jedzenie

niezły sajgon! – Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), akt I

Ostatni w tym roku długi weekend przypadał na tydzień przed moimi urodzinami. I chociaż okazja wcale nie jest potrzebna, aby udać się w podróż, to przyjemnie jest to sobie połączyć. Wietnam był na tapecie już od jakiegoś czasu, więc wybór miejsca przyszedł szybko.
Dużo nie brakło, a wcale byśmy tam nie dojechały. Zaczęło się już kilka tygodni przed zaplanowaną podróżą, gdy okazało się, że rezerwacja naszych biletów nie jest taka jaka być powinna. Gdy ten błąd został naprawiony i przyszło już do wyjazdu, minuty sprawiły, że wszystkie połączenia udało się zgrać. Jak wiadomo, latanie gdziekolwiek z Singapuru jest drogie, więc warto rozejrzeć się za tańszymi lotami z Malezji. My wybrałyśmy wczesno-poranny lot z Kuala Lumpur. Singapur -> Johor Bahru -> Kuala Lumpur -> Ho Chi Minh City. Nasza podróż zaczęła się o 20.00 dzień wcześniej, kiedy to autobusem Causeway Link, wraz z ogromnym potokiem ludzi, busów, samochodów i motocykli, próbowałyśmy przekroczyć lądową granicę z Malezją. W weekendy przejście graniczne pęka w szwach. Już po malezyjskiej stronie, w Johor Bahru, musiałyśmy jeszcze dotrzeć na dworzec autobusowy w głębi miasta, a tam przesiąść się na autokar do Kuala Lumpur. Koniec końców, nasz autobus z Johor do KL złapałyśmy na 10 minut przed odjazdem (zakładałyśmy że będziemy przynajmniej godzinę przed czasem) i dalej już bez przygód dotarłyśmy na lotnisko i do Wietnamu.
Aby wjechać do Wietnamu, trzeba się wcześniej ubiegać o wizę lub przynajmniej o zgodę na wydanie wizy na lotnisku. My skorzystałyśmy z tej drugiej opcji. Cała procedura wizowa na lotnisku jest strasznie chaotyczna, więc chyba lepiej już wysilić się wcześniej i załatwić wizę w swoim kraju. Nadmienię, że wietnamska wiza jest okrutnie droga. Najdroższa, za jaką przyszło mi do tej pory zapłacić..
Wietnam to dla mnie 3 główne skojarzenia: wojna w Wietnamie, sajgonki i stożkowe kapelusze. W ciągu tych 3 dni, udało nam się doświadczyć wszystkich tych elementów.
Zaczęłyśmy od przedpołudnia w muzeum War Remnants Museum, w dosłownym tłumaczeniu, muzeum pozostałości wojennych. Podróże są dla mnie niesamowitą lekcją historii. Przyznaje się bez bicia, że nigdy nie pociągała mnie ta dziedzina nauki. Może dlatego, że na lekcjach w szkole niewiele było historii współczesnej? Tych najbliższych wydarzeń, kiedy to moi rodzice, byli już na świecie. Zwykle lekcje kończyły się, na II wojnie światowej. A wojny trwały dalej i wciąż trwają. Mimo, że człowiek o tym wszystkim wie, chociażby z wiadomości, poranek w wietnamskim muzeum bardzo namacalnie uświadomił mi, że to się nigdy nie skończy.
Muzeum to przede wszystkim kolekcja zdjęć, plakatów propagandowych oraz eksponatów broni i pojazdów z okresu wojny w Wietnamie, większość ekspozycji uwypukla krzywdy, wyrządzone cywilnej ludności przez amerykańskich żołnierzy. Czytając historię ze ścian muzeum, odkrywając podstawowe fakty o wojnie, jej przyczynach i przebiegu, najbardziej wstrząsnął mną wątek o trujących herbicydach, które były rozpylane. Swoje żniwo wciąż zbiera agent orange, rozpylany przez amerykańskie wojska, celem niszczenia dżungli i roślinności, w której ukrywali się partyzanci. Chemikalia, stały się przyczyną chorób (głównie nowotworowych) ludzi którzy bezpośrednio mieli kontakt z substancją w czasie wojny. Spowodowały także zmiany w ich kodzie genetycznym, przez co ich potomkowie często rodzą się z defektami (na przykład: brak lub niedorozwinięte kończyny, zniekształcona twarz, problemy skórne..) oraz upośledzeniem umysłowym. Galeria poświęcona zdjęciom ofiar agent orange wywołała przerażenie i strach, do czego ludzkość jest zdolna. Nawet teraz, kiedy to wspominam, czuję dreszcze na plecach. Bo te ofiary to nie tylko portrety w muzeum, można spotkać ich na ulicy czy w parku..
Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), War Remnants Museum - Muzeum Pozostałości Wojennych, amfibia

