miejscowe zwyczaje

JP na 100% – Japonia, akt IV: Japonia i Japończycy

Tak jak wspomniałam w poprzedniej notce, Japonia jako całość kultury, kuchni, wynalazków i ludzi, zasługuje na osobną notkę. Japończycy są znani z dwóch rzeczy: niezwykłej kultury bycia z jednej strony i skrajnych dziwactw z drugiej. Oba obrazy udało nam się zaobserwować.
Zacząć i skończyć trzeba od ukłonów. Wydawałoby się, że takie rytuały w dzisiejszych czasach odchodzą do lamusa. Nie w Japonii. Absolutne rekordy biją kasjerki w supermarketach, które ukłonią Ci się gdy:
– dołączysz do kolejki
– dojdziesz do taśmy
– zaczniesz wykładać produkty na taśmę
– nadejdzie Twoja kolej do kasowania
– zaczniesz ogarniać siatki, żeby wygodniej się pakowało
– mówi Ci cenę (chociaż i tak nie rozumiesz)
– kładziesz pieniądze na tackę (w Japonii nie podaje się pieniędzy kasjerowi do rąk)
– odbierasz resztę i paragon
– i na do widzenia jeszcze ze 2 razy dla pewności
Największe zaskoczenie związane z ukłonami spotkało nas w Kyoto, jako że częściej mieliśmy okazję podróżować autobusami. Normą jest, że kierowca autobusu (wysiada się tylko przodem), żegna Cię gdy wysiadasz. Jedna z naszych podróży zaliczyła postój na zmianę kierowcy. Pan wysiadł, odwrócił się przodem do pasażerów, pokłonił się nisko, powiedział ze 2 zdania pożegnania, po czym wysiadł. Chwilę później nowy kierowca wsiadł, odłożył swoje rzeczy za kierownicę i znów, szeroki ukłon i zapewne równie serdecznie werbalne powitanie. Wyobrażacie sobie coś takiego w Polsce? Mnie się to bardzo podobało, sprawia, że ludzie mają do siebie niesamowity szacunek. Co do samych kierowców to prowadzą w rękawiczkach i mają zestaw z mikrofonem na głowie, który umożliwia im na bieżąco komentować trasę dla podróżnych (zapewne coś w stylu „Przepraszam, że tak wolno, ale na Asakusa korki jak zawsze..”). Wypucowane taksówki i kierowcy w garniturach również sprawiają niesamowite wrażenie. Chociaż nigdy nimi nie jeździliśmy, to udało nam się zaobserwować śnieżnobiałe wnętrza i drzwi otwierane automatycznie, gdy pasażer chce wsiąść/wysiąść. Denerwowało Was kiedyś, że pierwszy stopień do wejścia do autokaru jest czasem dość wysoko i trzeba się skrobać? (No dobra, takie doświadczenie mają najczęściej osoby mojego wzrostu i niżej :D ) W Japonii kierowca wyciąga specjalny schodek-podest żeby było łatwiej.
Japonia, Kyoto, mężczyzna w tradycyjnym stroju

Japonia, Kyoto, mężczyzna w tradycyjnym stroju

Japonia, Kyoto, mężczyzna kłania się w stronę odjeżdżającego samochodu swoich gości

Japonia, Kyoto, mężczyzna kłania się w stronę odjeżdżającego samochodu swoich gości

Zwykli Japończycy, stale gdzieś pędzą, metro o poranku szczelnie wypełnia się bielą i czernią koszul i garniturów. Nikt w tym chaosie na siebie nie wpada, wszystko jest na czas, pod linijkę, dokładnie, na miejsce i zorganizowane. Lubują się też w reklamach, które zagracają każdą możliwą przestrzeń publiczną (łącznie z poręczą schodów ruchomych)

Japonia, Tokio, reklamy w metrze

Japonia, Tokio, reklamy w metrze

Japonia, Tokio, reklamy na poręczach ruchomych schodów

Japonia, Tokio, reklamy na poręczach ruchomych schodów

Przede wszystkim w Tokio do głosu dochodzą młodzi ze swoimi kolorowymi włosami, makijażami, soczewkami powiększającymi źrenicę, naklejkami na powieki (aby się załamywały), sztucznymi rzęsami i barwnymi strojami. Buszują często w ogromnych księgarniach z komiksami, w których ja dostawałam zawrotów głowy ;)

