prezenty. Człowiek to docenia i zauważa, kiedy nie może w tym uczestniczyć. Na tym końcu świata pogoda ułatwia trochę przejść ten czas. Najzwyczajniej w świecie, przy temperaturze +30 na dworze nie czuje się atmosfery świąt. Nie licząc klimatyzowanych sklepów, w których leci Last Christmas (na przemian z Gangam Style..).
Co by jednak w samotności nie siedzieć w domu, dołączyłam do znajomych, którzy planowali wypad do Tajlandii. Niecałe 5 dni odpoczynku wydawało się dobrą opcją na przetrwanie świątecznego okresu.
Tajlandia sama w sobie drogim krajem absolutnie nie jest, z Singapuru można złapać tam tanie loty z AirAsią albo Tigerem, a od kilku lat Polakom wiza jest tam niepotrzebna. Nam udało się znaleźć najtańsze połączenie w opcji: nocnym autobusem do Kuala Lumpur w Malezji, przesiadka na samolot do Tajlandii, z powrotem już bezpośrednio do Singapuru. Wyruszaliśmy w czwartek w nocy, więc po pracy chwila do domu, żeby się dopakować i ahoj przygodo! W międzyczasie doszły do Nas wieści, że znajomi, którzy wyruszyli tą samą trasą dzień wcześniej spóźnili się na samolot, bo kierowca wysadził ich nie na tym lotnisku (Kuala Lumpur ma ich przynajmniej dwa..). Myślę, że nasz kierowca miał nas przez tę historię dosyć, kiedy milion razy upewnialiśmy się, że zawiezie nas na dobre lotnisko. Nie mniej jednak udało się bez problemu i w piątek rano byliśmy w Krabi.
Krabi to prowincja jakich wiele w Tajlandii. Nie sposób nazwać tego miastem, bo owszem jest jakaś główna ulica ze sklepami itd ale wiele miejsc nazywanych wciąż jako Krabi nie ma nawet dobrej drogi dojazdowej. Wszędzie trzeba poruszać się tuk-tukami (takie taksówki, wyglądające jak zadaszone pick-upy), a nawet kierowcy się gubią albo potrafią wysadzić Cię gdzieś mówiąc, że do celu trzeba przejść ileśtam lasem albo plażą. Tak też było w naszym przypadku, bo okazało się, że nasz ośrodek nie ma drogi dojazdowej.. Więc na dzień dobry czekał nas 20 minutowy spacer z plecakami po plaży w pełnym słońcu.. W końcu znaleźliśmy nasz J2B, ośrodek tuż przy brzegu. I chociaż domki na plaży brzmią jak łaaaaał, to szału to nie robi, kiedy okazuje się, że ciepłej wody pod prysznicem nie ma, prąd jest tylko od 19.00 do 6.00, także zapomnij o klimatyzacji czy wentylatorze, Internet jest jak zawieje, a do miasta kawał drogi. Nie mniej jednak – keep smiling, miało być tanio to jest :)
Tajlandia, Krabi, recepcja naszego ośrodka

Tajlandia, Krabi, recepcja naszego ośrodka

Gdy już udało nam się trochę odespać, a dla własnego bezpieczeństwa spałam pod siatką (chyba już wspominałam, że mam alergię na jad owadów?)..

Tajlandia, Krabi, żywcem mnie nie wezmą!

Tajlandia, Krabi, żywcem mnie nie wezmą!

.. ruszyliśmy na miasto. No właśnie. Jak tu się wydostać? Idziemy wzdłuż plaży, hmm.. kawałek dalej coś co wygląda jak zatoka, z miastem po drugiej stronie, to chyba obejdziemy? Podpływa do nas jednak łajba i łamanym angielskim słyszymy, że tam przejścia nie ma, tzn jest, ale jakieś 5km dalej, mostu nie ma, trzeba przepłynąć na drugą stronę, albo taksówką na około. Odpaliliśmy więc trochę lokalnych Bahtów i pan przewiózł nas na drugą stronę. Oczywiście pierwsza naczelna zasada, aby nie wyjść na gbura – trzeba się targować. Wszędzie gdzie nie ma kas fiskalnych, a nawet czasem i tam.
Pierwsze kroki po drugiej stronie i historia daje o sobie znać, bo to właśnie tutaj w grudniu 2004 roku uderzyło tsunami..
Tajlandia, Krabi, droga ewakuacyjna na wypadek tsunami

Tajlandia, Krabi, droga ewakuacyjna na wypadek tsunami

Elektryczność raz jest raz nie ma, nasz domek miał ją z własnego agregatu.