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), War Remnants Museum – Muzeum Pozostałości Wojennych, amfibia

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), War Remnants Museum - Muzeum Pozostałości Wojennych

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), War Remnants Museum – Muzeum Pozostałości Wojennych

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), War Remnants Museum - Muzeum Pozostałości Wojennych, artyleria wojskowa na dziedzińcu przed muzeum

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), War Remnants Museum – Muzeum Pozostałości Wojennych, artyleria wojskowa na dziedzińcu przed muzeum

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), War Remnants Museum - Muzeum Pozostałości Wojennych, poster

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), War Remnants Museum – Muzeum Pozostałości Wojennych, poster

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), War Remnants Museum - Muzeum Pozostałości Wojennych, bomby

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), War Remnants Museum – Muzeum Pozostałości Wojennych, bomby

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), War Remnants Museum - Muzeum Pozostałości Wojennych, obrazowa statystyka

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), War Remnants Museum – Muzeum Pozostałości Wojennych, obrazowa statystyka

Po drodze z muzeum do hotelu zatrzymałyśmy się na obiad. Obowiązkowo sajgonki, podawane z koszykiem świeżych ziół oraz zupka Pho, czyli tradycyjna wietnamska zupa, o piernikowym posmaku i lokalne piwo o lekkim smaku. Menu restauracji trochę nas jednak zaskoczyło..

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), pozycja szósta - mięso z psa?!

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), pozycja szósta – mięso z psa?!

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), przyjemna restauracja niedaleko muzeum

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), przyjemna restauracja niedaleko muzeum

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), na pierwszym planie tradycyjna zupa Pho, w tle sajgonki i sałatka, jest i piwo!

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), na pierwszym planie tradycyjna zupa Pho, w tle sajgonki i sałatka, jest i piwo!

Wieczorem nogi zaprowadziły nas na lokalny market Ben Thanh, gdzie można kupić milion jeden podrabianych rzeczy, wietnamską kawę i płyty z lokalną muzyką od sprzedawców na rowerach. Ulice nie różnią się wiele od typowego ruchu drogowego w Azji południowo-wschodniej – morze skutero-motorów i brak zasad. Jeśli jednak zdać sobie sprawę, że kraj ten całkiem niedawno ogarnięty był wojną, to imponuje jego dzisiejszy wygląd. Sajgon wydaje się być zbalansowany między typowym, trochę chaotyczno-brudnym, miastem tego regionu świata, a europejskimi standardami. Może dlatego tak bardzo mi się tam podoba?

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), lady, buy coconut, cheap price for you!!!

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), lady, buy coconut, cheap price for you!!!