Japonia, księgarnia z komiksami

Japonia, księgarnia z komiksami

Japonia, więcej komiksów

Japonia, więcej komiksów

Japonia, Tokio, młodzież w parku przy Miraikan

Japonia, Tokio, młodzież w parku przy Miraikan

Japonia, Tokio, młodzież w parku przy Miraikan

Japonia, Tokio, młodzież w parku przy Miraikan

Japonia, japońskie uczennice

Japonia, japońskie uczennice

Automaty z produktami to chyba kolejna wielka miłość. Większość sprzedaje napoje, ale nam udało się trafić na maszyny oferujące lody na patyku, części do kolejki czy banany.

Japonia, dostawmy jeszcze jeden - tak dla pewności!

Japonia, dostawmy jeszcze jeden – tak dla pewności!

Japonia, napój Boss'a

Japonia, napój Boss’a

Japonia, automat z bananami!

Japonia, automat z bananami!

Japonia, automat z elementami kolejki

Japonia, automat z elementami kolejki

Jeśli już o automatach mowa to świetnie sprawdzają się w restauracjach szybkiej obsługi. Przed wejściem wywieszone jest menu i stoi automat. Wybiera się przycisk odpowiadający zamówionemu daniu, wrzuca pieniądze i odbiera bilecik, który przekazywany jest kelnerce tuż po wejściu do jadłodajni. Nie ma problemu z wydawaniem reszty czy nieporozumieniami przy zamówieniach. Pierwszy raz, gdy skorzystaliśmy z takiego miejsca, nie wiedzieliśmy o automatach, ale pani kelnerka cierpliwe obsłużyła nas w tradycyjny sposób. Później już byliśmy mądrzejsi. Samo jedzenie – wyśmienite. Kuchnia japońska bardzo mi odpowiada. Zanim jednak napełnialiśmy brzuchy sushi, skosztowaliśmy ramenów (japońska zupa z makaronem) i gyozy (japońskich pierożków) – omniom mniom mniom.
Japonia, automaty przed restauracją

Japonia, automaty przed restauracją

Japonia, Maćkowy zestaw o nazwie nieznanej

Japonia, Maćkowy zestaw o nazwie nieznanej

Japonia, gyoza

Japonia, gyoza

Japonia, ramen!

Japonia, ramen!

Japonia, wciągaj zupę pałeczkami! :)

Japonia, wciągaj zupę pałeczkami! :)

Japonia, a na deser: chipsy w czekoladzie i..

Japonia, a na deser: chipsy w czekoladzie i..

Japonia, .. ciacho z kremem z zielonej herbaty!

Japonia, .. ciacho z kremem z zielonej herbaty!

Sushi z taśmy zostało naszym faworytem. Polecam szczególnie to przy stacji kolejowej w Kyoto. Tam każdy talerzyk na taśmie miał taką samą cenę. Siada się przy stoliku będącym okręgiem, po jego wewnętrznej stronie jeździ taśma z sushi, a zupełnie w środku panowie na oczach klientów przygotowują wszystkie smakołyki. Są też specjalne kraniki z ciepłą wodą na stole, aby przygotować sobie matcha – japońską herbatę. Dodatkowo buteleczki z sosami i pudełko z imbirem. Wasabi dodane jest już do samego sushi i wcale nie potrzeba go więcej. W Narze, niedaleko jednego z marketów byliśmy na podobno najdłuższej taśmie sushi na świecie. Tutaj różne kolory talerzyków miały różne ceny. A gdy już ilość zjedzonych maki i nigiri przekroczy zdrowy rozsądek, przyjdzie kelner, policzy talerzyki i wystawi rachunek, oczywiście dużo niższy niż można by oczekiwać za taki posiłek w innych częściach świata.
Japonia, sushi - omnom mnom!

Japonia, sushi – omnom mnom!