Tajlandia, Krabi, mistrzowie elektryki

Tajlandia, Krabi, mistrzowie elektryki

Swoją drogą któregoś dnia wprowadziła się do domku obok para z Rosji. 1. w nocy, a za moim pokojem coś strasznie bzyczy, jakby przepięcia elektryczne szły. Mówię do Nataly, z którą dzieliłam pokój, że chyba coś jest nie tak, w każdym razie ja nie mogę przez to zasnąć. Wstała więc i obudziła chłopaków w pokoju obok, a kiedy oświetlenie ośrodka zaczęło mrugać, stwierdzili, że nie ma co czekać, tylko trzeba zawiadomić właściciela, który mieszkał po drugiej stronie recepcji. Ten momentalnie wyłączył zasilanie w całym ośrodku i ciemność zapadła. Nie ma świateł z ośrodków obok, bo ciemny las je zasłania. Miasta nie widać, tylko księżyc świeci. Ciemno wszędzie.
Co się okazało? Rosjanka włączyła jakieś przedpotopowe urządzenie elektryczne, które nie było dostosowane do napięcia sieci tutaj i prawie wysadziła wszystko w kosmos..
Wracając jednak do spaceru po Krabi to stragan po straganie sprzedają „markowe” wszystko, od RayBanów przez Conversy po gacie od CalvinaKleina i paski Gucciego. Są też stragany z jedzeniem, na których to w 30 stopniowym upale można kupić pieczone ryby czy kurczaki, od których mój europejski żołądek na pewno z miejsca górnym lub dolnym ujściem powiedziałby, co o tym myśli. Można też zjeść w swojskim McDonaldsie, a czasem jedzenie patrzy na Ciebie z talerza.
Tajlandia, Krabi, może rybkę?

Tajlandia, Krabi, może rybkę?

Tajlandia, Krabi, McDonalds po tajsku

Tajlandia, Krabi, McDonalds po tajsku

Tajlandia, Krabi, siema!

Tajlandia, Krabi, siema!

Do Tajlandii wybraliśmy się dość sporą zbieraniną znajomych i ich znajomych, było nas 11 osób co znacznie ułatwia takie wypady, kiedy trzeba zarezerwować łódź albo jakąś wyprawę (przede wszystkim cenowo ułatwia). Na następny dzień zaplanowaliśmy więc park linowy w lesie tropikalnym i quady.
Tajlandia, Krabi, park linowy

Tajlandia, Krabi, park linowy

Tajlandia, Krabi, dżungla

Tajlandia, Krabi, dżungla

Przyznaję, że nasze zasiedziałe za komputerami organizmy dostały niezły wycisk, a ja zaliczyłam nawet kąpiel w rzece z tym quadem, bo mi się noga z hamulca ześlizgnęła.. Siniaków i obtarć przybyło, ale zadowoleni jak dzieci wróciliśmy wieczorem na ‚naszą’ plażę dać się pokąsać komarom..

Kolejny dzień poświęciliśmy na nurkowanie. Wśród nas tylko jedna osoba miała licencję na nurkowanie z butlą, reszta musiała zadowolić się maskami z rurką. Od kumpla z pracy pożyczyłam aparat do zdjęć podwodnych.
Tajlandia, Krabi, ryba w wodzie