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), drink z palemką, wersja wietnamska

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), drink z palemką, wersja wietnamska

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), street food, czyli jedzenie bardzo uliczne

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), street food, czyli jedzenie bardzo uliczne

W drodze powrotnej do hotelu, zachęcono nas do wejścia na drinka do baru jazzowego, w którym odbywał się koncert na żywo. Saxo Club to nie tylko muzyka, ale też ciekawa historia. Bar jest chyba rodzinnym interesem, gwiazdą wieczoru był saksofonista, który po kilku numerach zaprosił na scenę.. swoją 10-letnią córkę, również grającą na saksofonie. Razem dali niezły koncert, a my dodatkowo umiliłyśmy sobie czas żubrówką upatrzoną przy barze :) Ich koncerty muszą się tam odbywać regularnie, bo zdjęcia ojca i córki znajdują się nawet na podkładkach pod szklanki. Jakość dźwięku nie jest niestety najlepsza, wbudowany mikrofon nie radzi sobie najlepiej. Nie chce mi ktoś sprezentować porządnego mikrofonu zewnętrznego? ;)

Kolejny dzień zaczęłyśmy od przeprawy do Cu Chi tunnels – znajdujących się około 70 km od Sajgonu, wydrążonych w ziemi tuneli, w których ukrywali się partyzanci Wietkongu w czasie wojny. Podobno można tam dojechać autokarem wycieczkowym, ale ja wolę lokalne autobusy i trochę przygody. Wybrałyśmy część tuneli Ben Duoc, ponieważ Ben Dinh jest podobno bardzo zatłoczona przez turystów – decyzja ta była strzałem w dziesiątkę. Tak więc najpierw autobusem linii 13 jechałyśmy całe wieki z dystryktu 1 na „dworzec autobusowy” Cu Chi (ostatni przystanek), by tam przesiąść się w 79 i dzięki niezawodnemu językowi domyślno-migowemu powiedzieć kierowcy gdzie ma nas wysadzić (przystanki niby są, ale autobus może cię wysadzić/zabrać gdziekolwiek na trasie). Wzbudzałyśmy oczywiście ogólne zainteresowanie podróżnych, a na przystanku, pan kierowca autobusu koniecznie chciał mieć ze mną zdjęcie :)
Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), szczęśliwa trzynastka (zauważcie świeże kwiaty stojące w wazonie na desce!)

Wietnam, Ho Chi Minh City (Sajgon), szczęśliwa trzynastka (zauważcie świeże kwiaty stojące w wazonie na desce!)

Wietnam, Cu Chi, dworzec autobusowy

Wietnam, Cu Chi, dworzec autobusowy

Wietnam, Cu Chi, dworzec autobusowy - pan kierowca :)

Wietnam, Cu Chi, dworzec autobusowy – pan kierowca :)

Tunele oprócz funkcji mieszkalnych pełniły także role szpitali, kuchni, centr dowodzenia czy składowisk amunicji. Musiały być dobrze zamaskowane, aby tunnel rats (szczury tunelowe, nazwa formacji amerykańskich żołnierzy, których zadaniem było likwidowanie tuneli) nie mogły ich dostrzec. Oryginalne tunele zostały wykopane ręcznie, za pomocą saperek. Zastanawiam się teraz, gdzie oni ukrywali wykopaną ziemię,tak żeby nie wzbudzała podejrzeń. Patenty na wentylację czy ukrycie wydostającego się spod ziemi dymu z kuchni, robią wrażenie. Pomyśleć, że ludzie spędzali tam czasem i wiele dni pod rząd..

Tunele zostały zrekonstruowane i miejscami poszerzone, żeby zmieścić zachodnich turystów, co nie zmienia faktu, że i tak jest tam wąziutko i klaustrofobia się włącza. O dziwo moje szerokie biodra zmieściły się przez ten mały prostokąt w ziemi :D
Wietnam, Cu Chi, Cu Chi Tunnels (Ben Duoc), inscenizacja - partyzanci z Wietkongu

Wietnam, Cu Chi Tunnels (Ben Duoc), inscenizacja – partyzanci z Wietkongu

Wietnam, Cu Chi, Cu Chi Tunnels (Ben Duoc), ukryte kanały wentylacyjne tuneli (te małe dziurki w kamieniu)