Japonia, sushi maki czekają na pocięcie

Japonia, sushi maki czekają na pocięcie

Japonia, sushi na taśmie

Japonia, sushi na taśmie

Japonia, matcha

Japonia, matcha

Japonia, podobno najdłuższa taśma sushi na świecie

Japonia, podobno najdłuższa taśma sushi na świecie

Zostając przy jedzeniu nie sposób pominąć najróżniejszych smaków, które można znaleźć w japońskich marketach. Znane i nieznane marki oferujące zestawienia, o których się nie śniło. KitKaty z wasabi? Proszę bardzo. Lody dyniowe albo herbaciane? Nie ma sprawy. A do tego najdziwniejsze owoce morza, które wolałam jednak podziwiać zza lodówkowej szyby.
Japonia, m&m'sy malinowe

Japonia, m&m’sy malinowe

Japonia, KitKaty o smaku herbaty z prażonym ryżem

Japonia, KitKaty o smaku herbaty z prażonym ryżem

Japonia, małe rybki, dodawane często jako posypka do zup

Japonia, małe rybki, dodawane często jako posypka do zup

Japonia, makaron Hello Kitty

Japonia, makaron Hello Kitty

Japonia, sake, setka od razu w literatce

Japonia, sake, setka od razu w literatce

Japonia, herbata o smaku złotego kiwi

Japonia, herbata o smaku złotego kiwi

Japonia, chipsy o smaku ramenu (zupy)

Japonia, chipsy o smaku ramenu (zupy)

Japonia, lody: dyniowe, różane, zielona herbata, kwiat wiśni

Japonia, lody: dyniowe, różane, zielona herbata, kwiat wiśni

Japonia, Fanta gruszkowa

Japonia, Fanta gruszkowa

Japonia, napój o smaku soli z liczi

Japonia, napój o smaku soli z liczi

Japonia, macki ośmiornicy

Japonia, macki ośmiornicy

Japonia, raj KitKatowy: kwiat wiśni, wasabi, sernik, czerwona fasolka, truskawka, pudding i co tylko

Japonia, raj KitKatowy: kwiat wiśni, wasabi, sernik, czerwona fasolka, truskawka, pudding i co tylko

Japonia, zielona herbata z muscatem - mój faworyt!

Japonia, zielona herbata z muscatem – mój faworyt!

Japonia, mocne piwo owocowe, które okazało się drinkiem w puszce ;)

Japonia, mocne piwo owocowe, które okazało się drinkiem w puszce ;)

Japonia to również kraj niesamowitych toalet z milionem funkcji, które są na porządku dziennym do tego stopnia, że nawet publiczne toalety (notabene – zawsze darmowe) mają jakieś bajery. I chociaż już w pierwszym hotelu w Tokio wydawało mi się, że toaleta z funkcją mycia z przodu i z tyłu to jest high-tech to szybko zostałam wyprowadzona z błędu. Najbardziej rozwinięta posiadała nawet funkcję odtwarzania dźwięku spuszczanej wody (bez fizycznego jej spuszczania) o 3 (!) stopniach głośności. Zastanawiało mnie po co właściwie, ale odpowiedź czekała w jednej z toalet wyposażonej w instrukcje po angielsku. Otóż dźwięk spuszczonej wody ma maskować wszystkie inne wydawane przez człowieka dźwięki podczas posiedzenia. Czy muszę dodawać, że przetestowałam wszystkie funkcje? :D moją ulubioną pozostaje podgrzewana deska!

Japonia, magiczny tron z podgrzewaną deską

Japonia, magiczny tron z podgrzewaną deską

Japonia, panel sterowania tronem

Japonia, panel sterowania tronem

Japonia, krótka instrukcja jak obsłużyć toaletę, poziom: Japonia

Japonia, krótka instrukcja jak obsłużyć toaletę, poziom: Japonia

Jako, że Japończyków dużo, a przestrzeni mało to kompaktowość jest w cenie. Na przykład kompaktowe wanny, w których absolutnie nie da się wygodnie poleżeć, ale można obejrzeć telewizję (!).
Japonia, :D

Japonia, :D

Patenty są wszędzie, a pomysłowości nie można im odmówić. Niekiedy bez obrazkowej instrukcji ani rusz.

Japonia, cewka do usuwania włosów z twarzy

Japonia, cewka do usuwania włosów z twarzy

Japonia, stempelki do parówek

Japonia, stempelki do parówek

Japonia, gustowne opakowanie sznurka do mięsa

Japonia, gustowne opakowanie sznurka do mięsa

Tak naprawdę nie trzeba się specjalnie wysilać, żeby odkryć coś niezwykłego i niecodziennego. Coś, co pozwala zachwycić się Japonią i rozpalić marzenia o powrocie tam któregoś pięknego dnia.
Japonia, salon dla dzieci, w ofercie między innymi trwała i makijaż

Japonia, salon dla dzieci, w ofercie między innymi trwała i makijaż

Japonia, lody o smaku zielonej herbaty, kwiatu wiśni i.. sake!