Tajlandia, Krabi, ryba w wodzie

Tajlandia, Krabi, meduza atakowana przez ryby

Tajlandia, Krabi, meduza atakowana przez ryby

Woda była dość przejrzysta, nurkowaliśmy wśród skał, których wszędzie pełno, nawet na środku morza. Zabawy co nie miara, dopóki nie pojawiły się meduzy. I nie tylko te różowe, którą widzicie na zdjęciu. Było pełno małych, praktycznie niewidocznych meduz, które parząc co jakiś czas (uczucie jak wbicie kilkunastu igieł w jedno miejsce) psuły zabawę. Ja oczywiście muszę być wyjątkowa, więc jedna taka niewidzialna oparzyła mi.. usta. Z wargą jak po botoksie odechciało mi się dalszego nurkowania w drugim miejscu, gdzie pojawiły się duże, różowe meduzy.
Dzień później, okazało się że nasze nurkowanie z maską było trochę stratą pieniędzy. Wynajęliśmy sobie speedboat, która pruła prze wodę jak żyleta, przyprawiając co-niektórych o zaczątki choroby morskiej (nikt nie mógł zrozumieć z czego ja się tak cały czas cieszę, skoro buja góra-dół i na boki, aż się woda wlewa na pokład. Mój błędnik jest po prostu nieczuły na coś takiego, a nawet więcej – podobnie jak rollercoastery, taka zabawa wyzwala u mnie morze endorfin ;) ) Naszym celem była Phi Phi Island (tak przy okazji to podobno na tej wyspie był kiedyś kręcony film z Leonardo DiCaprio). Po drodze jednak zatrzymywaliśmy się kilka razy, najpierw na pięknie piaszczystej plaży, z której od razu zrezygnowaliśmy jak okazało się, że jest częścią parku narodowego i trzeba płacić. I tutaj rada praktyczna: jak wytłumaczyć sternikowi tej łajby, że chcemy darmową plażę? Im mnie słów tym lepiej, zawiłe sentencje po angielsku nie sprawdzą się, a zwykłe ” NO MONEY” trafia od razu!
Popłynęliśmy więc najpierw na małą plażę, gdzie było pełno żywych muszli – to co w tych muszlach żyło czasem nawet przebiegło Ci po stopie! Na pokładzie znalazło się całkiem sporo masek z rurką, więc mogliśmy ponurkować, a woda była dużo czystsza niż poprzedniego dnia. Później oglądaliśmy mieszkanie (?) urządzone w skałach na środku morza – XXI wiek, nawet panele słoneczne! Wyspa małp..
Tajlandia, wyspa Phi Phi, Monkey Beach, małpa z małpiątkiem

Tajlandia, wyspa Phi Phi, Monkey Beach, małpa z małpiątkiem

Tajlandia, wyspa Phi Phi, Monkey Beach, jakiś problem?

Tajlandia, wyspa Phi Phi, Monkey Beach, jakiś problem?

 .. i na koniec docelowa wyspa, na której byliśmy w sumie tylko chwilę, udało nam się jednak zjeść obiad w miejscu, które całkiem niedawno było zmiecione z powierzchni ziemi.

Tajlandia, wyspa Phi Phi, podziękowanie za pomoc po tsunami

Tajlandia, wyspa Phi Phi, podziękowanie za pomoc po tsunami

Tajlandia, wyspa Phi Phi, co autor miał na myśli?!

Tajlandia, wyspa Phi Phi, co autor miał na myśli?!

Był to dzień wigilijny, więc wieczorem wybraliśmy się do miasta na tajski masaż i kolację. A kiedy wy zajadaliście się karpiem i makowcem to mi przyszło jeść ryż z owocami morza.. Wcześniej jednak postanowiliśmy w wodzie poczuć trochę atmosfery świąt.

Tajlandia, Krabi, święta!

Tajlandia, Krabi, święta!

I chociaż wróciłam posiniaczona od quada, parku linowego i wdrapywania się na łódkę, pokąsana przez komary i cholera wie co jeszcze i poparzona przez meduzy to były to całkiem udane święta.
Takie wyjazdy dobrze jest organizować w dużej grupie i chociaż ja wolę zwykle kameralne grona, to nie sprzyjają one niskim kosztom. A tak zawsze chętniej zjeżdżali nam z ceny, bo stracić 11 klientów to trochę kiepsko ;) I to co z Polski zawsze wydaje się jakimś drogim luksusem – wakacje pod palmami, wcale aż tak drogie nie jest, myślę że koszty lokalne mogły być nawet niższe niż ceny nad pięknym, polskim morzem. Różnica tylko taka, że z Singapuru jest bliżej, bo z Polski bilet to już inna historia.
Tajlandia, Krabi, sąsiedni ośrodek

Tajlandia, Krabi, sąsiedni ośrodek

Tajlandia, Krabi, zachód słońca

Tajlandia, Krabi, zachód słońca

Tajlandia, Krabi, świąteczna atmosfera

Tajlandia, Krabi, świąteczna atmosfera

Tajlandia, Krabi, skały

Tajlandia, Krabi, skały

Tajlandia, Krabi, muszelki!

Tajlandia, Krabi, muszelki!

A licencję na nurkowanie z butlą to ja jeszcze zrobię!