Wietnam, Cu Chi Tunnels (Ben Duoc), ukryte kanały wentylacyjne tuneli (te małe dziurki w kamieniu)

Wietnam, Cu Chi, Cu Chi Tunnels (Ben Duoc), wejścio-wyjście tuneli

Wietnam, Cu Chi Tunnels (Ben Duoc), wejścio-wyjście tuneli

Wietnam, Cu Chi, Cu Chi Tunnels (Ben Duoc), jedna z wielu pułapek na intruzów

Wietnam, Cu Chi Tunnels (Ben Duoc), jedna z wielu pułapek na intruzów

Na terenie parku z tunelami, znajdowały się też miniatury różnych budynków.

Wietnam, Cu Chi, Cu Chi Tunnels (Ben Duoc), miniatura Ngo Mon (Hue), panienka z mini okienka

Wietnam, Cu Chi Tunnels (Ben Duoc), miniatura Ngo Mon (Hue), panienka z mini okienka

Po takiej przeprawie nadawałyśmy się tylko pod prysznic. Wieczorny plan zakładał jeszcze przedstawienie w teatrze lalek wodnych, na które nie udało nam się dotrzeć dzień wcześniej, ale o tym już później.

JP na 100% – Japonia, akt IV: Japonia i Japończycy

Tak jak wspomniałam w poprzedniej notce, Japonia jako całość kultury, kuchni, wynalazków i ludzi, zasługuje na osobną notkę. Japończycy są znani z dwóch rzeczy: niezwykłej kultury bycia z jednej strony i skrajnych dziwactw z drugiej. Oba obrazy udało nam się zaobserwować.
Zacząć i skończyć trzeba od ukłonów. Wydawałoby się, że takie rytuały w dzisiejszych czasach odchodzą do lamusa. Nie w Japonii. Absolutne rekordy biją kasjerki w supermarketach, które ukłonią Ci się gdy:
– dołączysz do kolejki
– dojdziesz do taśmy
– zaczniesz wykładać produkty na taśmę
– nadejdzie Twoja kolej do kasowania
– zaczniesz ogarniać siatki, żeby wygodniej się pakowało
– mówi Ci cenę (chociaż i tak nie rozumiesz)
– kładziesz pieniądze na tackę (w Japonii nie podaje się pieniędzy kasjerowi do rąk)
– odbierasz resztę i paragon
– i na do widzenia jeszcze ze 2 razy dla pewności
Największe zaskoczenie związane z ukłonami spotkało nas w Kyoto, jako że częściej mieliśmy okazję podróżować autobusami. Normą jest, że kierowca autobusu (wysiada się tylko przodem), żegna Cię gdy wysiadasz. Jedna z naszych podróży zaliczyła postój na zmianę kierowcy. Pan wysiadł, odwrócił się przodem do pasażerów, pokłonił się nisko, powiedział ze 2 zdania pożegnania, po czym wysiadł. Chwilę później nowy kierowca wsiadł, odłożył swoje rzeczy za kierownicę i znów, szeroki ukłon i zapewne równie serdecznie werbalne powitanie. Wyobrażacie sobie coś takiego w Polsce? Mnie się to bardzo podobało, sprawia, że ludzie mają do siebie niesamowity szacunek. Co do samych kierowców to prowadzą w rękawiczkach i mają zestaw z mikrofonem na głowie, który umożliwia im na bieżąco komentować trasę dla podróżnych (zapewne coś w stylu „Przepraszam, że tak wolno, ale na Asakusa korki jak zawsze..”). Wypucowane taksówki i kierowcy w garniturach również sprawiają niesamowite wrażenie. Chociaż nigdy nimi nie jeździliśmy, to udało nam się zaobserwować śnieżnobiałe wnętrza i drzwi otwierane automatycznie, gdy pasażer chce wsiąść/wysiąść. Denerwowało Was kiedyś, że pierwszy stopień do wejścia do autokaru jest czasem dość wysoko i trzeba się skrobać? (No dobra, takie doświadczenie mają najczęściej osoby mojego wzrostu i niżej :D ) W Japonii kierowca wyciąga specjalny schodek-podest żeby było łatwiej.
Japonia, Kyoto, mężczyzna w tradycyjnym stroju