Japonia, lody o smaku zielonej herbaty, kwiatu wiśni i.. sake!

Japonia, przydrożny przysmak - schłodzone ogórki na patyku

Japonia, przydrożny przysmak – schłodzone ogórki na patyku

Japonia, a może wachlarz z "idolem"?

Japonia, a może wachlarz z „idolem”?

Japonia, kostiumy bohaterów!

Japonia, kostiumy bohaterów!

Japonia, do mnie mówisz?!

Japonia, do mnie mówisz?!

Japonia, książeczka: origami z papieru toaletowego (muszę dodawać, że ją kupiłam? :D)

Japonia, książeczka: origami z papieru toaletowego (muszę dodawać, że ją kupiłam? :D)

Japonia, McDonalds otwarty do 25-tej!

Japonia, McDonalds otwarty do 25-tej!

Można by pisać i pisać, ale już wystarczy, resztę zostawiam do samodzielnego odkrycia. Powiem tylko, że na milion procent warto spłukać się finansowo, byle tylko tam pojechać. Ja na nowo zaczynam odkładać pieniądze do przysłowiowej skarpety, aby kiedyś być tam znów.
Póki co, niedługo po powrocie z Japonii do Singapuru, wykorzystałyśmy z Kasią długi weekend na wypad w stronę północno-zachodnią, o tym jednak kiedy indziej.

Happy Merry Christmas – Kambodża, akt II: Siem Reap

Jak już wspomniałam wcześniej, podróż autobusem z Phnom Penh do Siem Reap należała do tych niezapomnianych, niestety w negatywnym tego słowa znaczeniu. Zależało nam by pokonać trasę jak najszybciej. Dzięki fatalnym drogom, przewodniki deklarują że te 320 km da się pokonać w zawrotne 6 h.. Dlaczego nam zajęło to prawie 8h? Ponieważ nie wiedziałyśmy, że autobus nie jeździ „od-do” ustaloną trasą. Wszystko zależy od lokalnych pasażerów, jeśli zażyczą sobie dojechać do wioski gdzieś obok głównej trasy, to właśnie tamtędy autobus pojedzie. Po drodze zatrzyma się też wiele razy, by zgarnąć kolejnych pasażerów, gdy tylko machną ręką. Klimatyzacja w autobusie oczywiście dawała jak szalona, a sam pojazd z resztą czasy świetności miał już dawno za sobą. Wrażenia z trasy? Jeszcze większy drogowy dramat niż w stolicy – samowolka przy większych prędkościach. Widoki za oknem, to jedna wioska za drugą, ogromna ilość ludzi pracująca w polu, przydrożne sklepiki/stoiska, czasem domki na palach i świątynie – całkiem niezły rzut okiem na życie po za miastem.

Kambodża, Siem Reap, przydrożna stacja paliw

Kambodża, Siem Reap, przydrożna stacja paliw

Gdy udało nam się dotrzeć do hotelu w Siem Reap, została tylko godzina do zachodu słońca. Postanowiłyśmy wykorzystać te ostatnie promienie i mimo wszystko podjechać do świątyń Angor Wat – głównego celu wyprawy w tę okolicę. Niestety, gdy tylko dotarłyśmy, ochrona wypraszała już turystów. Udało nam się chwilę jeszcze pokręcić po okolicy i już tuk tuk zabierał nas z powrotem. Jedno było pewne – wracamy rano eksplorować ten teren!

Kambodża, Siem Reap, Angkor Wat, podejście pierwsze

Kambodża, Siem Reap, Angkor Wat, podejście pierwsze

W mieście, które przypomina trochę współczesne Zakopane (wszystko zrobione dla i pod turystów), nie ma prawdziwej Kambodży. Jest to, czego zdaje się oczekiwać turysta – bazary z suvenirami, „salony” masażu (masaż stop za dolara!), bary, kluby i jadłodajnie. Pomimo tysięcy i milionów zostawianych tu rocznie przez turystów, region jest wciąż deklarowany jako jeden z najbiedniejszych w kraju. Pytanie do czyjej kieszeni idą te pieniądze, pozostaje bez odpowiedzi. W poleconej przez znajomą knajpce „Red Piano” spróbowałyśmy drinka Tomb Raider, podobno zaprojektowanego przez samą Angeline Jolie, w torbie wylądowały pierwsze pamiątki i dzień dobiegł końca.