Japonia, Kyoto, mężczyzna w tradycyjnym stroju

Japonia, Kyoto, mężczyzna kłania się w stronę odjeżdżającego samochodu swoich gości

Japonia, Kyoto, mężczyzna kłania się w stronę odjeżdżającego samochodu swoich gości

Zwykli Japończycy, stale gdzieś pędzą, metro o poranku szczelnie wypełnia się bielą i czernią koszul i garniturów. Nikt w tym chaosie na siebie nie wpada, wszystko jest na czas, pod linijkę, dokładnie, na miejsce i zorganizowane. Lubują się też w reklamach, które zagracają każdą możliwą przestrzeń publiczną (łącznie z poręczą schodów ruchomych)

Japonia, Tokio, reklamy w metrze

Japonia, Tokio, reklamy w metrze

Japonia, Tokio, reklamy na poręczach ruchomych schodów

Japonia, Tokio, reklamy na poręczach ruchomych schodów

Przede wszystkim w Tokio do głosu dochodzą młodzi ze swoimi kolorowymi włosami, makijażami, soczewkami powiększającymi źrenicę, naklejkami na powieki (aby się załamywały), sztucznymi rzęsami i barwnymi strojami. Buszują często w ogromnych księgarniach z komiksami, w których ja dostawałam zawrotów głowy ;)

Japonia, księgarnia z komiksami

Japonia, księgarnia z komiksami

Japonia, więcej komiksów

Japonia, więcej komiksów

Japonia, Tokio, młodzież w parku przy Miraikan

Japonia, Tokio, młodzież w parku przy Miraikan

Japonia, Tokio, młodzież w parku przy Miraikan

Japonia, Tokio, młodzież w parku przy Miraikan

Japonia, japońskie uczennice

Japonia, japońskie uczennice

Automaty z produktami to chyba kolejna wielka miłość. Większość sprzedaje napoje, ale nam udało się trafić na maszyny oferujące lody na patyku, części do kolejki czy banany.

Japonia, dostawmy jeszcze jeden - tak dla pewności!

Japonia, dostawmy jeszcze jeden – tak dla pewności!

Japonia, napój Boss'a

Japonia, napój Boss’a

Japonia, automat z bananami!

Japonia, automat z bananami!

Japonia, automat z elementami kolejki

Japonia, automat z elementami kolejki

Jeśli już o automatach mowa to świetnie sprawdzają się w restauracjach szybkiej obsługi. Przed wejściem wywieszone jest menu i stoi automat. Wybiera się przycisk odpowiadający zamówionemu daniu, wrzuca pieniądze i odbiera bilecik, który przekazywany jest kelnerce tuż po wejściu do jadłodajni. Nie ma problemu z wydawaniem reszty czy nieporozumieniami przy zamówieniach. Pierwszy raz, gdy skorzystaliśmy z takiego miejsca, nie wiedzieliśmy o automatach, ale pani kelnerka cierpliwe obsłużyła nas w tradycyjny sposób. Później już byliśmy mądrzejsi. Samo jedzenie – wyśmienite. Kuchnia japońska bardzo mi odpowiada. Zanim jednak napełnialiśmy brzuchy sushi, skosztowaliśmy ramenów (japońska zupa z makaronem) i gyozy (japońskich pierożków) – omniom mniom mniom.
Japonia, automaty przed restauracją

Japonia, automaty przed restauracją

Japonia, Maćkowy zestaw o nazwie nieznanej

Japonia, Maćkowy zestaw o nazwie nieznanej

Japonia, gyoza

Japonia, gyoza

Japonia, ramen!

Japonia, ramen!

Japonia, wciągaj zupę pałeczkami! :)

Japonia, wciągaj zupę pałeczkami! :)

Japonia, a na deser: chipsy w czekoladzie i..

Japonia, a na deser: chipsy w czekoladzie i..

Japonia, .. ciacho z kremem z zielonej herbaty!

Japonia, .. ciacho z kremem z zielonej herbaty!

Sushi z taśmy zostało naszym faworytem. Polecam szczególnie to przy stacji kolejowej w Kyoto. Tam każdy talerzyk na taśmie miał taką samą cenę. Siada się przy stoliku będącym okręgiem, po jego wewnętrznej stronie jeździ taśma z sushi, a zupełnie w środku panowie na oczach klientów przygotowują wszystkie smakołyki. Są też specjalne kraniki z ciepłą wodą na stole, aby przygotować sobie matcha – japońską herbatę. Dodatkowo buteleczki z sosami i pudełko z imbirem. Wasabi dodane jest już do samego sushi i wcale nie potrzeba go więcej. W Narze, niedaleko jednego z marketów byliśmy na podobno najdłuższej taśmie sushi na świecie. Tutaj różne kolory talerzyków miały różne ceny. A gdy już ilość zjedzonych maki i nigiri przekroczy zdrowy rozsądek, przyjdzie kelner, policzy talerzyki i wystawi rachunek, oczywiście dużo niższy niż można by oczekiwać za taki posiłek w innych częściach świata.
Japonia, sushi - omnom mnom!

Japonia, sushi – omnom mnom!

Japonia, sushi maki czekają na pocięcie

Japonia, sushi maki czekają na pocięcie

Japonia, sushi na taśmie

Japonia, sushi na taśmie

Japonia, matcha

Japonia, matcha

Japonia, podobno najdłuższa taśma sushi na świecie

Japonia, podobno najdłuższa taśma sushi na świecie

Zostając przy jedzeniu nie sposób pominąć najróżniejszych smaków, które można znaleźć w japońskich marketach. Znane i nieznane marki oferujące zestawienia, o których się nie śniło. KitKaty z wasabi? Proszę bardzo. Lody dyniowe albo herbaciane? Nie ma sprawy. A do tego najdziwniejsze owoce morza, które wolałam jednak podziwiać zza lodówkowej szyby.
Japonia, m&m'sy malinowe

Japonia, m&m’sy malinowe

Japonia, KitKaty o smaku herbaty z prażonym ryżem

Japonia, KitKaty o smaku herbaty z prażonym ryżem

Japonia, małe rybki, dodawane często jako posypka do zup

Japonia, małe rybki, dodawane często jako posypka do zup

Japonia, makaron Hello Kitty

Japonia, makaron Hello Kitty

Japonia, sake, setka od razu w literatce

Japonia, sake, setka od razu w literatce

Japonia, herbata o smaku złotego kiwi

Japonia, herbata o smaku złotego kiwi

Japonia, chipsy o smaku ramenu (zupy)

Japonia, chipsy o smaku ramenu (zupy)

Japonia, lody: dyniowe, różane, zielona herbata, kwiat wiśni

Japonia, lody: dyniowe, różane, zielona herbata, kwiat wiśni

Japonia, Fanta gruszkowa

Japonia, Fanta gruszkowa

Japonia, napój o smaku soli z liczi

Japonia, napój o smaku soli z liczi

Japonia, macki ośmiornicy

Japonia, macki ośmiornicy

Japonia, raj KitKatowy: kwiat wiśni, wasabi, sernik, czerwona fasolka, truskawka, pudding i co tylko

Japonia, raj KitKatowy: kwiat wiśni, wasabi, sernik, czerwona fasolka, truskawka, pudding i co tylko

Japonia, zielona herbata z muscatem - mój faworyt!

Japonia, zielona herbata z muscatem – mój faworyt!