Kambodża, Siem Reap, night market

Kambodża, Siem Reap, night market

Kambodża, Siem Reap, Pub Street

Kambodża, Siem Reap, Pub Street

Kambodża, Siem Reap, drink Tomb Raider

Kambodża, Siem Reap, drink Tomb Raider

Poranek, wczesna pobudka (no prawie ;) ), wypożyczalnia rowerów i już przenosiłyśmy się w czasie o 9-10 wieków do tyłu. Angkor to olbrzymi kompleks łączący mniejsze kompleksy składające się z budowli miejskich, świątyń, obszarów leśnych i wodnych, który funkcjonował w czasach królestwa Khmerów ok. XI – do początków XII wieku. Opuszczony i zapomniany, niszczał przez prawie 800 lat, a to co zostało, zapiera dech w piersiach współcześnie. To nie tylko kunszt budowniczych tamtych czasów, ale także świetny obraz natury walczącej o „swoje” tereny, zajęte przez człowieka.
Kambodża, Siem Reap, rowerem przez Angkor Wat

Kambodża, Siem Reap, rowerem przez Angkor Wat

Jako środek transportu postawiłyśmy na rowery. Pieszo jest zdecydowanie daleko. Aby odwiedzić jak najwięcej pedałowałyśmy w sumie prawie 30 km. Tuk-tuk jest może i wygodny, ale zdecydowanie wolę sama ustalać sobie trasę wycieczki, patrzeć co jest za rogiem i dać się ponieść nogom. Tuk tukarze mają z resztą zaprogramowane trasy, zawsze jeżdżą od pierwszego kompleksu do następnego. Rano w tych najbliższych miastu, ilość ludzi na metr kwadratowy przewyższa zdrowy rozsądek. My sprytne, pedałowałyśmy ile się da, by zacząć od jak najdalszej części. Przez cały dzień zwiedziłyśmy 3 z 4 głównych kompleksów położonych najbliżej Siem Reap. Dalsze są oddalone o przynajmniej 30 km od miasta. Czwarty kompleks był w zasięgu naszych nóg i czasu, ale co za dużo to nie zdrowo, nie chciałyśmy skończyć z zakwasami.

Zaczęłyśmy od najdalszego Preah Khan, ku uciesze obserwując już po drodze, że liczba busów, busików i tuk-tuków zmniejsza się z każdym kolejnym kilometrem. W Preah Khan, mieście będącym w tamtych czasach ośrodkiem naukowym i medycznym, najbardziej było widać, jak natura dopomina się o swoje. Gdzie jeszcze X wieków temu stały majestatyczne budowle i domy mieszkalne, dziś zostały ruiny w objęciach korzeni, konarów i narośli. Widok jest niesamowity. Szczególnie dla tych, którzy tak jak ja, kilkanaście lat wstecz spędzali długie godziny grając w Tomb Raider.
Kambodża, Siem Reap, ruiny w Preah Khan

Kambodża, Siem Reap, ruiny w Preah Khan

Kambodża, Siem Reap, ruiny w Preah Khan

Kambodża, Siem Reap, ruiny w Preah Khan

Kambodża, Siem Reap, ruiny w Preah Khan

Kambodża, Siem Reap, ruiny w Preah Khan

Kambodża, Siem Reap, ruiny w Preah Khan

Kambodża, Siem Reap, ruiny w Preah Khan

Kambodża, Siem Reap, ruiny w Preah Khan

Kambodża, Siem Reap, ruiny w Preah Khan

Kambodża, Siem Reap, ruiny w Preah Khan

Kambodża, Siem Reap, ruiny w Preah Khan

Kambodża, Siem Reap, ruiny w Preah Khan, prawie jak Lara Croft

Kambodża, Siem Reap, ruiny w Preah Khan, prawie jak Lara Croft

Kolejny kompleks to Angkor Thom, niegdyś największe miasto i stolica Angkoru, otoczone murami tworzącymi idealny kwadrat. Podobnie jak do innych kompleksów, monumentalnej bramy wjazdowej strzegą „boscy strażnicy”.
Kambodża, Siem Reap, brama wjazdowa do Angkor Thom

Kambodża, Siem Reap, brama wjazdowa do Angkor Thom

Kambodża, Siem Reap, boscy strażnicy, wjazd od strony Angkor War

Kambodża, Siem Reap, boscy strażnicy, wjazd od strony Angkor War

W obrębie kompleksu znajduje się wiele budowli, losowo udało nam się zobaczyć Terrace of Elephants (taras słoni), dawny plac przeznaczony do parad i ceremonii, otoczony murem z niezliczoną ilością rzeźb słoni.
Kambodża, Siem Reap, taras słoni

Kambodża, Siem Reap, taras słoni

Kambodża, Siem Reap, rzeźby wzdłuż tarasu słoni

Kambodża, Siem Reap, rzeźby wzdłuż tarasu słoni

Następnie świątynia Baphoun, częściowo zniszczona, ponieważ inżynieria dawnych Khmerów nie podołała wymaganiom architektonicznym – pod ciężarem galerii i wież świątynia zaczęła się zapadać. Obecnie jest zabezpieczona (tak przynajmniej wygląda) i można wdrapać się na górę, podziwiając widok na Angkor Thom. Jedna ze ścian została także wykończona w niesamowity sposób. Tutaj, podobnie jak we wszystkich buddyjskich świątyniach, trzeba pamiętać o spodniach/spódnicy zakrywającej kolana i koszulce posiadającej chociaż krótkie rękawki. Inaczej nie wolno będzie wejść na teren świątyni.

Kambodża, Siem Reap, Baphoun

Kambodża, Siem Reap, Baphoun

Kambodża, Siem Reap, mnisi na szczycie świątyni Baphoun

Kambodża, Siem Reap, mnisi na szczycie świątyni Baphoun

Kambodża, Siem Reap, świątynia Baphoun - i gdzie Cię nogi poniosą!

Kambodża, Siem Reap, świątynia Baphoun – i gdzie Cię nogi poniosą!

Kambodża, Siem Reap, co widać na obrazku? (oprócz tego, że ścianę)

Kambodża, Siem Reap, co widać na obrazku? (oprócz tego, że ścianę)

Ostatnim odwiedzonym przez nas miejscem w „mieście” Angkor Thom był Bayon, zostawiony trochę na deser. Niesamowita i fascynująca świątynia (oczywiście w stanie rozkładu), w której zewsząd patrzy na człowieka budda. 216 kamiennych twarzy od których emanuje spokój i tajemnica. Budda na 4 strony świata. Fajnie tak sobie pomyśleć, że te wszystkie figury były świadkami tego, co działo się tysiąc lat temu.
Kambodża, Siem Reap, Bayon, spokój i cisza

Kambodża, Siem Reap, Bayon, spokój i cisza

Kambodża, Siem Reap, Bayon, Budda na 4 strony świata

Kambodża, Siem Reap, Bayon, Budda na 4 strony świata

Kambodża, Siem Reap, Bayon, Budda, wszędzie Budda

Kambodża, Siem Reap, Bayon, Budda, wszędzie Budda

I na koniec Angkor Wat. Świątynia znajdująca się najbliżej miasta, którą widziałyśmy już częściowo dzień wcześniej. Znów zatłoczona. Nie wchodziłyśmy więc do środka, ale obeszłyśmy dookoła. Większość krótkich wycieczek dla turystów przyjeżdża właśnie tutaj. Szczerze? Dla mnie nie jest warta więcej uwagi, niż Bayon czy Preah Khan. Owszem, jest charakterystyczna i majestatyczna, ale ja wolę to co dzikie i trochę nieokiełznane, jak w innych kompleksach.
Kambodża, Siem Reap, Angkor Wat, podejście drugie - w tył zwrot!

Kambodża, Siem Reap, Angkor Wat, podejście drugie – w tył zwrot!