Japonia, mocne piwo owocowe, które okazało się drinkiem w puszce ;)

Japonia, mocne piwo owocowe, które okazało się drinkiem w puszce ;)

Japonia to również kraj niesamowitych toalet z milionem funkcji, które są na porządku dziennym do tego stopnia, że nawet publiczne toalety (notabene – zawsze darmowe) mają jakieś bajery. I chociaż już w pierwszym hotelu w Tokio wydawało mi się, że toaleta z funkcją mycia z przodu i z tyłu to jest high-tech to szybko zostałam wyprowadzona z błędu. Najbardziej rozwinięta posiadała nawet funkcję odtwarzania dźwięku spuszczanej wody (bez fizycznego jej spuszczania) o 3 (!) stopniach głośności. Zastanawiało mnie po co właściwie, ale odpowiedź czekała w jednej z toalet wyposażonej w instrukcje po angielsku. Otóż dźwięk spuszczonej wody ma maskować wszystkie inne wydawane przez człowieka dźwięki podczas posiedzenia. Czy muszę dodawać, że przetestowałam wszystkie funkcje? :D moją ulubioną pozostaje podgrzewana deska!

Japonia, magiczny tron z podgrzewaną deską

Japonia, magiczny tron z podgrzewaną deską

Japonia, panel sterowania tronem

Japonia, panel sterowania tronem

Japonia, krótka instrukcja jak obsłużyć toaletę, poziom: Japonia

Japonia, krótka instrukcja jak obsłużyć toaletę, poziom: Japonia

Jako, że Japończyków dużo, a przestrzeni mało to kompaktowość jest w cenie. Na przykład kompaktowe wanny, w których absolutnie nie da się wygodnie poleżeć, ale można obejrzeć telewizję (!).
Japonia, :D

Japonia, :D

Patenty są wszędzie, a pomysłowości nie można im odmówić. Niekiedy bez obrazkowej instrukcji ani rusz.

Japonia, cewka do usuwania włosów z twarzy

Japonia, cewka do usuwania włosów z twarzy

Japonia, stempelki do parówek

Japonia, stempelki do parówek

Japonia, gustowne opakowanie sznurka do mięsa

Japonia, gustowne opakowanie sznurka do mięsa

Tak naprawdę nie trzeba się specjalnie wysilać, żeby odkryć coś niezwykłego i niecodziennego. Coś, co pozwala zachwycić się Japonią i rozpalić marzenia o powrocie tam któregoś pięknego dnia.
Japonia, salon dla dzieci, w ofercie między innymi trwała i makijaż

Japonia, salon dla dzieci, w ofercie między innymi trwała i makijaż

Japonia, lody o smaku zielonej herbaty, kwiatu wiśni i.. sake!

Japonia, lody o smaku zielonej herbaty, kwiatu wiśni i.. sake!

Japonia, przydrożny przysmak - schłodzone ogórki na patyku

Japonia, przydrożny przysmak – schłodzone ogórki na patyku

Japonia, a może wachlarz z "idolem"?

Japonia, a może wachlarz z „idolem”?

Japonia, kostiumy bohaterów!

Japonia, kostiumy bohaterów!

Japonia, do mnie mówisz?!

Japonia, do mnie mówisz?!

Japonia, książeczka: origami z papieru toaletowego (muszę dodawać, że ją kupiłam? :D)

Japonia, książeczka: origami z papieru toaletowego (muszę dodawać, że ją kupiłam? :D)

Japonia, McDonalds otwarty do 25-tej!

Japonia, McDonalds otwarty do 25-tej!

Można by pisać i pisać, ale już wystarczy, resztę zostawiam do samodzielnego odkrycia. Powiem tylko, że na milion procent warto spłukać się finansowo, byle tylko tam pojechać. Ja na nowo zaczynam odkładać pieniądze do przysłowiowej skarpety, aby kiedyś być tam znów.
Póki co, niedługo po powrocie z Japonii do Singapuru, wykorzystałyśmy z Kasią długi weekend na wypad w stronę północno-zachodnią, o tym jednak kiedy indziej.