Wschód słońca nad Angor Wat, czyli nasze trzecie podejście, aby zwiedzić pierwszy z kompleksów, w mniej zatłoczonej atmosferze. Już po drodze tuk tukiem, pozbawiłam się złudzeń, że będzie luźniej. 
Kambodża, Siem Reap, Angkor Wat, czekając na wschód słońca

Kambodża, Siem Reap, Angkor Wat, czekając na wschód słońca

Tu znów triumfy święcił spryt. Gdy całe to towarzystwo czekało, aż słońce pojawi się nad wieżami, my udałyśmy się do środka, gdzie jeszcze praktycznie nikogo nie było, ale zrobiło się na tyle jasno, że człowiek nie potykał się o własne nogi. A wschód słońca, który tego dnia nie był zbyt imponujący, obejrzałyśmy u podnóża wież – podobał mi się bardziej niż to, co oferowało stanie w tłumie przed budowlą.
Kambodża, Siem Reap, Angkor Wat, podejście trzecie - sukces!

Kambodża, Siem Reap, Angkor Wat, podejście trzecie – sukces!

Kambodża, Siem Reap, Angkor Wat, pamiętam to miejsce z gry!

Kambodża, Siem Reap, Angkor Wat, pamiętam to miejsce z gry!

Kambodża, Siem Reap, Angkor Wat w pełnej krasie

Kambodża, Siem Reap, Angkor Wat w pełnej krasie

Kambodża, Siem Reap, Angkor Wat, tuk tuk

Kambodża, Siem Reap, Angkor Wat, tuk tuk

W drodze do Kambodży zabrałyśmy małą siatkę słodyczy, które zostały po firmowej imprezie w pracy. Woziłyśmy ją cały czas z sobą, z zamysłem podzielenia się z kambodżańskimi dziećmi. I choć część zapasów zjadły te polskie dzieci, to udało nam się uszczęśliwić kilka maluchów, które przyszły z wszechobecną mantrą „łandola” (one dolar). Zdaje się, że ten jeden dolar o który prosiły, nie wywołałby uśmiechu na ich twarzy tak, jak mogły to zrobić lizaki.
Kambodża, Siem Reap, Angkor Wat, :)

Kambodża, Siem Reap, Angkor Wat, :)

Niestety, ta sympatyczna grupka to nie jedyny taki przypadek dzieci wałęsających się z prośbą o pieniądze.. Ostatecznie, to co zostało w siatce ze słodyczami, podarowałyśmy wieczorem innym maluchom, które szukały skarbów w koszach na śmieci niedaleko naszego hotelu. Nie wyglądało, aby była to dla nich część zabawy. Oczywiście, że słodycze nie ratują ich z problemów, z którymi oni i wiele osób w ich kraju boryka się na co dzień, ale lizak czy cukierek daje prostą i czystą radość z małych rzeczy, która zanika w dzisiejszym świecie goniącym za pieniądzem.
 
Nasz minivan w drogę powrotną do stolicy okazał się tańszy i szybszy, niż ten przeklęty autobus wcześniej. Dla własnego spokoju ducha przez większą część tych niecałych 6h jechałam z zamkniętymi oczami.

 
I jak to zwykle bywa tuż przed powrotem – obiad i jazda na lotnisko, która tym razem ciągnęła się w nieskończoność, ze względu na uliczne protesty, które musieliśmy kilkukrotnie omijać. Po drodze do naszego tuk-tuka zgodziłyśmy się przygarnąć też lokalną kobietę, którą syn wiózł na skuterze w tą samą stronę – łamanym angielskim opowiedziała nam, że w Kambodży wciąż źle się dzieje i ludzie muszą walczyć o przetrwanie. 
 
Lotnisko małe, ale całkiem przyzwoite, spokojny lot i powrót do rzeczywistości, który był już jakby nie patrzeć, prawie 2 miesiące temu. W międzyczasie zdążyłam wyskoczyć na chwilę do Polski, odczuć na własnej skórze -11 stopni, przy których miałam wrażenie, że zamarza mi mózg, odwiedzić mnóstwo miejsc i spotkać wielu ludzi, za którymi już na powrót tęsknię. Dzięki, że wciąż o mnie pamiętacie :) Tobie dziękuję przede wszystkim :*
 
Lubię planować, lubię wiedzieć co się wydarzy i móc to kształtować, a że już powstał zarys na najbliższe miesiące to czas odkurzyć świnkę-skarbonkę i ahoj przygodo, będą nowe treści na bloga! Ale póki co praca, praca i praca, bo prosiak z dziurą na plecach sam się nie napełnia. Wszystkiego Najlepszego z okazji Roku Konia! :)